Lecornu wprowadza twarde reguły we Francji. Jest godzina policyjna po zamieszkach

Redakcja Redakcja Francja Obserwuj temat Obserwuj notkę 28
Francja wprowadza nadzwyczajne restrykcje po fali brutalnych zamieszek z udziałem imigrantów, które w weekend ogarnęły kraj. Premier Sébastien Lecornu ogłosił kolejne decyzje dotyczące nocnych zakazów wychodzenia na ulice.

Z artykułu dowiesz się:

  • We Francji zatrzymano ponad 1800 osób
  • Bordeaux wprowadziło tygodniową godzinę policyjną dla nieletnich bez opieki dorosłych
  • Podczas szturmu w Marsylii demonstranci wyważyli drzwi ratusza i zniszczyli wnętrze
  • Premier Sébastien Lecornu nie wyklucza ogłoszenia stanu wyjątkowego

Nocne restrykcje w największych francuskich miastach

Po serii niszczycielskich wystąpień ulicznych władze zdecydowały się na drastyczne kroki. Bordeaux wprowadziło od wtorku na tydzień godzinę policyjną dla osób nieletnich przebywających w przestrzeni publicznej bez asysty dorosłych. Kolejne ograniczenia wprowadzono już minionej nocy. Z poniedziałku na wtorek restrykcje obowiązywały między innymi w dwóch dzielnicach Paryża oraz w jednej z dzielnic Lyonu. W wyznaczonych rejonach stolicy zakaz poruszania się obowiązywał od godziny 23 do 6 rano.

Dzięki wprowadzeniu godziny policyjnej noc z poniedziałku na wtorek minęła we Francji spokojniej niż poprzednie doby. Tej nocy w objętych ograniczeniami miejscach policja kontrolowała osoby zbliżające się do ulic i dzielnic objętych zakazem. Szef gabinetu Sébastien Lecornu zapowiedział we wtorek na platformie X dalsze kroki.

– Dziś wieczorem zapadnie decyzja o kolejnych godzinach policyjnych tam, gdzie sytuacja będzie tego wymagała. Prefekci podejmą decyzje w koordynacji z merami – poinformował premier Francji. 


Bilans "czarnej soboty" i szturm na ratusz

Restrykcje są odpowiedzią na zniszczenia, do których doszło w weekend. Sobota, 17 października, zapisała się pod znakiem ogólnokrajowych demonstracji przeciwko rosnącym kosztom życia. Protesty przerodziły się w gwałtowne zamieszki, ataki na budynki publiczne oraz plądrowanie sklepów i punktów handlowych. W wielu miastach do starć dołączali imigranci. 

Najpoważniejsze sceny rozegrały się w Marsylii. Demonstranci wyważyli drzwi ratusza i wtargnęli do budynku. Przewrócili popiersie Marianny oraz zniszczyli meble w holu, zanim policja usunęła ich z urzędu.

Skala rabunków była ogromna. W szczytowym momencie zamieszek w Marsylii w rabunkach brało udział 30 tysięcy ludzi, w tym 8 tysięcy bezpośrednich sprawców zajść. Po weekendzie zniszczonych i splądrowanych było w centrum miasta ponad 500 sklepów i punktów handlowych. Zniszczenia odnotowano również w Lyonie. Wandale splądrowali i podpalili tam oddział biura miejskiej informacji turystycznej. W innych miastach atakowano budynki publiczne, a sklepy były plądrowane podczas zamieszek.

Według szefa MSW Laurenta Nuneza na ulice wyszło 500 tysięcy osób, natomiast związek zawodowy CGT szacował frekwencję na 800 tysięcy. Po sobotnich starciach służby zatrzymały we Francji ponad 1800 osób. W Paryżu zatrzymano 517 osób, w tym 346 dorosłych i 171 nieletnich, a obrażenia odniosło ponad 500 policjantów, żandarmów i strażaków.

O skali napięcia we Francji pisaliśmy już po pierwszych starciach – wówczas Sébastien Lecornu przedstawiał bilans 1200 zatrzymanych po kryzysowym posiedzeniu rządu. 


Rząd Francji nie wyklucza dokręcenia śruby. Trump wskazuje palcem

Weekendowe zamieszki wywołały kryzys w kierownictwie francuskiego resortu spraw wewnętrznych. Laurent Nunez podał się do dymisji, przyznając w uzasadnieniu, że w niektórych miastach policja "straciła kontrolę”. Prezydent Emmanuel Macron nie przyjął jednak rezygnacji ministra.

Do kryzysu nad Sekwaną odniósł się również prezydent USA Donald Trump, który oceniając napiętą sytuację w Europie, określił ją jako "kocioł, który zaraz wybuchnie”. - Wspieramy Europę, mimo jej słabości. Jeśli jednak szybko nie znajdzie właściwej drogi, nie będziemy mieli innego wyboru, jak ją opuścić - skomentował ogromny kryzys we Francji przywódca Ameryki. 

Lecornu zapowiedział, że rząd jest zdeterminowany, by przywrócić porządek. Nie wykluczył wprowadzenia stanu wyjątkowego, jeśli okaże się to konieczne. Takie rozwiązanie dałoby władzom tymczasowe uprawnienia wykraczające poza zwykłe kompetencje policji, w tym możliwość ograniczenia przemieszczania się i zakazywania demonstracji.  


Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj28 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka