Prawie każdy, kto mierzy się z problemem popularyzowania Mszy świętej Wszechczasów, natrafia na zastanawiająco szczelny mur niechęci ze strony swoich ordynariuszy. W kilku przypadkach zdesperowani wierni zwrócili się już o pomoc do papieskiej komisji Ecclesi Dei. Jak na polską rzeczywistość jest to niewątpliwy ewenement. Ale i ewenementem jest niesubordynacja naszych biskupów wobec
watykańskiego dekretu, a takiż bezwzględnie charakter mają "Wskazania Konferencji Episkopatu dla diecezji polskich dotyczące sprawowania Mszy św. według ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI listu apostolskiego w formie Motu proprio Summorum Pontificum". Dziwne musi wydawać się z jednej strony
obostrzanie papieskich decyzji względem tridentiny dodatkowymi uwarunkowaniami, a przymykanie oczu na postępującą desakralizację posoborowych celebracji.
Msza św. sprawowana według Mszału z 1962 roku stoi kołkiem w gardle wszystkim tym, którzy tak chętnie garną się do tzw. nabożeństw ekumenicznych. Chciałbym wierzyć, że tak modne ostatnio biesiadowanie z heretykami wszelkiej maści, jest tylko krótkim epizodem w historii mojego Kościoła. Epizodem, który rychło zostanie potępiony. Na razie jednak łatwiej o Mszę św. hip-hopową z luteraninem
nauczającym katolików, niż o tę, z której czerpała potęga Kościoła.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)