107 obserwujących
628 notek
266k odsłon
3495 odsłon

To coś więcej (niż "wpis w blogu")

Wykop Skomentuj5
Historia czasem powtarza się nawet w rzeczach, sprawach pozornie zupełnie od siebie odmiennych. Nie tylko na szczeblach najwyższych - państw, partii, wojen. W życiu każdego z nas. Do napisania tego tekstu zbierałem się długo.
1. 1992/1993
Po odkrywaniu muzyki z radia, słuchanego przez rodziców, z telewizji, oglądanej przez rodziców,z kaset, kiedyś kupionych przez rodziców... odkrywam muzykę sam i dla siebie. Choć polski rynek akurat zmienia się, a dominującą muzykę rockową z tekstami o czymś zastępuje coraz nachalniej lansowana papka z tekstami o niczym, idę w kierunku odwrotnym. Zaczynam słuchać punk rocka i znajduję teksty o czymś, tak, jak na tych podziemnych, przegrywanych kasetach z półki w pokoju rodziców, ale zaopatrzone w atrakcyjniejszą dla mnie, czternasto, piętnastolatka, muzyką. Swą nową pasją chcę zarazić cały świat, a przynajmniej wszystkich kolegów. Posłuchajcie. Jaka muzyka, czad! I teksty, albo kompletnie dla jaj, albo takie prawdziwe, o czymś, o życiu, o polityce... O nas. Posłuchajcie. Przecież to dotyczy każdego, więc każdego poruszy, jeśli tylko zechce tego posłuchać, jeśli w ogóle będzie miał gdzie to usłyszeć, nie ma wyjścia - podda się tej muzyce bezwarunkowo. I tu zaskoczenie, bo chociaż kilku kolegów na chwilę łapie się jeszcze na tę odchodzącą modę na punk rocka, większość jest tym znudzona. Daj spokój, to jest wiocha. To jest niemodne. Ja tu mam nagrane, zobacz, z radia. I w MTv widziałem teledysk. Sp... z tym punk rockiem. Zostaję ze swoją muzyką, znajduję grupę znajomych. Siedzimy w niszy i próbujemy wierzyć, że z tej niszy zmienimy, a może nawet już zmieniamy świat.

2. 1994
Jestem młodym, w swoim odczuciu bardzo ostrym punkowcem. Glany, irokez, słuchawki na uszach, kilka naszywek. Jednoznaczną klasyfikację utrudnia tylko przyszyta na rękawie polska flaga. Nie przeszkadza ona jednak w podejściu do mnie niejakiemu Owcy. Owca, wariat (ale raczej w tym pozytywnym znaczeniu), anarchista i idealista. Jeszcze kilka lat temu pojawiał się przy okazji różnych demonstracji czy większych zadym. Prywatnie - bardzo sympatyczny facet. Zaczepia mnie i zaczynamy rozmawiać o anarchizmie. Mówi, że w Warszawie dzieje się mało, a pora to miasto rozruszać. Opowiada o kilku starych akcjach jego poprzedniej ekipy - happeningach jak z Haska, czy może Monty Pythona. Na przykład - wpadli kiedyś w trakcie lekcji do liceum i wymachując jakimś rzekomo urzędowym papierem oznajmili, że są przysłani z MEN i mają natychmiast przemalować tablice na biało. Mam 16 lat i jestem zachwycony. Potem pierwsze spotkania, zamiast akcji socjologiczne wykłady. Ciekawe. Żyjemy w obozie, w którym tylko zmienili się strażnicy, a przecież można żyć w ogóle bez tych strażników. Zaraz zaczniemy rewolucję, musimy tylko dotrzeć do ludzi, przecież opowiemy im o ich własnym życiu, ich własnych problemach. Trzeba założyć organizację. Rok 1994 to trochę inne czasy, niż teraz. Moi znajomi anarchiści mają półki pełne bibuły ze stanu wojennego i czują się kontynuatorami walki porzuconej przez Solidarność. Nawet wybierając nazwę Organizacji szukamy czegoś w słowniku grup podziemnych z lat 80-tych, pada na UFO - Uczniowski Front Odmowy. Zmianę świata planujemy siedząc w mieszkaniu wydawcy anarchistycznego zine'a "Rewolta", od którego podtytułu "Pismo krytyki niekonstruktywnej" wziąłem sobie po latach pierwszy tytuł mojego bloga w Salonie24. Tak więc zaraz zmienimy świat, rozmowa trwa, w kątach trochę znudzeni pijemy z kumplem wino, jakoś coraz mniej nas ten klimat interesuje. Dziesięć pięter niżej ludzie chodzą sobie, jak gdyby nigdy nic. Autobusy, tramwaje, samochody - miasto pędzi nieświadome tego, że w małej klitce za Żelazną Bramą grupa anarchistów właśnie postanowiła zmienić ich świat i ich życie. I chyba do dziś nikt z nich tego nie wie...

3. 2006/2007
W 1989 się nie udało, ale teraz musi się udać. Jest internet, blogi, Kataryna, Salon24... Przełamujemy monopol mediów. Już, już za chwilę dziennikarze, politycy będą musieli się z nami zacząć liczyć. Będziemy sumieniem, think-tankiem, graczem i widzem, podmiotem, a nie przedmiotem krajowej polityki. Teraz nie da się już ukryć żadnej prawdy, żadnego pijaństwa w Charkowie, żadnej taśmy Michnika i Rywina...

2012
Wyszło, jak wyszło. Kolejna nisza, kolejne rozczarowanie, ale też przecież kolejne doświadczenia, kolejne przyjaźnie. I poczucie, że robi się przecież tylko to, co robić trzeba. To więcej, niż nagroda pocieszenia. Opór też jest zwycięstwem.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale