Zaoszczędzimy też na pewno na odsuniętych w czasie budowach dróg i kilku innych sprawach, które nie są jakoś specjalnie istotne dla naszego świetnego samopoczucia. Może zaoszczędzimy też na funkcjonowaniu kolei? Zapowiada to niejako Jarosław Gowin, mówiąc, że czekającym na dworcach przed Świętami było wszystko jedno, czy koleje są polskie, czy niemieckie. Zapewne tak. Ciekawe jednak, czy Gowin wyciągnie z tego kolejny wniosek - że żyjącym w tym sypiącym się (ale chwalonym przecież i w mediach i za granicą!) burdelu, w jaki zamienia z kolegami nasze państwo w sumie będzie też wszystko jedno, czy zarządza nim parlament polski, czy, dajmy na to, niemiecki. A skoro tak, to może razem z PKP sprzedajmy również Gowina i spółkę, ba, za darmo dorzućmy...
I może wtedy będziemy mogli powiedzieć, że 2011 to był naprawdę dobry rok. Największym powodem do optymizmu jest chyba to, że Polakom do tego optymizmu tak niewiele trzeba. I skoro postanowili zostać, wraz z ziemią i majątkiem, zbiorową notoryczną narzeczoną z piosenki Stanisława Staszewskiego, cóż można na to poradzić?
Wszystkiego dobrego...
* na ogół pytania formułowane były dotąd tak, że nie ma jasności, czy ankietowani odnosili się do swojego życia osobistego, czy ogólnie - wydarzeń roku 2010. Jestem jednak przekonany, że Polacy są na tyle rozsądni i odpowiedzialni, że przy zapytaniu wprost o to, jaki mijający rok był dla Polski, w swej większości odpowiedzieliby zgodnie ze swoim najlepszym i szczerym przekonaniem, że był to rok dobry.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)