Brun
Brun brun brun
14 obserwujących
127 notek
76k odsłon
226 odsłon

Podróże jachtem

@Brun
@Brun
Wykop Skomentuj3

"- i każdy myślał, że wciąż gra jeszcze,

a to tylko echo, cymbałem, grało"


Kolega bloger ECHO popełnił był dzisiaj tekst o Półwyspie Helskim, który chyba w jego zamierzeniu miał być satyrą z ministerialnych podróży jachtem po Wyspach Kanaryjskich. Nie wiem jak kolega ECHO skojarzył Hel z Wyspami Kanaryjskimi ale ponieważ urodziłem się w Helu i spędziłem tam, z przerwami na naukę, pierwszych pięćdziesiąt lat mojego życia to jachty nie są dla mnie tak egzotyczne jak dla bywalca restauracji, kawiarni, knajp i krakowskich spelunek.

Dzisiaj trzydziesty pierwszy sierpnia i we mnie też drga echo tamtych dni. Tak się złożyło, że trzynastego grudnia 1981 roku byłem na nartach i widzę we wspomnieniach początek Stanu Wojennego poprzez ten roziskrzony słońcem śnieg na stokach Wieżycy. Tak 31 sierpnia 1980 roku spędziłem na tonącym w sztormie jachcie u wybrzeży Zatoki Pomorskiej.  Niżej tekst autentyczny z tamtych czasów, czasów kiedy w Polsce działa się Historia. 

(ciekawe kiedy się nie dzieje?)

image

Mesa jest jasna, i ciemna zarazem. Gdzieś z ciemnego kąta, z dolnej koi błyszczą czyjeś rozszerzone gorączka oczy. Jurek stoi na szeroko rozstawionych nogach, zapiera się o stół, który zaraz się urwie, w ręku trzyma mikrofon a po gęstej brodzie spływają kropelki wody. W jasnym prostokącie zejściówki widać niedaleki brzeg. Szczerzy się na żółto żółtą plażą, ciemno, złoty blask słońca niknie zastąpiony śnieżnobiałą pianą wody. Potoki słonej wody leja się z sufitu, spod opętnika radosnym strumieniem leje się za kołnierz Staszkowi zwiniętemu na podłodze wśród podartych żagli. Jego zsiniałe usta mówią coś bezgłośnie wśród trzasków kładącego się w przechyłach jachtu. Znowu w zejściówce słońce smugą światła przeszywające ten bitewny krajobraz. I cisza i krzyk Fredzia. Żółta postać odrywa się od rumpla, wsadza do środka żółty kaptur, robi się ciemno. Przerażone oczy.

- Nie przewróci... - spokojny głos Jurka zadrgał przy końcu frazy, łomot, urywa się górna koja a stół na jednej nodze zatacza przedziwne łamańce. Przez środek mesy leci porcelitowy kubek. Latający kubek..

[...]

Nasz dzielny statek, wspina się na kolejną górę wody. Hucząc spienionym grzbietem zbliża się następny dziad. Wiatr porywa pianę z grzbietów

fal, woda idzie górą. Słońce rozświetla górzysty krajobraz, każdy promień słońca rozszczepia się w każdej kropelce wody. Nie można patrzeć, lecące z wiatrem drobinki wody uderzają jak kamienie, sieką twarz, parzą żywym ogniem odsłonięte dłonie. "Juliet" zatrzymuje się na szczycie, jakby przez chwilę się zastanawiała co czynić dalej. Moment niezdecydowania, potem dziób idzie w dół i szusujemy po

pokrytym białą pianą ciemnozielonym stoku. Aż do chwili gdy wszystko niknie w bladobiałej, pokrywającej dziób, aż do masztu,

pianie.

Powoli się podnosi, morze ścieka kaskadami pieniąc się i wirując wodą na falszburcie. Chwila ciszy w dolinie fali, i jak windą jedziemy do góry przy rosnącym do huku trzepocie porwanego foka.

Na górze można się na chwilę rozejrzeć, spod przymkniętych powiek, pod wiatr bo woda niczym porwany wiatrem piasek na plaży, idzie górą. Nie widać horyzontu, tam gdzie normalnie równa, mniej więcej jego linia teraz strzeliste turnie obsypanych śniegiem szczytów. Po błękitnym niebie galopują chmury, raz białe raz czarne brzemienne deszczem, idzie szkwał. Nic nie widać.

Nie można rozewrzeć zaciśniętych powiek, siecze jak kamieniami. Woda morska? Deszcz, grad? Co za różnica? Jedziemy w dół i na chwilę się "uspokaja", następny grzbiet, oglądam się za rufę wypatrując obiecanego holownika. 

Ląd zniknął. 

Nikogo.

Powolutku zapada zmierzch.

[...]

Żółte ramie Fredka wystaje z zejściówki, trzyma czarny przedmiot nieokreślonych wymiarów, nie wiem co to takiego. Robi się nagle żółto-czerwone, huk i biały ogień pnie się w to gniewne niebo.

Zakreśla gorejący łuk i wpada do morza. W głowie rozdzwoniły się dzwony. Nic nie słyszę, widzę tylko jak Jurek coś mówi, wystawia antenę ręcznego radiotelefonu poza zejściówkę potem znowu oddaje go siedzącemu w zlewie Tadziowi, który kurczowo zaciska palce na skórzanym pokrowcu. Z wolna powraca zdolność słyszenia, huk porwanego żagla, ryk morza i rwane wiatrem słowa. Znowu widzę jak ubrana w sztormiak postać, tym razem jest to Krzysiu wysuwa się na zewnątrz, następna rakieta leci w górę, potem jeszcze jedna i jeszcze. Białe gwiazdy rozpruwają skradający się mrok.

[...]

- Teraz już pana widzę, już pana widzę, będziemy próbowali podać rzutkę. - czysty głos w radiotelefonie

 - podamy panu miękka linę, miękką linę, niech pan wiąże do masztu.

- Przywiążcie ją do masztu. - To do nas. Jesteśmy przy maszcie, we dwu, z zejściówki wystawia głowę Jurek a w kokpicie sterczy pomarańczowo-żółta postać Fredzia. 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości