A Ty się temu nie dziwisz
Wiesz dobrze, co byłoby dalej...
Motto 2:
...Trudno być katolikiem we własnym domu
bo po jednej stronie ci, co kościół atakują
że czarny kler, i szmatławe Nie czytują
pedałem według nich jest ksiądz każdy
i że zbierają kasę na tacę w parafii
niedobrze mi się robi, kiedy ich słucham
kał z rozgrzanych ich ust bucha...
Jak ja nie cierpię mediów! – że tak sparafrazuję Gargamela. Nawet te uczciwe w moim odczuciu, czasem zachowują się brzydko, jak choćby „Gazeta Polska” która reklamuje się największym transparentem na rocznicowej demonstracji pod domem Jaruzelskiego. Tomasz Sakiewicz jest w moim odczuciu dobrym dziennikarzem ale i dobrym specem od marketingu, a tu już trochę, choć może i niezamierzonego, cynizmu... Dziś pan Tomasz obudził czytelników Salonu24 bombą .
Z dokumentów do których dotarła ,,Gazeta Polska" wynika niezbicie, że nowy metropolita warszawski, arcybiskup Stanisław Wielgus przez ponad 20 lat współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, nosił kryptonim TW ,,Adam". Jak wynika z dokumentów, oficer prowadzący chwalił jego oddanie i pełną dyspozycyjność. Zachowania obecnego metropolity nie zmienił ani stan wojenny, ani męczeńska śmierć ks. Jerzego Popiełuszki. Dziś abp. Wielgus jest jednym z największych krytyków lustracji. Szczegóły w środowym numerze ,,Gazety Polskiej".
Redaktor naczelny Tomasz Sakiewicz
Szkoda, ze redaktor daje swoim krytykom (nastawionym dużo mniej odemnie życzliwie) argument do ręki, bo niestety – to bardziej reklama, niż informacja. Cóż, gazetę jutro kupię, dowiem się więcej, i tak bym kupił. Sądzę jednak, że wypadałoby albo poczekać do jutra z tą informacją, albo – jeszcze lepiej - ujawnić wszystko, lub przynajmniej cześć dokumentów, już teraz. Inaczej to wygląda właśnie na chwyt marketingowy. To jednak jedyny mój zarzut do p. Sakiewicza.
Zapewne za chwilę na dobre rozbrzmi chór obrońców Kościoła i jego autorytetów, zapewne będzie się składał z tych samych osób, które w każdej innej sytuacji pierwsze są do krytyki KK i całego polskiego katolicyzmu. Ciekawe, że zawsze gdy w kościele wybucha jakiś skandal lustracyjny, pierwsi do obrony stają ci, którym normalnie z Kościołem nie po drodze, którzy widzą w nim raczej źródło ciemnoty i nacjonalizmu, przynoszące nam wstyd w Europie (vide motto 2). Najzabawniejszym i najbardziej skrajnym przykładem hipokryzji polskich dziennikarzy mainstreamowych była sytuacja, gdy te same osoby, które zawsze śmiały się (i słusznie) z oskarżania krytyków ojca Rydzyka o obrazę uczuć religijnych, tych samych słów o obrazie uczuć użyły, gdy księdza Dziwisza skrytykował prezydencki minister. Autorytetowi Kościoła jednak takie sytuacje nie służą, co zresztą jest jasne, myślę, dla jego krytyków, więc i im w związku z tym to na rękę. W niektórych sytauacjach (pedofilia w Stanach, u nas sprawa biskupa Paetza, wreszcie lustracja) Kościół niestety staje się po prostu kolejną korporacją broniącą swoich funkcjonariuszy. Gdy zaś te nieliczne czarne owce pozostają bezkarne, sprzyja to tworzeniu klimatu, w którym ich winy przypisuje się całej instytucji. Ludzie uczciwi zaś mogą poczuć się przez swój Kościół zdradzeni, co już się stało w Krakowie, gdy ksiądz Isakowicz – Zaleski po raz pierwszy został zmuszony do odwołania swojej konferencji prasowej.

Ksiądz Dziwisz, kandydat na świętego już za życia z racji pozostawania w otoczeniu Jana Pawła 2, świecący blaskiem odbitym ulubieniec mediów, w sprawie lustracji w kościele zachowuje się w najlepszym razie niejednoznacznie, choć dla mnie jego postawa jest jednak jednoznaczna. Inspirator i życzliwy kibic nagonki na księdza Isakowicza-Zalewskiego, lansowany na duchowego przywódcę tzw. „kościoła łagiewnickiego” jak na razie zdaje się robić wszystko, by do lustracji w kościele nie dopuścić. Za czas jakiś dowiemy się, czemu... Warszawski arcybiskup Wielgus, wielki przeciwnik lustracji (teraz już wiemy, skąd ta niechęć) powiedział ponoć nie tak dawno "Sama prawda, bez miłości, jest czymś diabelskim." Faktycznie – w czasach, gdy w kościele więcej Judasza, niż Jezusa, te słowa są chyba stanowiskiem bliższym kościołowi niż staroświeckie „Prawda was wyzwoli”. Gdyby ukrzyżowanie zdarzyło się nie 2000 lat temu, ale w Polsce w stanie wojennym, czytalibyśmy dziś wypowiedzi części kościelnych dostojników o tym, że męczeństwo Jezusa Chrystusa zapewne zostało sfingowane, zaś jednoznaczny osąd moralny Judasza jest niemożliwy i niegodny. Chciałbym wierzyć w to, że w polskim kościele Jezus wygra z Judaszem, zaś prawda, choć mało sympatyczna, nie zostanie zamordowana potokiem niby-pięknych słów o miłości, wyrozumiałości i rozwadze. Te słowa z reguły okazują się być moralnym szantażem stosowanym przez ludzi okazujących się być nieraz sędziami we własnej sprawie.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)