bwana bwana
115
BLOG

Kominiarz irlandzki czyli niech o nas mówią - byle jak, byle dob

bwana bwana Polityka Obserwuj notkę 0

Wprost, w osobie Marcina Dzierżanowskiego wysmażył Prepremierowi Donaldowi Tuskowi może nie pean, lecz z pewnością całkiem przyjemny życiorys (nr 43, 28 października 2007, s12, 13). I jak w każdym życiorysie, obowiązkowo już od najmłodszych lat... Na scenie politycznej bowiem już jako trzynastolatek, Donald Tusk określił swoje pozycje dobitnie i do tego rymem. Ciąg dalszy przedstawia karierę żarliwego a i przedsiębiorczego działacza, do tego sympatycznego pechowca. Nie ma najmniejszych wątpliwości - nie sposób go nie lubić. Kto przeczyta, pochwali artykuł a i samego Tuska, którego przecież lubił i tak.  Nie zwróci uwagi pewnie na dwa zgniłe jajka, które wbito do tego pysznego przecież omletu:

"(...) nie licząc reprezentacyjnych funkcji wicemarszałka Senatu i Sejmu, w III RP nie zajmował wysokiego stanowiska, a już na pewno nie takiego, które wiązałoby się z realną władzą. Tłumaczył to swoim charakterem. - Po prostu nie ma we mnie namiętności władzy. - wyjaśniał wielokrotnie."
Cóż, godna pochwały skromność - i pewnie tę cechę podchwycą czytelnicy (w tym przypadku czytelnicy Wprost). Zdecydowanie, robienie groźnych min, podnoszenie głosu i wybałuszanie oczu, które mieli okazję przeoczyć podczas debat (szczególnie podczas debaty z A. Kwaśniewskim) są niczym wobec deklaracji (wielokrotnej przecież!) braku namiętności władzy. Zobaczmy co dalej:
"W 1997 r. dziennikarz zapytał lidera PO, w jakiej konkurencji mógłby trafić do Księgi rekordów Guinnessa. 'W dziedzinie straconych szans' - odpowiedział bez wahania."
Reasumując, po władzę sięga ktoś, kto - w życiu, przecież to obrzydliwe - wcale jej nie chce, a do tego jest to człowiek przekonany i pogodzony z własnym pechem, by nie rzec - fajtłapa. Czy takiego Tuska znamy (debata, kampania wyborcza 2007), czy tylko takiego go chcemy znać? Że nieśmiało wpił się w gardło oponenta, cóż, jaki miał wybór? On władzy nie chce, on się do niej nie garnie ani nie pożąda. Przyjmie - bo jaki ma wybór? Łaknąć jej jest nieestetycznie - a przyjąć wolno tylko omdlewającym gestem i z ciężkim westchnieniem - to brzemię. Słowem - albo mnie wzrok (słuch) zawodzi, albo też, drżyj Salonie, Tusków też jest dwóch! Nieśmiały Dr Donald i krwiożerczy Mr Tusk.

Oczywiście hipokryzja wpisana jest w zawód polityka, a i wytłumaczyć łatwo, że od 1997 (cytat drugi) minęła dekada - Tusk miał kiedy się zmienić i wszystko wskazuje na to, że istotnie się zmienił. Ale w takim razie dlaczego w artykule Pan Dzierżanowski odgrzewa ciamajdowaty kotlet, którego nie ma już od lat w menu, zamiast podać świeżutkie hmm... leczo? Ale lećmy dalej, póki stygnie:

"(...) Tusk zaczął pracę w spółdzielni pracy Świetlik, której współzałożycielem był Maciej Płażyński. Zajmowali się malowaniem kominów na dużych wysokościach. Robili to bez rusztowań, wisząc na linach. Ówczesne przepisy na to nie zezwalały, więc, w dokumentacji technicznej wykazywali, że rusztowania były. Później ktoś wpadł na pomysł, że w zasadzie można te rusztowania umieścić w kosztorysie i wyrwać państwowym firmom trochę pieniędzy. W głębi duszy czuli, że to nieuczciwe, ale usprawiedliwiali się tym, że inaczej nie rozliczą im robót. Zresztą część pieniędzy przeznaczyli na podziemie."

Przedsiębiorczy, znalazł sobie niszę i ciężko zasuwał budując u podstaw przyszły liberalizm gospodarczy. Do tego ryzykując życiem - o przygodo! Indiana Jones w kominiarce, Tarzan przedsiębiorczości! Ale dość żartów - należą się słowa uznania, zarówno do pomysłu na hmm... nie bójmy się tego słowa (choć był to rok 1984) - biznes, a także szacunku dla odwagi i determinacji. Tacy ludzie zdobywali Dziki Zachód. Do tego część zarobków przeznaczał na działalność opozycyjną, wodząc za nos peerelowską władzę. Brak słów...

Lecz tu właśnie znajduję drugie zgniłe jajko, jakże chętnie zbagatelizowane przez Pana Marcina Dzierżanowskiego. Brak choćby cienia refleksji ze strony Autora nad moralnością Tuska, nad jego kondycją jako biznesmena, liberała, przedsiębiorcy, człowieka wreszcie, kondycją, którą sam przedstawił. Właściwe byłoby zamieszczenie, ot, dla dziennikarskiej rzetelności, słów brzmiących: naciągacz, oszust, krętacz. Zamiast nich, tonem usprawiedliwienia pada "państwowym firmom" - i wszystko jest w porządku. 

Druga Irlandia, akurat.
bwana
O mnie bwana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka