Budyń78 Budyń78
37
BLOG

Przed tygodniem skupienia...+Uczeń przerósł Mistrza

Budyń78 Budyń78 Polityka Obserwuj notkę 2

I co będzie teraz z panią Hanią? Kilka dni temu wreszcie postanowiła wziąc się do roboty jako prezydent, przystępując do
działań mających na celu podwyższenie statusu materialnego tej części warszawskich kobiet, które aktualnie piastują urząd prezydenta miasta, a już rozpoczęła się wściekła nagonka ciemnych sił, nie mogących najwyraźniej pogodzić się z przegraną w wyborach Kazimierza Marcinkiewicza. A przyczepiono sie o drobiazg, może i niezgodny z prawem, ale i bardzo często przytrafiający się politykom, a mianowicie o niezłożenie oświadczenia majątkowego na czas. Co prawda pani Hanna złożyła oświadczenie o dochodach męża (bo o nie tutaj chodzi) już dwa dni po upływie terminu, wściekły chór ujada, a wśród nienawistnego szczeku słychać nawet o możliwości dymisji. Zapewne nieprzypadkowo sprawa nagłaśniana jest włąśnie teraz, gdy szanse Kazimierza Marcinkiewicza na fotel szefa PKO topnieją jak śladowe ilosci śniegu na warszawskich trawnikach.

Byłoby miło, gdyby ta drobna nieuwaga pani HGW pozwoliła uratować Warszawę przed jej kilkuletnimi rządami, ale czy się uda? Na razie poza planami podwyższenia sobie pensji (- Aby ściągnąć świetnych fachowców do urzędu, musimy godziwie ich wynagrodzić - uważa Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki, choć z ideą zniesienia "kominówki" się zgadza, zastrzega: -Tylko żeby prezydent miasta nie zarabiał więcej niż prezydent kraju. - A dlaczego? Mamy więcej obowiązków i odpowiadamy materialnie za decyzje -ripostuje Gronkiewicz-Waltz.) i wycofywaniem się z kolejnych wyborczych obietnic, nic specjalnego się nie dzieje. Nie chciałbym tu zachowywać się jak redaktorzy "Wprost" zamawiający po tygodniu urzędowania Wildsteina sondaż z pytaniem, czy wg widzów TVP się zmieniłą pod jego rządami, więc jeszcze się wstrzymam (oficjalnie) z oceną działalności pani HGW, ale wszystko to razem bardzo źle wróży. Zdaje się, ze jedynym inwestycjami, na jakich realizację mamy szansę, sa most Kuronia i pomnik niemieckich homoseksualistów zamordowanych przez Niemców w niemieckim obozie koncentracyjnym.

Jedyna nadzieja, że partyjni koledzy pani Hani nie zapomną o niej w swoich modlitwach podczas rozpoczetych właśnie partyjnych rekolekcji. Trudno, żeby mi przeszkadzało, jako wierzącemu, że jakaś partia urządza sobie tego typu spotkanie, natomiast bawi mnie to, że jakoś nie przeszkadza to również tym wszystkim, którzy normalnie bardzo dużo uwagi poświęcają wszelkim, najdrobniejszym nawet, szczegółom, świadczącym o tym, że PiS czy raczej LPR podejmują działania w kierunku stworzenia w Polsce państwa wyznaniowego.

Na spotkaniu nie będzie Donalda Tuska w czym optymiści widzą zapowiedź pogłębienia pęknięcia, lub nawet rozłamu w partii. Pożyjemy, zobaczymy, ponoć wiara góry przenosi, więc i partie może podzielić, nie miałbym nic przeciwko temu. Ostatnie wypowiedzi Tuska w duchu "Platforma to ja" świadczą o tym, że mamy do czynienia z partią nie mniej wodzowską od Samoobrony. Oczywiście można to zobaczyć tylko pod warunkiem, że nie jest się dziennikarzem politycznym. Wypowiedzi te padły na konferencji prasowej, na której pan Donald tłumaczył się też z zamieszania związanego ze sprawą jego rozmów z Angelą Merkel. Ten wątek pominę, odsyłając do notki, w której Wiktor Kornhauser
napisał mniej więcej to, co pokrywa się z moimi odczuciami, a czego ja bym tak spokojnie nie napisał. Ciekawym aspektem jest jednak świadome i celowe okłamywanie Polaków przez polityków PO, a zwłąszcza zaś Bronisława Komorowskiego, w sprawie znaczenia komisji budżetowej i komisji spraw zagranicznych. przedstawia się uparcie tą pierwszą, jako o wiele ważniejszą, podczas, gdy tak naprawdę to komisja spraw zagranicznych uznawana jest za jedną z ważniejszych i bardziej prestiżowych. Komisja budżetowa zaś ma niewielkie kompetencje, gdyż wbrew swojej nazwie nie ma większego wpływu na budżet, którym z kolei zajmuje się komisja specjalna.

***

Na do widzenia polecam lekturę bloga pana Pawła Wrońskiego, ucznia Adama Michnika, który zaczyna przerastać swojego Mistrza. Pan Paweł, który nawet wydany w Libii wyrok śmierci potrafi wykorzystać jako okazję do krytyki PiS a zwłaszcza ministra Ziobry, tym razem wykorzystuje do swoich szczytnych celów głośną całkiem niedawno tragedię w Gdańsku. Plastycznie opisuje dramat, jednak nie 14-letniej samobójczyni, która nie jest mu do niczego potrzebna, a jej prawdopodobnych katów, którzy mają "rączki za małe na kajdanki" i są, wg pana Pawła, jedynymi ofiarami całej tej sytuacji. Skoro więc kat stał sie ofiarą, kto jest katem? Odpowiedź już chyba znamy wszyscy - Zbigniew Ziobro. Choć ostatnio wiele w mediach czyta się o skandalicznej łagodności sądów, które nie przejmują się zbytnio surową retoryką ministra, pan Paweł swoje wie - wie, że polskie sądy, które już utraciły swoją niezawisłość na rzecz dyszącego żądzą odwetu młodego ministra - wydadzą zbyt surowe wyroki, by się mu przypodobać. Paweł Wroński i jego definicje kata i ofiary
- raczej dla osób o mocnych nerwach, mimo, że nie ma tam scen drastycznych. Drastyczny jest relatywizm, który mi nie miesci się w głowie.

Budyń78
O mnie Budyń78

https://twitter.com/karnkowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka