Wszyscy pamiętamy problemy Lisa z współpracownikami, uwiecznione na nagraniu, które wyciekło jeszcze w czasach, gdy Lis współtworzył Fakty TVN. Ludzie nie zrozumieli potrzeb estetycznych geniusza, zrozumieli tylko, że nadużywa brzydkich wyrazów.
Nie minęło wiele czasu i niezrozumieniem dla geniusza wykazało się kierownictwo jego stacji. Zamiast uszanować jego kiełkujące polityczne aspiracje i skorzystać z niebywałej szansy, jaką mogło być dla stacji łączenie przez jej pracownika funkcji prezentera wiadomości z kandydowaniem na urząd prezydenta, podziękowano mu za współpracę. Nie myśląc nawet, ile nerwów w nią wkładał.

Później kolejne niezrozumienie, tym razem ze strony pracowników "Dziennika", którzy litery ułożyli w słynne "Wała Tomaszowi Lisowi", zamiast docenić, że człowiek, który mógł rządzić Polską przymierza się do rządzenia ich redakcją.
Niezrozumienie ze strony pracodawców, współpracowników, kolegów po fachu... I wreszcie - ze strony widzów, o którym nasz mistrz opowiedział podczas spotkania na UW, co również spotkało się z żywym zainteresowaniem internautów.
Niestety - i ci nie zrozumieli naszego bohatera, dokładniej zaś jego obietnicy odgryzienia sobie języka w przypadku niekandydowania na prezydenta przez Lecha Kaczyńskiego. Lis próbuje co prawda coś tłumaczyć, ja jednak nie rozumiem - czy mówiąc, że odgryzie miał na myśli, że nie odgryzie? Czy też Lech Kaczyński kandydował na prezydenta (poważna sprawa)? Czy wreszcie nasz geniusz zwariował i żyje w rzeczywistości alternatywnej?
Poniżej zapis przykrego incydentu z udziałem bobrzej dywersji, do jakiego doszło po wczorajszej audycji.
Jeśli nie widzisz filmów, sprawdź:
http://niepoprawni.pl/blog/3/geniusz-nierozumiany-albo-bobrza-dywersja-u-tomasza-lisa


Komentarze
Pokaż komentarze