Pod koniec bieżącego miesiąca minie czwarta rocznica pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę. Napaści, której pierwszym celem było (i wciąż jest) obalenie prozachodnich władz Ukrainy i wyrwanie tego państwa ze sfery wpływów Zachodu, a drugim, planowanym do zrealizowania po osiągnięciu pierwszego - wymuszenie wycofania się NATO z Europy Środkowej, w tym Polski i państw bałtyckich, o czy wprost mówił Władimir Putin jesienią 2021 roku. Oba te cele Rosja postrzega jako warunek konieczny odzyskania pozycji światowego mocarstwa równego potęgą USA i Chinom. Po czterech latach wojny jednoznacznie widać, że rosyjskie zamiary się nie powiodły. Agresor jest jeszcze dalej do realizacji tych celów niż na początku inwazji. Zadecydowała o tym zaciekła determinacja władz Ukrainy i jej społeczeństwa, aby bronić swojej suwerenności i prozachodniego kierunku, oraz wynikająca z tego decyzja Zachodu o wsparciu napadniętego państwa.
Co prawda Rosja odniosła sukces operacyjny - od 2022 r. zagarnęła 75 tysięcy kilometrów kwadratowych (ok. 12%) terytorium Ukrainy, których prawowity właściciel z pewnością już nie odzyska*, ale pod względem strategicznym poniosła całkowitą klęskę. Nie tylko nie udało się jej wyrwać Ukrainy ze sfery wpływów Zachodu, ale wręcz wzmogła jego wolę, aby ją w niej utrzymać. Ukraina de facto stała się nieformalnym członkiem NATO, wspieranym natowską bronią, informacjami wywiadowczymi i działającym na polu walki według natowskich procedur. Ukraińska armia przeszła z broni postsowieckiej na amerykańskiej produkcji F-16, Abramsy, Patrioty i Starlinki, brytyjskie Javeliny, francuskie Mirage 2000 oraz polskie Kraby i Pioruny. Co więcej, drugi rosyjski cel jeszcze bardziej się oddalił - NATO nie tylko nie zamierza się wycofywać z Europy Środkowej, ale po przyjęciu Szwecji i Finlandii poszerzyło się na północ i wschód.
Po wysadzeniu rurociągu Nord Stream Rosja straciła gospodarczy lewar na państwa Zachodu, które sprawnie wyzwoliły się od energetycznej zależności od tego państwa. Jednocześnie Rosja ponosi wysokie sprzętowe, finansowe, gospodarcze, energetyczne, demograficzne i geostrategiczne koszty przedłużającej się wojny, tracąc duże ilości żołnierzy i sprzętu wojskowego, wydając z budżetu ogromne kwoty na prowadzenie działań zbrojnych, tracąc rynki zbytu i dochody wskutek zachodnich sankcji gospodarczych oraz możliwości wytwórcze w przemyśle energetycznym wskutek ukraińskiej kampanii nalotów na rafinerie ropy naftowej, oraz popadając w coraz większą zależność od Chin, które sojusz z nią traktują całkowicie instrumentalnie i bezlitośnie wykorzystują swoją przewagę dla własnych korzyści. Po czterech latach wojny Rosja jest bezradna - nie ma sił, aby zrealizować swoje cele, ale wskutek obsesji swoich przywódców nie potrafi z nich zrezygnować, mimo że koszty wojny dalece przekroczyły zyski z niej.
Oczywiście, dotkliwe koszty napaści ponosi też Ukraina, ale przecież, gdy się walczy o przetrwanie, uzasadnione jest ponoszenie większych ofiar niż gdy się próbuje zdobyć jakiś "zbytek" (zgodnie z zasadą "da się zagonić na śmierć zająca ale nie lisa" - bo zając walczy o życie a lis tylko o obiad). Takim zbytkiem jest zdobywanie nowego terytorium czy poszerzanie strefy wpływów na świecie. Nawet bez Ukrainy Rosja jest wielkim, silnym i wpływowym państwem. Podporządkowanie sobie Ukrainy nie jest jej konieczne do przetrwania i pomyślnego istnienia, cokolwiek by o tym nie mówili Putin i jego opanowani imperialną obsesją kamraci. Rozsądek podpowiada, że przy braku sił na realizację ambitnych zamiarów należy je ograniczyć i zakończyć nazbyt kosztowne działania, godząc się z rzeczywistością. Niestety, mimo że Rosja nie jest w stanie zrealizować swoich celów, może wbrew zdrowemu rozsądkowi kontynuować agresję, aż sama pójdzie na dno razem ze swoją ofiarą. Miejmy jednak nadzieję, że tak się nie stanie i agresor pierwszy straci siły, jako ten lis goniący zająca. A w międzyczasie róbmy co w naszej mocy - jako polskie państwo i społeczeństwo - aby temu rosyjskiemu lisowi podstawiać nogę i przydeptywać kitę, bo w naszym najlepszym interesie jest, aby takie hasające po świecie drapieżniki były jak najsłabsze i najmniej utuczone.
*Warto zauważyć, że stanowi to zaledwie 0,44% powierzchni Rosji. Zatem zysk tego kraju z czteroletniej kosztownej wojny to powiększenie terytorium o zaledwie ułamek procenta za cenę wyczerpania zapasów sprzętu wojskowego i zasobów mężczyzn chętnych do walki oraz znacznego pogorszenia sytuacji gospodarczej, politycznej i geostrategicznej.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)