Kiedy rozmawiamy o emerytach nie da się ukryć, że przed oczami mienią się dwa obrazy – tego polskiego „faktowego” emeryta, którego nie stać na leki, jedzenie, ogrzewanie i jakiekolwiek inne opłaty oraz tego „niemieckiego”, który po odpracowaniu „tego co potrzebne” żyje w dostatku, podróżuje i niemal jak nastolatek korzysta z pełni życia. Obrazy te stoją w jawnej sprzeczności i trudno powiedzieć, że ktokolwiek nie chciałby być tym drugim – zdrowym, pełnym energii i co najważniejsze bogatym.
Jaka jest jednak szara rzeczywistość? Nie da się ukryć, że polski system emerytalny nie jest idealny i wręcz można go nazwać wybitnie kulawym – trudno znaleźć wśród 20-latków osobę, która jest przekonana o tym, że przyszła emerytura państwowa pozwoli jej na „godne życie”. Czym jednak jest emerytura i edukacja oraz praca, które według społecznego schematu prowadzą do wymarzonego odpoczynku? Wizja niepracowania i otrzymywania „darmowych pieniędzy” z pewnością jest kusząca. Debilnym byłoby jednak stwierdzenie, że państwo dysponuje nieograniczoną ilością środków i co ważne środków, które biorą się z niczego.
Przyjmując prosty model, w którym państwo to wielki worek, do którego społeczeństwo wrzuca pieniądze, a następnie je z niego wyciąga, można stwierdzić, że tego typu zrzutka opłaca się tym, którzy liczą na to, że wyciągną z tego worka więcej niż do niego włożyli. Komplikując bardziej ten prosty obraz można stwierdzić, że istnienie różnorakich osłon społecznych wpływa pozytywnie nie tylko na tych którzy otrzymują pieniądze na lepsze życie ale także na tych którzy decydują się więcej wpłacać i mniej otrzymywać. Pytanie jednak jakie sobie należy zadać brzmi, które z przywilejów, osłon czy jakkolwiek by tego nie nazwać rzeczywiście służą społeczeństwu.
Idąc za Janem Pawłem II – „Praca wyróżnia człowieka wśród reszty stworzeń – tylko człowiek jest do niej zdolny i tylko człowiek ją wykonuje, wypełniając równocześnie pracą swoje bytowanie na ziemi.” praca wydaje się być dobrem, do którego każdy z dąży i które wypełnia życie. Za taką interpretacją przemawia sam system nauczania, który przynajmniej z założenia ma przygotowywać do podjęcia pracy, a nie do pobierania zasiłków. Dlaczego więc ciągle rodzą się nowe problemy?
Wydawać by się mogło, że zatracona została podstawowa idea systemu emerytalnego, który pierwotnie miał zapewniać byt tym, którzy już nie są zdolni do pracy. Obecnie w modzie jest natomiast przejść na emeryturę w wieku, który „pozwala cieszyć się życiem” i w którym emeryt charakteryzuje się „dobrą sprawnością fizyczną jak i umysłową”. Oczywistym staje się więc, że taki „sprawny umysłowo i fizycznie staruszek” byłby w stanie dalej pracować (co zresztą często się dzieje), jednak skoro nabył prawo do pobierania emerytury to je wykorzystuje często jednocześnie narzekając, że jest ona zbyt niska.
Podnoszenie i zrównywanie wieku emerytalnego mimo protestów społeczeństwa wydaje się być krokiem w dobrą stronę. Nie da się ukryć, że pierwsi projektujący systemy emerytalne żyli w czasach kiedy długość życia była zdecydowanie krótsza i naturalnym krokiem w przypadku podnoszenia standardów i jakości życia jest podnoszenie wieku, który ma mówić ustawodawcy „ta osoba nie jest już zdolna do wykonywania jakiejkolwiek pracy i jednocześnie nie jest w stanie zapewnić sobie warunków do godnego życia – trzeba jej pomóc”. Kolejnym argumentem jest zmiana technologii i ewolucja zawodów, które coraz częściej są tymi, które wymagają w pierwszej kolejności sprawnego umysłu, a dopiero w drugiej kolejności sprawności fizycznej. Możliwe, że odpowiednie byłoby zniesie tej sztucznej granicy i wprowadzenie obowiązkowych badań lekarskich poświadczających o niezdolności do dalszej pracy.
Liczby mówią same za siebie – czym więcej emerytów tym mniejsze emerytury. Pytanie jakie samo się nasuwa brzmi – kto rzeczywiście na tym traci, a kto zyskuje? Tracą w pierwszej kolejności pracodawcy, którzy nie są w stanie zatrudniać odpowiedniej liczby pracowników ze względu na zbyt wysokie koszty pracy, tracą sami obywatele, którzy nie mogą znaleźć pracy ze względu na cięcia kosztów niezbędne w firmach. Tracą także emeryci, którzy w rzeczywistości są pozbawieni możliwości zarobku, jednak muszą się dzielić z tymi co dorabiają stojąc na bramce w klubie.
Obecny system pozwala na znaczące nadużycia, szczególnie jeżeli weźmie się pod uwagę zawody, które oferują możliwość wcześniejszego przejścia na emeryturę. Co ciekawe da się nawet usłyszeć opinie 20-latków mówiących, że „pójdą do policji, przejdą szybko na emeryturę, a potem dorobią sobie jako ochroniarz”. Emerytura wydaje się więc nie środkiem mającym na celu zagwarantowanie godnego życia dla starszych obywateli ale celem, którego wartość mierzona jest tylko w ilości złotówek spływających do kieszeni. Jako, że pieniędzy w budżecie jest mało przykładowy policjant zarabia mało, a po zakończeniu pracy nie ma wielkich perspektyw na przyszłość oprócz tego, że dostaje emeryturę. Darmowe pieniądze rozleniwiają, a zła zapłata za pracę niszczy motywację. Czemu więc nie zastąpić emerytury funduszem na przeszkolenie do sprawowania innego zawodu i na podniesienie pensji?
Państwo próbuje tworzyć fikcję, w której ludzie z zasady nie są w stanie zadbać o swoją przyszłość i uchronić ich przed tym żeby przypadkiem zamiast jedzenia kawioru jedli śnieg. Ingerencja w rynek pracy i nieumiejętna redystrybucja dóbr upośledza gospodarkę. Pojazd o nazwie Polska został wyposażony w hamulec ręczny, który stale jest dociskany. Czas może jednak zredefiniować pojęcia i pomóc w ramach solidarności społecznej tym, którzy tej pomocy potrzebują, a usunąć wszystko to co hamuje i nie pozwala się rozpędzić.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)