Dla rządu Tuska ,dzisiejsza sytuacja polityczna jest najtrudniejsza od przejęcia władzy w 2007 r.Do popierających PIS związkowców dołączyli ostatnio kibolki , a to już nie są przelewki.Są to grupy bardzo dobrze zorganizowane i zdyscyplinowane na wzór hitlerjugend. Szef stada ma decydujący wpływ na orientację polityczną danej grupy .Wszelkie odstępstwa od danej linii wytyczonej przez samca alfa, są niedopuszczalne .Pechowo dla PO jest ona wśród KIBOLI na cenzurowanym ,a to z powodu piętnowania przez Gazetę Wyborczą kojarzoną z PO, różnorakich wynaturzeń , często kryminalnych występujących w jej środowisku.
Tusk wie jaka to siła , dlatego wolał temat stadionowych bandytów zamiatać pod dywan.Po Bydgoszczy to już nie było mozliwe.Po wydarzeniach w Kownie grzmiał przecież że w perspektywie Euro 2012 , stadionowi bandyci zostaną z nich wyeliminowani.Bydgoszcz były jego porażką .Musiał dać sygnał polskiemu społeczeństwu i UEFA kto w Polsce rządzi .Rzucający mięsem i krzesełkami kibol, czy premier wybrany przez większość Polaków.
Sadzę że Tusk doskonale wie ,że większość społeczeństwa nie chce kibolstwa na stadionach i w polityce . Na tym gra.Wie że kibole są widoczni bo są głośni , dobrze zorganizowani i mają poparcie PIS ,ale nie bedą mieli decydującego wpływu na jesienne wybory . Polacy jednak wiedzą co jest ich przyszłością .Mimo to mniej 2 , 3 % w wyborach może zaboleć i utrudnić rządzenie .
Ku pokrzepieniu Tuskowi podsyłam tekst Witolda Jarzyńskiego o wygranej walce Margaret Thatcher z HEGEMONIĄ związków zawodowych.
Tusku nie lękaj się!!
ZIMA NIEZADOWOLENIA
Pod koniec lat 80, Wielka Brytania była paraliżowana serią strajków na tle płacowym. To była istna wojna z rządem, której efekty był bardzo kosztowne dla gospodarki – produkcja przemysłowa spadła do takiego poziomu, jakby Brytyjczycy pracowali zaledwie 3 dni w tygodniu. Najbardziej uciążliwe okazały się protesty kierowców ciężarówek, którzy domagali się podwyżki o 25%! Związki zawodowe czuły się niezwykle silne. Organizowano wtórne pikiety [secondary pickets], które polegały na tym, że blokowano dostępy do zakładów, które nie chciały protestować. Powstał wielki ruch protestacyjny, który skupiał ludzi pracujących w służbach publicznych od grabarzy po pracowników pogotowia. Dochodziło do dantejskich scen a ulice były pełne śmieci na skutek strajku służb porządkowych.
Czara goryczy przelała się gdy pewien członek związku zawodowego NUPE [National Union of Public Employees], zablokował wejście do szpitala, aby uniemożliwić przyjmowanie pacjentów i wycedził do kamer co sądzi o losie chorych - „niech sobie umierają!”. Pech chciał, że w tym czasie premier Callaghan był na Gwadelupie i o niczym nie wiedział, więc zapytany na lotnisku o komentarz, niefortunnie powiedział „Kryzys? Jaki kryzys?”. Cały ten okres niepokojów społecznych został potem delikatnie określony „zimą niezadowolenia”. Jak się miało okazać, te i kolejne protesty miały doprowadzić do upadku rządu laburzystów, którzy stracili władzę na następne 18 lat.
Był rok 1979. Wtedy pojawiła się Margaret Thatcher, która bezkompromisowo opowiadała się za pacyfikacją sytuacji w kraju. „Istota demokracji polega na tym, że żadna grupa społeczna nie może mieć większej władzy niż parlament.Bolesną prawdą jest, że pan Callaghan nie może ruszyć palcem bez zgody związków” - mówiła przyszła pani premier. Nie miała nic przeciwko związkom zawodowym, tylko nie zgadzała się z tym jak silną pozycję zdobyły w kraju. Nazywała ich niekiedy czwartym stanem. Gabinet pani Thatecher zajął się reformą związków zawodowych, która polegała na osłabieniu dominującej pozycji „baronów związkowych” i oddaniu tych struktur w ręce „zwykłych pracowników”. Zakazano blokowania niepikietujących zakładów pracy i ograniczono przymus należenie do związków [closed shop].
Niektórzy historycy jednak uważają, że reformy te poszłyby na marne, bo kraj z 3 mln bezrobociem był w opłakanym stanie, gdyby nie wojna o Falkandy w 1982 roku, która wzbudziła w Brytyjczykach patriotyzm i zwiększyła poparcie dla premier Thatcher.
SCARGILL Vs THATCHER
Jeszcze trudniejsza przeprawa ze związkami zawodowymi czekała panią Margaret Thatcher w górnictwie. Przewodniczący Krajowego Związku Górników – Arthur Scargill – który w przeszłości wsławił się w walce przeciwko rządowi premiera Heatha, postanowił nie zważając na konsekwencje wytoczyć wojnę rządowi. Uznał wybory za manipulację a elekcję Margaret Thatcher za największą klęskę polityczną ostatnich 100 lat. Wezwał do obalenia „plagi obecnego rządu”, co miało być początkiem strajku politycznego. Brytyjski The Times uznał to za „najkrótszy miesiąc miodowy w brytyjskiej praktyce parlamentarne” - komentując fakt, że przemówienie Scargilla miało miejsce parę dni po wyborach.
W odpowiedzi gabinetu Thatcher, Norman Tebbit – minister do spraw zatrudnienia – ogłosił Białą Księgę, która przewidywała plany wprowadzenia „tajnych głosowań do organów związkowych”. W ten sposób gabinet uderzył w liderów związkowych, jednocześnie pokazując, że dba o przeciętnego pracownika, co okazało się zagrywką wręcz genialną.
Scargill i jego związek, odpowiedzieli zakazem pracy w godzinach nadliczbowych. W walce z rządem posługiwał się marksistowską terminologią walki klasowej - udowodniono mu również, że na protesty czerpał środki od Związku Radzieckiego [około 7 mln funtów]. Posądzano go także o kontakty z Libijskim przywódcą Muhammadem Kadafim. Kpił z zarzutów Thatcher, która mówiła, że górnictwo w Wielkiej Brytanii jest archaiczne, nierentowne, niewydajne i przeludnione. W jego mniemaniu „nie było czegoś takiego jak nierentowna kopalnia”, bo najważniejszy nie był rachunek ekonomiczny, tylko sami górnicy.
Niektórzy historycy przewidują, że gabinet Thatcher szykował się na walkę ze związkami górniczymi już od 1981 roku. A to dlatego, że po wyborach w 1983, zapasy węgla osiągnęły historyczny rozmiar 50 milionów ton, co zapewniło ciągłość pracy elektrowni, pomimo zatrzymania wydobycia. Do tego 6 marca 1984 roku Peter Walker – błyskotliwy minister ds. energetyki – przedstawił plan zamknięcia 20 nierentownych kopalń i zmniejszeniu rocznego wydobycia o 4 mln ton. Czas został specjalnie wybrany, gdyż rządowi chodziło o starcie ze Scargillem podczas wiosny i lata, gdy potrzeby energetyczne są najmniejsze. Tak jak się spodziewano, związkowi liderzy nie przegłosowali strajku z załogą [odbyło się 9 głosowań – na 171 kopalń - i tylko w jednym pracownicy zgodzili się na strajk]. To sprawiało, że strajki były nielegalne a Thacher bez chwili wahania wysłała przeciwko nim policję.
Pani Thatcher zaczęła nazywać protestujących „scargillitami” i „wrogami wewnętrznymi”. W ruchu związkowym doszło do rozłamów. Z NUM - National Union of Mineworkers – wyszli górnicy z Nottinghamshire, zakładając własny związek UDM. Rządowi udało się ukazać związki zawodowe w bardzo złym świetle a brutalne zamieszki z policją był powszechnie interpretowane na niekorzyść Scargilla. Telewizja każdego dnia pokazywała walki uliczne – w południowej Walii jeden ze związkowców cisnął płytą chodnikową na taksówkę, którą jechał górnik do pracy. Kierowca zginął. Z biegiem czasu strajki słabły – nie przeniosły się również na sektor transportowy, który odmówił poparcia Scargillowi.
Koszty strajków szacuje się na 3 mld funtów, jednak już w 1986 roku, po raz pierwszy od dekady kopalnie zaczęły przynosić zyski [do 1983 roku z pracy odeszło blisko 60 tys. ludzi]. Dzisiaj w górnictwie pracuje już nie 170 tys. a zaledwie 3 tys. górników. Paradoksalnym efektem strajków z 1984 roku był fakt, że związki zawodowe same ukręciły na siebie bata. Obalając rząd Callaghana z Partii Pracy, sprowadziły na siebie konserwatywną „Żelazną Damę”, która ani nie miała w nich wyborców, ani tym bardziej nie dzieliła z nimi socjalnych przekonań.
A zwycięstwo pani Thatcher było totalne, udało jej się nie tylko poskromić związki, ale całkowicie zmienić ich miejsce w zakładach pracy. Arthur Scargill do dzisiaj jest honorowym przewodniczącym NUM.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)