Pretm tymczasem swojego bloga konsekwentnie prowadził przez 5 lat, stając się zmorą i obiektem kilku śledztw urzędników z warszawskiego ratusza. Dla wielu osób był stałym źródłem informacji, jednak w czasach miłości krytyka nie jest towarem specjalnie poszukiwanym, podobnie jak rzetelna informacja skazana jest na porażkę w starciu z propagandą sukcesu. Po zdobyciu przez HGW drugiej kadencji bloger rozważał rezygnację, ostatecznie zdecydował się na kontynuację swojej pracy, jednak notki pojawiały się coraz rzadziej. Dziś pisze "Kopanie się z koniem, który od 5 lat, z roku na rok, jest silniejszy, przy obojętnej publice, przestało być zajęciem ciekawym". Czy trudno się dziwić? Pytany o powody swojej decyzji przez dziennikarzy TVN24 dodaje: "- Dziwi mnie to, jak niewielu ludzi oburza się na skandaliczne wydarzenia w Warszawie. Weźmy np. przekładanie z biurka na biurko papierów w sprawie przesunięcia pomnika Czterech Śpiących, łatanie dziury budżetowej podwyżkami, czy sprzedaż SPEC w ekspresowym tempie. Skoro nikomu to nie przeszkadza, to po co mam o tym pisać? - pyta retorycznie i konkluduje: - Brak społecznego sprzeciwu oznacza, że ludzie akceptują taką politykę. Tym samym nie potrzebują tego rodzaju monitoringu postępowania władz miasta.".
Myślę, że to nie jedyny problem. Władze, w koalicji z mediami, wmówiły ludziom, że nie odpowiadają za żadne problemy, za to im właśnie zawdzięczamy sukcesy. Działa to na każdym szczeblu - i lokalnym, i państwowym. Kilka miesięcy temu w sklepowej kolejce byłem świadkiem solidarnego narzekania na rosnące ceny, które skończyło się, gdy jedna pani zaczęła winić za drożyznę rząd. Wówczas druga uznała za punkt honoru obronę władzy - "Czy pani myśli, że to rząd odpowiada za kryzys? Za ceny?". Zapytana, po cholerę nam rząd, który za nic nie odpowiada szybko wyszła ze sklepu. Gdy w piątek na warszawskim Dworcu Centralnym (podobno remontowanym) usłyszałem komunikat, że na pociąg jeszcze sobie poczekam, najbardziej wściekły byłem nie na ogólny burdel, zwany "Polską w budowie", a na współpasażerów. Tak samo jak ja przeklinających pod nosem, ale nie dostrzegających faktu, że swoim stadnym głosowaniem za Platformą udzielili cichej zgody na status quo. Na to, że Polska jest w budowie i za cztery lata też będzie - jak powiedział w parodii orędzia Robert Górski. Będzie, dokładnie w tym samym miejscu, co teraz.
Cóż, urzędnicy w warszawskim Ratuszu mają chyba pierwszy spektakularny sukces na swoim koncie.
http://hgw-watch.pl/2011/10/to-ostatnia-notka-za...
http://www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,hgw-wa...




Komentarze
Pokaż komentarze (24)