Przygotowania do przyjazdu ekipy telewizyjnej trwały pełną parą. Babcia narzekała, dziadek się modlił, tata chodził zasępiony, mama pakowała bagaże, siostra się cieszyła, a Łukaszek jak wściekły siedział cały czas w internecie. Wreszcie, któregoś wieczora, zajechał wóz oznakowany logiem najlepszej telewizji. oczywiście, zbiegło się pół bloku. Ekipa z panią redaktor na czele pofatygowała się do mieszkania Hiobowskich. Hiobowscy zaprezentowali pełną gamę uczuć powitalnych: od odrazy dziadka po czołobitność mamy.
- Po pierwsze - przerwał brutalnie Łukaszek - nigdzie nie jadę.
Pani redaktor zareagowała lekkim uniesieniem brwi ale nie przerwała rozmowy z mamą Łukaszka.
- To już nie te czasy, że niewolnictwo i tak dalej - argumentował dalej Łukaszek.
- To są nadal te czasy, tylko inaczej się wszystko nazywa, na przykład zamiast niewolnika mamy kredytobiorcę - tłumaczył mu tata.
- Nie chcę iść do tego programu.
- Musisz, bo inaczej zapłacimy straszne kary.
Łukaszek przycichł i odezwał się ponownie dopiero wtedy, gdy pani redaktor streszczała pokrótce przebieg programu. Akurat był to fragment o tym, ze wszyscy uczestnicy muszą zgodzić się na obecność kamer.
- Nie chcę być filmowany - oświadczył Łukaszek.
Tym razem pani redaktor raczyła na niego spojrzeć, ale nie uznała go za godnego polemiki.
Dziadek Łukaszka sarkał w tle coś o lustracji.
- Po co komu lustracja? - oburzyła się pani redaktor. - Co to komu da? To grzebanie się w przeszłości? Wszystko jest jasne, wszystko wiadomo, a że niby miałoby to posłużyć do szantażu, to jest proszę państwa śmiechu warte...
- Kamera gotowa?! - zapytała swoją ekipę. - Filmujemy mieszkanie uczestników! Wszyscy na miejsca.
Zrobiło się lekkie zamieszanie, a Łukaszek nawet gdzieś przepadł. Odnalazł się po dłuższej chwili kiedy to stanął tuż obok pani redaktor. Panie redaktor spojrzała na niego i wydała z siebie przejmujący krzyk. Łukaszek miał na sobie zwykły, biały t-shirt, a na nim napis zrobiony pisakiem: "TW Pelargonia" i strzałkę wskazującą na panią redaktor.
- Zdejmij to!!! - ryknęła pani redaktor.
- Co się pani tak denerwuje? - zapytał spokojnie Łukaszek stojąc bez ruchu. Gdzieś z tyłu rozradowany dziadek opowiadał, że to pseudonim operacyjny pani redaktor z dawnych lat.
- Zdejmij to! - nalegała pani redaktor.
- Nie chcę być filmowany.
Pani redaktor ostentacyjnie obróciła się z mikrofonem do mamy Łukaszka i zadała jakieś banalne pytanie o wychowanie Łukaszka.
- O, pani redaktor, nasz syn, Łukasz Hiobowski... - zaczęła mama Łukaszka.
- Nazywam się Nowak - wtrącił się Łukaszek.
Mama Łukaszka zaniemówiła.
- Coś ty znowu wymyślił? - rozzłościł się tata.
- Zmieniłem nazwisko.
- Jak? Kiedy? Po co? To absurd! Pani redaktor, widziała pani kiedyś coś podobnego?
Pani redaktor milczała zdjęta strachem, bo owszem, widziała.
- A dziadek pani redaktor zmienił sobie nazwisko - oznajmił bezczelnie Łukaszek. - W internecie jest wszystko! Zmienił jak wstępował do służb...
- Cisza!!! - ryknęła pani redaktor. - Nagrało się?
- Wszystko - powiedział smętnie kamerzysta. - To "cisza" też.
- Wytniemy - westchnęła pani redaktor.
- Ja nie chcę być filmowany - przypomniał Łukaszek.
- Chodź no do kuchni - złamała się pani redaktor. Poszli tam we dwójkę i konferowali po cichu. Hiobowskich i ekipę telewizyjną dolatywały strzępki zdań pani redaktor: "Zrozum, mam kredyt", "przecież wszyscy zawsze chcieli by ich filmować", "co ci zależy", "przecież coś musimy pokazać".
Wreszcie wrócili.
- Co za rodzina! - zgrzytała zębami pani redaktor. - Faszyści! Antysemici!
- Cicho - przerwał jej Łukaszek. - Idę se teraz pograć w fifę, a wy tu se filmujcie. Tylko nie właźcie z kamerę do mojego pokoju bo mam nieposprzątane. Jak skończycie to mi powiedzcie, może dam wam się sfilmować. Tylko chcę potem to zobaczyć. No, idę.
- Pewno jeszcze wszyscy są za lustracją - sapała gniewnie pani redaktor.
- Ja jestem przeciw - oznajmił zadowolony Łukaszek.
932
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (11)