0 obserwujących
30 notek
13k odsłon
311 odsłon

Krwiopijcy rolnicy

Wykop Skomentuj1

W sezonie ogórkowym dziennikarz wyjeżdża na wczasy i spotyka np. prawdziwego barana albo chłopa. I wówczas co poniektóry z nich (tzn. dziennikarzy) zamiast o potworze z Loch Ness, albo o karze śmierci, pisze o potrzebie likwidacji KRUS. Tak też uczynił p. Piotr Gabryel w tekściku pt. "Każdy Polak rolnikiem" opublikowanym w "Do Rzeczy" nr 33/081 z 11 sierpnia br., wywodząc w kilkunastu zdaniach na dwóch kolumienkach plus zdjęcie autora, że rolnicy płacą mniejsze podatki i składki niż reszta, zaś za sprawą bezczynności kolejnych rządów  mogą oni "żerować" na Polakach nie-rolnikach. A jeszcze jest i ta obawa, że być może producenci jabłek dostaną jakieś rekompensaty za straty w handlu z Rosją, choć przecież represje Rosji dotykają wszystkich. Zatem autor doradza ironicznie, iżby przestać być "frajerem" i przystać do stanu rolniczego oraz do KRUS. "Niech inni, czyli frajerzy, Polacy nie-rolnicy składają się na twoją emeryturę i składki zdrowotne". Poza tym zero wzbogacających wiedzę czytelnika faktów, czy też śladów intelektualnej pracy, ot tekścik, który mógłby zostać zamieszczony w dowolnie kiepskiej gazecie, na czele z Trybuną Ludu. Takie sobie "lajtowe" urlopowe szczucie.

Nie jestem rolnikiem, ale gdy czytam takie wytwory,  to miewam odruch Wojciecha Cejrowskiego zaproszonego do studia  i trafiającego tam na panią prof. Joannę Senyszyn: "Z głupkami nie gadam, z głupotą się nie dyskutuje, przed nią trzeba się bronić". Sęk jednak w tym, że nawet i ewidentne głupoty znajdują jakichś słuchaczy, więc odpowiadać na nie trzeba. W przypadku rolników tym bardziej, że w odróżnieniu od innych grup zawodowych nie potrafią oni głośno pyskować w Alejach Ujazdowskich. Nie mają też liczących się sprzymierzeńców wśród ludzi pióra, zaś ich rzekomy polityczny przedstawiciel tj. PSL jest wąską grupką złajdaczonych kombinatorów kierowaną wyłącznie własnym grupowym egoizmem. A książek np. Wiesława Myśliwskiego czującego wieś polską każdym nerwem dzisiejsi dziennikarze nie czytają, za grube one są.

Przede wszystkim trzeba głośno powiedzieć, że III Rzeczpospolita jest rolnikom coś winna. Przez wszystkie lata komunizmu jako jedyni w sowieckim bloku utrzymywali oni prywatny stan posiadania, kosztem zwierzęcej harówki i bycia obywatelami drugiej ("nieuspołecznionej")  kategorii. Gdyby nie ten ich upór, nasze życie w realnym socjalizmie było by jeszcze znacznie gorsze. Mało który "miastowy" wie, że aż do późnych lat 70-tych funkcjonowały tzw. obowiązkowe dostawy. Dla nie zorientowanych - to tak jak kontyngenty za Hitlera, tylko jeszcze gorsze. Każdy prywatny rolnik pod karą więzienia musiał  oddawać Państwu za bezcen określoną ilość mięsa, mleka, zboża i ziemniaków. Tak też więc parokrotnie  lądował w kryminale mój dziadek - "kułak", gdy władza ludowa złośliwie nakazywała mu dostarczyć kilka ton zboża z terminem na przednówku, kiedy w spichlerzach nie było już (i jeszcze) ni ziarnka.

Sprawa druga - polscy rolnicy nie prosili się o KRUS. Instytucja ta powstała za PRL z przyczyn wpierw czysto ideologicznych, aby nakłaniać chłopów do przekazywania ziemi sektorowi uspołecznionemu. Poza tym, był to jednak pewien obciach, gdy jeszcze pod koniec lat 70-tych niemal połowa narodu ( i to w "kraju robotników i chłopów") pozostawała bez żadnej medycznej opieki. Bez szans na jakąkolwiek lekarską asystę zmarł np. mój wspomniany dziadek, swego czasu dwukrotnie polski żołnierz, odznaczony za rok 1920 i 1939. Jak to niegdyś ujął Bronisław Komorowski, polski pilot i na wrotach od stodoły polecieć potrafi. Dodam zatem, że z kolei polski żołnierz weteran potrafi przebyć wszystkie stadia raka bez kropli morfiny. Z takim samym zresztą skutkiem co wspomniany pilot.

Po wprowadzeniu ubezpieczeń rolniczych państwowe zdzierstwo trwało dalej, rolnik darmo renty nie dostawał. Za byle przydział na nędzny traktorek musiał on dostarczyć co najmniej 100 tuczników (niezależnie od wyśrubowanej ceny traktora oczywiście), a to były dla pojedynczego chłopa i jego rodziny dodatkowo ze 3 lata ciężkiej pracy.

Zaś po zaistnieniu III RP system był utrzymywany po prostu z braku jakiegokolwiek pomysłu na polskie rolnictwo. Podpisano warunki akcesyjne z UE na warunkach dla wiejskiej produkcji i wytwórczości takich, że ich krajowi sygnatariusze powinni w normalnych układach trafić pod Trybunał Stanu. Zaś kolejni sprostytuowani przez obce rządy lub partyjne układy ministrowie rolnictwa dbają głównie o to, by nasze rolnictwo nie stało się konkurencyjne dla zachodniego. Nie stworzono np. żadnego czytelnego systemu pośrednictwa produktami rolnymi, giełd rolnych, nic.  Rolnik z reguły sprzedaje (jeśli w ogóle zdoła) produkt jakiemuś anonimowemu zakapiorowi za bezcen i bez żadnej gwarancji zapłaty. Często jednak nawet nie ma komu go sprzedać. Cena np. żywca wieprzowego - 3 zł, grubo poniżej kosztów własnych. Ale już cena najlichszej tzw. kiełbasy z zawartością tegoż żywca nie większą niż 50% - 10 zł. I to dopiero w hurcie. Nikt nie umie mi wytłumaczyć dlaczego. Albo np. czosnek - mniej więcej  połowa ubiegłorocznych bardzo udanych zbiorów nie sprzedana zgniła i wylądowała na śmietniku.  Nie podjęto albowiem w licznych agendach i strukturach Ministerstwa Rolnictwa żadnych, ale to żadnych działań przeciwko fałszowaniu wielkości importu czosnku chińskiego. Ani też przeciwko krypto- importowi czosnku z Hiszpanii, wielokrotnie wyżej dotowanego z UE.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale