66 lat temu ogłoszono dokument, uznawany symbolicznie za początek wolnej Polski - Manifest PKWN. Nic to, że dokument ogłosiła jako pierwsza rozgłośnia moskiewska, wyraźnie dając do zrozumienia, kto tę naszą suwerenność będzie kontrolował. Zresztą członkowie PKWN - powołani już 20 lipca, a zatem dwa dni przed oficjalną datą - dotarli do Polski dopiero po kilku dniach (27 lipca). Indoktrynacja polityczna, przeprowadzona przez Wielkiego Brata, trwała więc tydzień.
Manifest zawierał wiele ciekawych tez. Jasno precyzował granicę na Zachodzie, jednakże anschluss ponad jednej trzeciej terytorium Polski przez okupacyjne wojska Stalina pomijał delikatnym milczeniem. Do dziś zresztą dla niektórych nie była to bandycka aneksja, ale bratnia pomoc dla braci Ukraińców i Białorusinów. Co więcej, takie farmazony padają z ust ludzi, którzy w tamtych czasach nie żyli, a PRL znają li tylko z opowiadań dziadków i babci, bo o historii pojęcie mają, delikatnie mówiąc, mgliste.
Kolejnym efektem Manifestu był pozorny pluralizm polityczny. Pozorny - bo choć pozwolono na istnienie takich partii jak PPS, Stronnictwo Demokratyczne czy Stronnictwo Narodowe - zadbano o to, by ich ścisłe kierownictwo podlegało pod jedynie słuszną partię rządzącą, czyli de facto - pod Moskwę. Prawdziwa opozycja działała w podziemiu, a później została zniszczona w UB-ckich lochach lub wywieziona do Moskwy i uwięziona (co część z nich przypłaciła śmiercią w radzieckich więzieniach).
Reforma rolna, tak szumnie opisywana jako "sukces", zakończyła się klapą. Ziemię wmuszano wręcz chłopom, co biorąc pod uwagę fakt, że za otrzymany prezent musieli płacić, nie powinno dziwić. Do obdarowywania społeczeństwa użyto więc wojska oraz Milicji Obywatelskiej, co skutecznie powstrzymywało niechęć i zaowocowało rozparcelowaniem między chłopów 212.000 ha ziemi. Zgodnie z dziwnie pojętą "sprawiedliwością społeczną" rozkradziono majątki większe niż 50 ha, oczywiście nie wypłacając właścicielom odszkodowań.
Konsekwencją Manifestu i rządów Rządu Tymczasowego było referendum z 1946 r., w którym typowymi lewicowymi metodami, czyli biciem, szantażem i zastraszaniem "zachęcano" do głosowania na likwidację senatu, kontynuację reform oraz utrwalenie zachodniej granicy (o wschodniej ani słowa -jakże to typowe...). Wyniki podrasowano jeszcze fałszerstwem, nic więc dziwnego, że wyniki były zgodne z oczekiwaniami. Ten model "sprawiedliwych" wyborów, których wyniki znane były jeszcze przed ich ogłoszeniem, był zresztą praktykowany przez cały okres istnienia rządów pseudokomunistów w Polsce. Wszak Partia i Wielki Brat zawsze lepiej wiedzieli, czego chce społeczeństwo, za co zresztą pokutujemy do dziś.
Manifest PKWN od samego początku był wielką, propagandową klapą, co nie przeszkadza gorliwym zwolennikom tamtego chorego ustroju świętować do dziś rocznicy jego powstania. Nie dziwię się ludziom, pamiętającym jeszcze tamte czasy, ale kiedy coś tak ohydnego propagują ludzie młodzi, dziwi mnie to. Nie wiem, czy to pranie mózgu, czy niechęć do nauki w szkole i związane z tym braki, czy jeszcze coś innego?
Można powiedzieć, że byłoby to śmieszne, gdyby nie było takie straszne...
102
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (2)