Motto 1
Patrz, klęczą ludzie w katedrze pod świętymi obrazami...
Kult
Motto 2
Nie potrzebujecie wiernych, a ślepych sług
Karcer
Pięknie przemawiał w katedrze ksiądz prymas. Pięknie mówił o sądach, pieknie mówił o oskarżeniach... Pięknie też mówił o miłości biskupa Wielgusa do nauki, dla której tenże gotów był poświęcić tak wiele. I to natknęło mnie dopomysłu zawartego w tytule notki. Skoro abp Wielgusa spotkała tak wielka krzywda, może wynagrodzić mu to odpowiednim dla niego stanowiskiem. Przy okazji Wielgus jako minister nauki podlegać będzie już całkiem normalnej, a nie "dzikiej" lustracji, więc zostanie raz na zawsze oczyszczony z zarzutów, na które, wedle słów prymasa, nie ma żadnych dowodów.
Starczy tych żartów. Ostanie kilka dni pokazały, jak kościół wyobraża sobie rolę katolików świeckich w Polsce i jak wyobraża sobie rozwiązanie problemu lustracji. Katolicy swieccy powinni milczeć, a lustracja nie powinna mieć miejsca. Przez kilka dni nie pisałem, ponieważ kilka osób tutaj zrobiło to lepiej, począwszy od emocjonalnego wpisu Rafała Ziemkiewicza, poprzez gorzki felieton Macieja Rybińskiego i jeszcze bardziej gorzki wpis Michała Tyrpy, aż do wczorajszej, nocnej analizy Pawła Milcarka. Dzisiejsza msza pokazała dwie rzeczy, obie smutne. Po pierwsze determinację tej niewielkiej grupy, która jednak zasługuje (przykre, bo zawsze byłem skłonny tej grupy ludzi bronić) na miano Ciemnogrodu. Nie tego, którym sami nieraz okreslamy się z dumą, w opozycji do rozmaitych paskudnych liberałów. Tłuszczy, która nawet w katedrze będzie dochodzić swych racji agresywnym wrzaskiem. Druga rzecz to determinacja hierarchów do zachowania status quo. Przemówieniebrzmiało tak, jakby przez ostatnie kilka dni nie wydarzyło się nic. Nie było dokumentów, nie było specjalnych komisji. Prymas zapomniał, ze jadna z tych komisji była powołana przez Episkopat, obie zaś zaczynały swoją pracę wychodząc z założenia o niewiności biskupa, stąd ich głos był o wiele mocniej uprawomocniony niż głosy mediów. ("dokumenty muszą przejść ocenę prawdziwości, a tego zabrakło") Grochem o ścianę. Obecnie, sprawa nabiera nowego wymiaru, ponieważ zaczynają wychodzić niejasności (mówiąc delikatnie) na linii Warszawa - Watykan. Wiele okoliczności wskazuje na to, że bądź to nuncjusz, bądź grupa biskupów wręcz, zataiła pewne fakty przed papieżem. Bezprecedensowa reakcja Watykanu zdaje to potwierdzać. Z kolei wystąpienie prymasa Glempa jest dowodem na przypuszczenia, ze dymisja Wielgusa nie była dobrowolna (potwierdza to brzmienie punktu na który episkopat się powołał). Co więcej - nie była to nawet decyzja podjęta w Polsce, gdyby tak było, skąd tak zarliwa obrona TW Greya, skąd kolejny atak na media i świeckich katolików? Sytuacja zagęszcza się z godziny na godzinę, wygląda na to, że rezygnacja Wielgusa nie zakończyła wcale kryzysu, a jest jego początkiem. W Watykanie pojawiają się opinie, ze mowa prymasa Polski była wręcz w pewnym sensie wypowiedzeniem posłuszeństwa Rzymowi. I faktycznie nim była, ponieważ była krytyką decyzji papieża ubranej w szaty dymisji biskupa Wielgusa. Dużo za nami, dużo też przed nami. Trzymajmy się, katolicy. Prawda nas wyzwoli, wcześniej, lub później.
PS. Ktoś zwrócił uwagę, ze nie wypowiedział się na temat całego zamieszania tak ważny aktor polskiej sceny politycznej jak Donald Tusk. Ok, to się zdarza, ale... Czy ktoś słyszał jakąkolwiek wypowiedź Hanny Gronkiewicz-Waltz w tej sprawie?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)