Co roku, 12 grudnia, pod domem Jaruzelskiego spotykają się dwie grupy, jedna liczniejsza, druga za to głośniejsza. Ci pierwsi, to przeciwnicy stanu wojennego, drudzy - fani spod znaku sierpa, młota i APP Racja, uważający, że Jaruzelski uratował Polskę. Warto by ich kiedys spytać, przed czym, przecież chyba nie przed bardziej opresyjną formą sowieckiej okupacji, nie wiem bowiem, w czym ta miałaby im przeszkadzać. Totalniaków zawsze dotąd było mniej, niż strony drugiej (nie napiszę "komunistów" i "antykomunistów", bo np Lewicowa Alternatywa włączała się zawsze w protest przeciwko dyktatorowi; jako przeciwnikom liberalizmu im to Komorowski dostarczył niezłej amunicji, ciekawe, czy skorzystają, ale to temat na kiedy indziej), za to w zeszłym roku, po raz pierwszy, byli oni głośniejsi i wyjątkowo bezczelni. Cóż, wiedzą dobrze, że to ich klimat i ich czas. Gdy cofam się pamięcią do ubiegłej zimy, mam wrażenie, że była to jaskółka (choć raczej wrona...) tego, co później działo się pod krzyżem, zresztą częściowo to przecież to samo towarzystwo. W tym roku zaś czuć się będą przecież jeszcze pewniej, tym ważniejszy jest niedawny apel Ludwika Dorna. I choć nie liczę na osoby w nim wymienione, liczę na wiele innych.
Nie podsuwałbym jednak Komorowskiemu pomysłów w rodzaju zapraszania Urbana, Kiszczaka czy też Piotrowskiego, bo zbyt szybko okazać się może, że prezydent skorzystał. Na samym początku kadencji tak spodobało mu się przemawianie do wiernych z ambony, że dziś chciałby zostać recenzentem (a może i autorem) kazań głoszonych w kościołach przy okazji świąt państwowych. Jak czytam "Prezydentowi nie spodobała się homilia, którą 11 listopada, w Święto Niepodległości, w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie wygłosił administrator Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego ksiądz prałat pułkownik Sławomir Żarski. Komorowski dał temu wyraz, besztając publicznie po Mszy św. ks. Żarskiego. Osoby będące świadkami zdarzenia są zszokowane zachowaniem prezydenta." ("Nasz Dziennik"). Tymczasem Żarski miał zostać ordynariuszem polowym WP, jednak już raczej nim nie zostanie, niemniej fachowcy od relacji z kościołem mogą być w najbliższym czasie potrzebni. I trudno będzie powiedzieć złe słowo, bowiem Komorowski raz już udowodnił, że jest antykomunistą - w czym pomógł mu sędzia Kryże. To też zawsze można przypomnieć, by zamknąć usta oponentom, aż dziwne, że teraz tego nie wykorzystano. Co prawda Kryże przepraszał, a Komorowski wybaczał, ale później o tym już nikt nie pamiętał, więc i teraz nikt pamiętać nie będzie. W latach 80-tych w każdym razie udowodnił, więc teraz niczego już na szczęście udowadniać nie musi. A i od wroga zawsze można się czegoś dowiedzieć, zwłaszcza, jeśli od dawna nie jest już naszym własnym wrogiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)