No i wszystko zdaje się być jasne. Głosowanie w sprawie dyrektywy wódczanej w PE już za dwa dni. I nic nie wskazuje, by nasze szanse na zdobycie choć kilku głosów cokolwiek wzrosły. Bynajmniej - w warunkach kampanii pierwiastkowej wódka zdaje się być nic nieznaczącym szczegółem. Liczą się wszak heroiczne potyczki z żelazną kanclerzyną.
Dlatego też w czwartek, gdy wszyscy jeszcze bardziej niż teraz podnieceni będą zbliżającym się szczytem brukselskim, niezauważona przejdzie zapewne jedna z największych klęsk naszego państwa, przynajmniej od czasu wejścia do UE.
Nie oszukujmy się - rząd skrewił sprawę wódki jak rzadko (choć ten rząd ma talent do krewienia jak mało który). A jest to sprawa dla Polski, ośmielę się stwierdzić, fundamentalna.
Zacznijmy od sprawy oczywistej - wódka to jedyne bodaj polskie słowo, które zrobiło tak wielką światową karierę. Zapisane po raz pierwszy (jeśli dobrze pamiętam) w dokumentach urzędowych w Sandomierzu w piętnastym wieku, jest obecnie znane większości znaczących języków świata.
A wódka - to tylko nazwa trunku, który zaczął być wyrabiany właśnie tutaj - w środku Europy, gdzie nie chcą rosnąć winogrona ani kukurydza, trzcina cukrowa czy banany. Wódka narodziła się tutaj, bo to tutaj przerabiano na alkohol to, co najpowszechniejsze: zboże, później ziemniaki.
Dziesięciolecia doskonalenia technologii - destylacji, oczyszczania - pozwoliły uzyskać produkt, jaki znamy dzisiaj - czystą wódkę.
To ona stała się naszym narodowym alkoholem. Mało - odegrała znaczącą, a czasem kluczową rolę w naszej historii, kulturze, literaturze. Stała nieodłącznym elementem relacji międzyludzkich. Wytworzył się swoisty rytuał jej spożywania, związana z nią terminologia. Naprawdę - na temat roli wódki w polskiej kulturze można mówić godzinami i stworzyć opasłe tomiszcze, nikt chyba w to nie wątpi
Ale wódka to także (a w tym wypadku może przede wszystkim) poważna międzynarodowa marka. Jej smak i walory są czymś szeroko znanym i uznanym. A dzieje się tak właśnie dzięki określonym surowcom i technologii produkcji.
Trudno więc dziś nie protestować, gdy potentaci rolni z południa Europy chcą wódką nazywać własne produkty, które chcą uzyskiwać z odpadków powstałych przy produkcji wina i piwa czy z nadprodukcji bananów, arbuzów, dżemów owocowych i Bóg wie jeszcze czego.
Jest to próba bezczelnego zbezczeszczenia rzeczy dla Polaków ważnej. I jeśli rząd reaguje na coś takiego w sposób tak nieporadnie i nieudolnie, jak mogliśmy zaobserwować, to jest to karygodne.
I nie chodzi tylko o brak szacunku wobec tego ważnego elementu polskiego wkładu w światową kulturę. Układ rządzący już nieraz pokazał, jak wybiórczy i pragmatyczny ma stosunek wobec narodowego dziedzictwa.
Tu chodzi przede wszystkim o ogromne straty dla naszej gospodarki. Oto w sposób nieomal nonszalancki pozwalamy, by upadła najlepiej rozpoznawana polska marka, na której renomę pracowały pokolenia. Hańba!
I jeśli zaraz rząd znów zacznie się pysznić swoją rzekomo nieprzejednaną polityką zagraniczną i twardym stanowiskiem w Unii, pozostanie tylko pusty śmiech.
Bo o ile od kiedy PiS przejął władzę, nie odnieśliśmy w Brukseli ani jednego zwycięstwa, to dotąd nie ponieśliśmy tak wielkiej porażki.
Ale czekajmy.
Wszystko okaże się w środę.


Komentarze
Pokaż komentarze