Nie tak dawno Guinter Grass okazał się być postacią mniej kryształową, niż go malowano, gdy wyszło na jaw, że wielki moralista i antyfaszysta w młodości służył w SS (do której trafił, by wyzwolić się spod wpływu rodziców, to zapewne wystarczające usprawiedliwienie uczestnictwa w zbrodniczej organizacji, równie dobre, jak chęc odzyskania prawa jazdy), co zatajał przez wiele lat. Dzięki temu udało się być nie tylko zawodowym autorytetem moralnym dla Niemców i Polaków, ale nawet dostać nagrodę Nobla. Niestety nie wystarczyło, by sprzedawać w wysokich nakładach coraz słabsze (podobno, zdaję się na krytykę i rynek) książki. Pisarz uznał więc, że można już się przyznać. Nobla nie odbiorą przecież, a skandal nakręci sprzedaż autobiografii. Nakręcił. Grass stracił w Niemczech tytuł moralnego autorytetu i sympatię tamtejszej lewicy, jednak już dla swoich polskich zwolenników pozostał "wielkim orędownikiem polsko-niemieckiego pojednania" i wzorem na prawidłowe stosunki między naszymi krajami. Radni PO nie pozwolili na odebranie mu tytułu honorowego obywatela Gdańska.
Teraz zać Guinter Grass poddaje krytyce polski rząd, o czym czytamy w czujnie wsłuchaną w taką krytykę gazecie.pl.
Grass o polskiej koalicji rządowej: Nieszczęście
mp, IAR
2007-04-21, ostatnia aktualizacja 2007-04-21 11:53
Wybitny niemiecki pisarz Günter Grass w ostrym tonie skrytykował polski rząd. W wywiadzie dla dziennika "Frankfurter Rundschau" rządzącą w Polsce koalicję nazwał "nieszczęściem" i zarzucił jej, że izoluje nasz kraj w Unii Europejskiej.
Zdaniem Güntera Grassa, ze względu na doświadczenia historyczne Polsce trudno jest pozbyć się roli ofiary. Ale - jak zaznaczył noblista - te doświadczenia i wynikające z nich obawy przed sąsiadami - Niemcami i Rosją - nie mogą wyznaczać kierunków obecnej polityki.
"Kto zaczyna rozdrapywać rany z przeszłości i traktować je w tak instrumentalny sposób, w jaki robi to polski rząd, jest na najlepszej drodze, aby doprowadzić do długotrwałej izolacji Polski" - Günter Grass powiedział dziennikowi "Frankfurter Rundschau". Pisarz wyraził nadzieję że za dwa lata Polacy wybiorą inne władze.
Odnosząc do polsko-niemieckiej debaty na temat powojennych wysiedleń, Günter Grass przestrzegł przed powrotem do - jak to określił - "stanowisk i praktyk z czasów zimnej wojny". A takie niebezpieczeństwo stwarzają, jego zdaniem, "skrajne pozycje" zajmowane z jednej strony przez polskie władze, a z drugiej przez szefową Związku Wypędzonych Erikę Steinbach.
Grass, urodzony i wychowany w przedwojennym Gdańsku, podkreślił, że zarówno w Polsce, jak i w Niemczech jest wystarczająco dużo ludzi, którzy potrafią na tę problematykę spojrzeć z odpowiednim dystansem.
![]()
Były esesman poucza nas, jaką mamy prowadzić politykę międzynarodową (a co jest szczytem bezczelności - również historyczną) i jaki mamy wybierać rząd, zaś dla gazety.pl jest on "wybitnym niemieckim pisarzem" i jest to wg redakcji wszystko, co czytelnik ma wiedzieć o Grassie. Po co wnikać w jakieś szczegóły z przeszłości. Grass zaś radośnie tłumaczy nam, że nasz rząd to taka polska wersja Eriki Steinbach.
Dla fanów moralisty z SS i krótkiej pamięci, którzy zapewne będą uprzejmi w komentarzach przywołać postać Benedykta XVI taka drobna uwaga - papież nie ukrywał przez kilkadziesiąt lat swojej przeszłości. Grass dla korzyści ją ukrywał i dla korzyści ją ujawnił. Jaka ideologia, takie jej moralne autorytety.




Komentarze
Pokaż komentarze (27)