Budyń78 Budyń78
47
BLOG

Kaczyński gra, tańczą wszyscy

Budyń78 Budyń78 Polityka Obserwuj notkę 24

 Późnym wieczorem Andrzej-Łódź pytał, co teraz, gdy już wiadomo, że Ewa Sowińska padła ofiarą prowokacji?  Odpisałem, ze nic nie będzie. Dziś rano „Dziennik” kontynuował atak w najgorszym stylu (takiej demagogii jak artykuł pani Kim dawno nie czytałem, myśl przewodnia tekstu – dzieci w Polsce padają ofiarą przemocy, ponieważ Rzecznik Praw Dziecka zajmuje się teletubisiami), „Wprost” cieszy się, ze norweski RPD wtrąca się w nasze sprawy, nie widząc, ze redaktorzy weszli właśnie w buty Geremka, nie milkną głosy oburzenia. W mojej głowie pojawiła się pewna myśl, która, jak każda myśl wredna i niechciana nie daje mi spokoju.

 

 W sprawie pani Sowińskiej kilka szczegółów jest dość dziwnych. Pierwszy dziwny szczegół, to kwestia ataku ze strony „Wprost” i „Dziennika”. Co prawda „Wprost” czasem potrafi wyskoczyć z lustracją Herberta, „Dziennik” zaś ostatnio miota się ze skrajności w skrajność, zapewne z powodu strachu przed globalnym ociepleniem, który padł na mózg kierownictwu tej gazety, jednak oba te tytuły próbują zachować obiektywizm, co w Polsce wystarczy dziś, by zyskać miano „pisma reżimowego/prorządowego”. I oto dwie takie gazety zaczynają ramię w ramię atak na wybranego głosami koalicji RPD. Zaczyna się druga dziwna rzecz: politycy PiS, normalnie impregnowani na krytykę, za to dość wrażliwi na punkcie homoseksualizmu, reagują zaskakująco ostro, Dorn wydaje wyjątkowo ostre oświadczenie, zaś część posłów PiS domaga się wręcz dymisji Sowińskiej.

 

 By spróbować wyjaśnić ten dziwny stan rzeczy, należy przypomnieć sobie okoliczności powołania Sowińskiej na stanowisko. Zanim Sowińska została RPD, PiS miał inną kandydatkę, Olgę Johann[1], która jednak nie zyskała odpowiedniej liczby głosów, między innymi z powodu zachowania LPR[2]. Liga, wraz z Samoobroną popierały, wbrew PiS, kandydaturę Sowińskiej i ostatecznie postawiły na swoim[3]. Dla PiS było to jedno z licznych upokorzeń czasu wykuwania obecnej koalicji, wtedy jeszcze znanej pod nazwą paktu stabilizacyjnego. Pani Ewa nie była wymarzonym kandydatem dla PiS. Choć obecnie mocno prawicowa, karierę polityczną zaczynała w PZPR, będąc członkinią tej partii w latach 77 – 80. Odkąd objęła stanowisko, kilkukrotnie kompromitowała swój urząd, a co za tym idzie – rządzącą ekipę. Czy w takiej sytuacji warto było zapomnieć o upokorzeniu doznanym przy jej wyborze? Nie było warto. Jarosław Kaczyński mógł się o tym przekonać, czytając o takich inicjatywach pani rzecznik, jak pomysł rejestracji "każdego związku skutkującego wspólnym zamieszkaniem czy wspólnym prowadzeniem gospodarstwa domowego", czy też pomysłem sporządzenia listy zawodów, do których nie będzie się dopuszczać homoseksualistów. Jednak  Sowińska przeszła samą siebie, wysyłając list do Benedykta XVI, w którym jako Rzecznik Praw Dziecka napisała: Laickie media w Polsce wypowiedziały walkę Kościołowi, Jego pasterzom i ludowi Bożemu, którego przywódcą w Metropolii Warszawskiej miał zostać Arcybiskup Stanisław Wielgus, kapłan, profesor o niepospolitej wiedzy, inteligencji i pobożności. Tymczasem laicko-masońskie środki masowego przekazu nie byłyby w stanie »sterować « tak znakomitą osobowością, dlatego przypuściły bezprecedensowy atak godzący w dobre imię abp. Wielgusa. (...) Jezus Chrystus wybaczył trzykrotne zaparcie się przez Piotra apostoła, a jednak właśnie Jego powołał na pierwszego Namiestnika. Przeto proszę pokornie o decyzję pozytywną dla Arcybiskupa Stanisława, ale także dla Katolickiej Polski, która stała się celem ataków liberalno-masońskich.[4] Sprawa wyszła niedawno, stanowisko Kaczyńskich w sprawie Wielgusa było oczywiste, ratk jak i ich rola przy zablokowaniu jego awansu. Myślę, ze była to kropla, która mogła przepełnić szalę goryczy. Czasem słyszymy o tym, ze panowie Bielan i Kamiński dzwonią do redakcji, przekazując dziwne newsy i grając w jakąś znaną tylko sobie i Jarosławowi Kaczynskiemu grę. Myślę, ze teraz mogli zadzwonići. Na obecnym zamieszaniu korzystają obie strony. Jarosław Kaczyński i PiS, ponieważ mają okazję pozbyć się niechcianej rzeczniczki, która tylko sprawia kłopoty. Media zaś mogą odpierać ataki o prorządowość  argumentem „Przecież gdy trzeba, to krytykujemy, przypomnijcie sobie, jak było z Sowińską”). Sowińskiej mi nie szkoda, szkoda, ze nie można jej odwołać jawnie za list do papieża , czyli poniekąd nadużycie stanowiska. Tłumaczone zabawnie, ze „jest to odpowiednia rola dla mojego urzędu, bo ksiądz biskup to autorytet dla dzieci i młodzieży”. O ile mam rację, to:

1. Zachowanie PiS w tej sprawie uważam za dość paskudne, ale cóż, nigdy się nie oszukiwałem, że w gmachu publicznym znalazłem nagle dziewicę. Taki już urok publicznej służby. Z drugiej strony – napuścić na siebie swoich wrogów – coś dla sprytnych.

2. Zachowanie mediów uważam za cyniczne, jednak trudno stracić coś, czego się nie miało, i tak też jest z moim zaufaniem do Dziennika (vide notka „Michalski kłamie”)[5] „Dziennik” zdobywa jednak Himalaje hipokryzji, równocześnie publikując artykuł, wg którego coś jednak jest na rzeczy z tym gejostwem Tinky Winky[6]. Dają nawet link do stosownego filmiku.[7] Reszta – na początku tego tekstu.

3. Mam niezłą zabawę czytając tych wszystkich lewicowych i platformianych blogerów i dziennikarzy (pozwolę sobie skierować na blog Andrzeja-Łódź, który wieczorem zrobił kwerendę)[8], którzy zapluwają się z oburzeniem, ze nas pani rzecznik ośmiesza i którzy cieszą się, ze właśnie znów dokopali tym wstrętnym kartoflom. Nie wiedzą tylko, że piszą dokładnie to, co te wstrętne kartofle miały ochotę przeczytać. Nie pierwszy i nie ostatni raz.

Budyń78
O mnie Budyń78

https://twitter.com/karnkowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (24)

Inne tematy w dziale Polityka