Gdyby oni byli mądrzy, to znaleźliby znanego, chcącego być zawsze po środku, acz cieszącego się sympatią częściej na prawicy, niż na lewicy blogera, może nawet szefa portalu blogowego i powołaliby go na rządowego pełnomocnika do spraw internetu, pochylającego się z troską i walczącego z chamstwem w sieci. A jednak są (wizyta o 6 rano), więc wysyłają ABW do autora strony, o której wielu z nas nawet wcześniej nie słyszało i z admina umiarkowanie ambitnej strony satyrycznej robią w jeden dzień symbol i męczennika.
Mistrzowie socjotechniki? Czy w sytuacji coraz jaskrawszego krachu we wszystkich dziedzinach życia rządzący uważają, że jedyny sposób, by utrzymać władzę to sprowokowanie wszystkich swoich przeciwników (również potencjalnych) do radykalizacji słów i czynów w celu utrzymania w strachu i mobilizacji zwolenników? Odpowiedź na to pytanie kosztować może nas wszystkich więcej niż 500 zł i wizyta ABW o szóstej rano.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)