Przeczytałem dzisiaj zapowiedź kolejnych protestów ze strony "Anonimowych". Mają one wyrazić sprzeciw wobec prac nad automatycznym monitoringiem ulic i sieci. Naszła mnie w związku z tym pewna refleksja. Ci sami ludzie, którzy dobrowolnie obnażają się w sieci na portalach społecznościowych, opisując praktycznie całe życie, umieszczając swoje zdjęcia z adnotacjami- gdzie byli, gdzie pili, gdzie się bawili, leczyli, odpoczywali na wakacjach, jakie mają cechy charakteru- sprzeciwiają się realnej szansy na poprawę bezpieczeństwa w miastach- o każdej porze. Myślę, że każdy, kto chodzi po mieście, a nie żyje w wirtualnym świecię Facebooka, miał choć raz poczucie zagrożenia o zmroku na ulicy. Każdy z nas oburza się, widząc rozwalone wiaty przystanków, połamane drzewka, grafitti na ścianach budynków. Monitoring, który skutecznie temu zapobiega, jest zaś atakowany. Pod zarzutem inwigilacji.
Jestem uczciwym człowiekiem i nie obawiam się śledzenia. Jeżeli jestem praworządny, służby się mną nie zainteresują. Obawiać się za to mogą bandy kiboli terroryzujący miasta. Jeżeli popełniam przestępstwo, to wiem, że narażam się na represję państwa. I ewentualnej winy za karę nie zrzucam na monitoring tylko na siebie. Przełamałem prawo- ponoszę konsekwencję. Wszak w państwie demokratycznym i praworządnym przestępca musi być przekonany o nieuchronności kary.
"Anonimowym" zaś życzę, aby byli też anonimowi wobeć sądów, gdy ktoś bezczelnie będzie ich okradał z własnoći intelektualnej. By byli anonimowi, gdy banda młodych ludzi będzie ich kopała albo niszczyła samochód. By byli anonimowi wobec ludzi na ulicy, gdy będzie im potrzebna pomoc. Może wtedy zrozumieją, że prawo do życia, własności i poczucia bezpieczeństwa jest ważniejsze niż ich dziwnie pojęte prawo do prywatności wyrażające się przez Facebooka


Komentarze
Pokaż komentarze (1)