W dzisiejszym "Dzienniku" dziwny artykuł pani Staniszkis. Dziwny, bo wydaje się że Pani Profesor usilnie próbuje nie powiedzieć w nim najważniejszej rzeczy. Teza, że w PO "dokonuje się zmiana pokoleniowa" i ze konflikt o start (lub nie-start) Rokity z krakowskiej listy jest przejawem dążenia do tej właśnie zmiany to hmm... teza jak każda inna. Ale na czym właściwie miała by polegać owa "różnica pokoleniowa", popychająca młodych do wycięcia Rokity? Na zwyczajnym dążeniu młodszego pokolenia do odsunięcia starszych w cień? Na jakimś fundamentalnym sporze o pryncypia? Na odmiennej koncepcji strategicznej dla partii?... O tym Autorka milczy, ograniczając się do kilku stwierdzeń:
"Wyraźnie więc chodzi o konflikt pokoleniowy, a nie o jakieś tarcia wśród liderów partii. To bowiem młodzi działacze PO w Krakowie nie wstawili na listy wyborcze kilku znanych nazwisk". No tak - ludzie którzy dążą do wycięcia Rokity są młodsi od niego. Ale co ich tak naprawdę od niego różni?
"Tych ludzi pewien typ mentalności kombatanctwa już zupełnie nie interesuje. Są to ludzie działający pragmatycznie. I nieprzeżywający symbolicznych konfliktów związanych z podziałami ideologicznymi". Aha, młodzi pragmatyczni versus ideologiczni kombatanci. Czyli z jednej strony stary piernik Rokita, wierzący w jakieś nieaktualne, symboliczne podziały (swoją drogą ciekawe - Rokita jako "kombatant"?), a z drugiej młodzi, no - co z tymi młodymi?
"Młodzi widocznie chcą walczyć o inną wizję, mają inny stosunek do rzeczywistości - bardziej instytucjonalny, inny sposób myślenia. I to, co się wydarzyło, być może jest sygnałem, że chcą zmian i warto ich dopuścić do głosu?" Aha. To jaki jest ten stosunek i sposób myślenia? Jaka wizja?
Tego niestety Pani Profesor nie precyzuje. Apeluje jednakże:
"Warto choćby przyjrzeć się, w jakim kierunku chce zmierzać młoda Platforma Obywatelska. (...) Warto więc się przyjrzeć temu, jacy są ci nowi młodzi ludzie zarówno w Platformie, jak i w PiS, którym się chce jeszcze bawić w politykę"
Ponieważ tym apelem artykuł się kończy, mnie zaś zżera ciekawość co do "wizji", "stosunku" i "sposobu myślenia" spróbuję podjąć wątek na własną rękę. Przyjrzyjmy się jacy są "ci nowi młodzi ludzie". Na początek może w Platformie i na początek może w krakowskiej, bo w końcu to krakowscy działacze dali Pani Profesor pretekst do popełnienia artykułu, a krakowskie podwórko w końcu mi najbliższe... Jacy więc są?
Przede wszystkim - kim są? Do grupy walczących z Rokitą "młodych wilków", którzy znaleźli na sławnej liście zaliczają się (wymieniam najbardziej rozpoznawalnych):
- Tomasz Szczypiński - poseł, były kandydat PO na Prezydenta Krakowa (przegrał fatalnie nie tylko z Majchrowskim, ale również z Terleckim)
- Katarzyna Matusik-Lipiec, żona Grzegorza Lipca, ważnej postaci w krakowskiej PO (członek Zarządu Regionu)
- Paweł Sularz członek Zarządu Regionu, od zeszłego roku szef krakowskiej PO (uściślijmy: "szef" to przewodniczący zarządu powiatowego). Wybrany w marcu ub. roku na miejsce znanego z prolustracyjnej postawy Zbigniewa Fijaka, wygrał z Ireneuszem Rasiem, kojarzonym z Rokitą i Gowinem). Sularza popierali Bogdan Klich i Tomasz Szczypiński - i ten ostatni został następnie przeforsowany przez Sularza jako kandydat na Prezydenta miasta, z wiadomym skutkiem. Raś, warto zauważyć był radnym wybranym z listy PiS, który przeszedł do PO.
- Grzegorz Kosch (w ubiegłym roku napisał list do Tuska, domagając się usunięcia Rokity z partii)
Na marginesie zaznaczyć trzeba, że Tomasz Szczypiński za "młodego wilka" robić już za bardzo nie może... Powiedzmy jednak że jest "młodych wilków" patronem.
Co łączy tę grupę? Na pewno stosunek do współpracy z SLD i obecnym Prezydentem miasta, Jackiem Majchrowskim. Aby jednak zrozumieć, na czym polega fenomen małopolskiej PO i jej związków z Majchrowskim, trzeba przypomnieć pokrótce zawiłości podwawelskiej polityki...
W latach 2002-2006 Województwem rządziła koalicja PO-PiS-LPR-Wspólnota Małopolska (ta ostatnia to w zasadzie Marek Nawara+przyboczni, o czym za chwilę). Stanowiska podzielone zostały w miarę równo: przewodniczącym Sejmiku został Piotr Boroń z PiS, Marszalkiem Województwa Janusz Sepioł z PO (powszechnie kojarzony w Krakowie ze ściągnięciem do regionu największego obecnie inwestora - niemieckiego MAN). W istytucjach podlegających Województwu (Urząd Wojewódzki, Małopolska Agencja Rozwoju Regionalnego) dbano o parytety stanowisk, pozwalające się wyżywić działaczom obu głównych koalicjantów (a i LPR coś przy okazji skapnęło), tak więc na poziomie regionalnym panowała jaka taka harmonia.
W tym czasie miastem rządził Jacek Majchrowski, mający naprzeciw siebie zdominowaną przez prawicę (PiS, PO, LPR) Radę Miasta. Nie była to udana kadencja. Rada, nie będąc w stanie wyłonic zwartej koalicji, tonęła w drobnych konfliktach i skandalach (np. kupno na koszt miasta laptopów dla wszystkich radnych); ubocznym wynikiem "polityczki" uprawianej w pałacu Wielopolskich był m.in. wspomniany wyżej transfer Rasia do PO). Majchrowski skarżył się że Rada nie pozwala mu nic robić i skupiał się w związku z tym na rozwoju dzielnicy Zabłocie, gdzie mieści się stanowiąca własność jego żony Krakowska Szkoła Wyższa. I dzielnica rozwinęła się, owszem. Szkoła przy okazji też. Krakowianie nawet za bardzo nie narzekali, bo nie od dziś wiadomo, że Kraków nierządem stoi (wyłącznie w sensie polityczno-metaforycznym oczywiście!). Ale - co bardzo ważne - prezydent Majchrowski, kreując się na postać "ponad podziałami", skłonną dla dobra miasta współpracować z każdą opcją polityczną w Radzie, nie miał oporów przed oferowaniem stanowisk ludziom z PO. Tak więc, ogólnie rzecz biorąc, lokalnym działaczom tej partii nie żyło się źle. Nawet młody radny dzielnicy, nie mający "promotora" w Sejmiku, mógł podczepić się pod kogoś, kto na przykład miał dobry układ z Majchrowskim... Po prostu było dużo opcji.
Nadeszły jednak wybory AD 2006. Sejmik zdominowało PiS, które w koalicji z LPR i PSLem wybrało Marka Nawarę na Marszałka Województwa (ceną było stanowisko Przewodniczącego Sejmiku dla PSL). Nawara, choć zachowujący wciąż swoją czteroosobową drużynę pod nazwą Wspólnota Małopolska, startował do Sejmiku z listy PiS. PO na poziomie regionalnym wydawało się być całkowicie zatopione - a przypomnijmy, że są to juz czasy po wejściu do Unii, kiedy Województwo zaczyna dysponować prawdziwymi pięniędzmi. Takimi, za które naprawdę wiele gęb można wyżywić... Nie być przy władzy w województwie w r. 2004 to utrata prestiżu i pewnej liczby administracyjnych posadek. Nie być w r. 2006 - oznacza odciąć własnych działaczy od całkiem pokaźnych apanaży, a to naprawdę boli. Skądś te laptopy trzeba przecież brać. A tymczasem w Radzie...
Tymczasem w Radzie Miasta mandaty rozłożyły się niemal pół na pół - z przewagą dla PO. Gdyby Prezydentem został Tomasz Szczypiński, byłoby świetnie. Ale niestety, do drugiej tury weszli Majchrowski i Terlecki... Dla działaczy krakowskiej PO, w świetle niewesołej sytuacji w Sejmiku dogadanie się z przyszłym Prezydentem stało się kluczową sprawą. I w tym kontekście należy rozpatrywać konflikt, podsumowany przez profesor Staniszkis okrągłym stwierdzeniem "kobatanci-ideolodzy versus młodzi-pragmatycy". "Kombatanci", tacy jak Fijak - były opozycjonista, zwolennik lustracji - faktycznie nie wyobrażali sobie współpracy z Majchrowskim. Ale nie tylko, a nawet chyba nie przede wszystkim z powodów ideologicznych (Majchrowski jest od 1999 r. członkiem SLD, chociaż na okres pełnienia funkcji Prezydenta Miasta zawiesił członkowstwo). Majchrowskiemu - co odbiło się pewnym echem w mediach ogólnopolskich - zarzucano bardzo poważne, nazwijmy to "nieprawidłowości" do jakich dojść miało podczas jego pierwszej kadencji. Jak ktoś ciekaw szczegółów, to niech zajrzy tu: http://jacekprezydent.blogspot.com Na ile mówić można o "zwykłej" niegospodarności, a na ile o popełnianiu przez niego czynów zabronionych karnie, nie podejmuje się oceniać. Faktem jest, że Fijak w pierwszej kadencji Majchrowskiego nie widział przeciwwskazań żeby z nim współpracować (był dyrektorem w Urzędzie Miasta), ale później tę ochotę stracił. Być może przyjrzał się z bliska jak wyglądały rządy miastem i to pomogło mu podjąć decyzję.* Tak czy owak - "starzy" poprzeć Majchrowskiego nie chcieli, a "młodzi", no cóż, młodzi po prostu chcieli mieć z czego żyć po wyborach. Tylko że byli jeszcze za słabi, żeby dogadać się z lewicą zupełnie samodzielnie i musieli uciec się do rozstrzygnięcia "z góry".
Z punktu widzenia "góry" to czy w samorządach dojdzie do sojuszu PO-PiS, czy (w jakiejś formie) PO-SLD miało znaczenie w wymiarze medialnym, ale dla wielu postaci z PO (takich jak Gowin czy Rokita) wiązało się również po prostu z wiarygodnością ich formacji. Co ciekawe, rozumowanie Rokity, poza wątkami czysto osobistymi (zbudował w końcu swoją popularność na aferze Rywina, a więc na wizerunku radykalnie anty-postkomunistycznym) wydaje mi się dzisiaj zupełnie logicznie: poparcie Majchrowskiego przez PO dawało PiSowi do ręki argument na rzecz Marcinkiewicza w Warszawie - "patrzcie, w Krakowie juz się dogadali z komuną, jak zagłosujecie na HGW, to będziecie mieć w Warszawie to samo". Ostatecznie na najwyższym sczeblu zadecydowały chyba: 1. niechęć Tuska do Rokity, 2. niechęć Tuska do PiS (i programowe dążenie do zwalczania PiS) 3. Dobre układy Szczypińskiego ze Schetyną... Koniec końców Tusk uznał, że poparcie Terleckiego byłoby be, a poparcie Majchrowskiego będzie, owszem, cacy**.
Z tym poparciem wyszło jeszcze o tyle głupio, że PO w Krakowie całą kampanię budowała na mocnych zarzutach i ostrej krytyce pod adresem Majchra. "Młodzi-pragmatyczni" znaleźli jednak salomonowe wyjście: zarząd krakowskiej PO umył ręce i ogłosił że nikogo nie popiera, a Szczypiński "przekazał" swoje głosy Majchrowskiemu. Tak naprawdę "młodzi" mieli lepsze salomonowe wyjście, sensowne i z pożytkiem dla wszystkich, no w każdym razie na pewno z pozytkiem dla nich: Sepioł na Marszałka Województwa, w zamian za poparcie PO dla Terleckiego. Układ był o tyle czysty, że PO dostałoby udział w wojewódzkim torcie, a PiS miałby przynajmniej szansę żeby wygrać miasto. Tym razem jednak "przedryblował" PiS, który odrzucił tę ofertę, wychodząc z założenia, że Województwo i tak ma dla siebie, a co będzie z miastem - to się zobaczy. Zobaczyło się, jak Nawara zerwał koalicję z PiSem i dostarczył PO wszystkie wojewódzkie stołki jak na tacy, ale o tym już za momencik...
Póki co jesteśmy jeszcze na przełomie roku 2006 i 2007, Prezydentem został Majchrowski, PO ma w Radzie 22 mandaty i może blokować wszystko - albo może zawrzeć koalicję z 2 radnymi z KW Majchrowski i popierać Prezydenta. Rokita i Gowin zostali "odgórnie" skarceni i "młodzi" ruszają do ofensywy. Przewodniczącym Rady Miasta zostaje Paweł Klimowicz, bliski współpracownik Sularza i zaczynają się rozmowy o sławetnym "kontrakcie dla Krakowa". Radni PO gotowi są zagwarantować poparcie dla Majchrowskiego na zasadach ustalonych w rzeczonym kontrakcie, miasto ma rosnąć w siłę i inwestycję, no a uczestnikom paktu będzie się rzecz jasna żyło nieco dostatniej, bo polityka "etatów ponad podziałami" ma być przez Urząd Miasta kontynuowana...
W lutym 2007 wydaje się, że "młodzi" osiągają ostateczne zwycięstwo: pakt jest w zasadzie wynegocjowany, a w krakowskiej PO rozpoczyna się czystka działaczy związanych z Rokitą, Gowinem i Rasiem. Do tego trwa "wycinanie" wszystkich spoza frakcji "młodych" z jakichkolwiek miejsc, w których mogliby mieć na coś wpływ - a zwłaszcza na pieniądze. Do tego stopnia, że z klubu PO w Radzie Miasta odchodzi Małgorzata Jantos, ceniona i aktywna radna poprzedniej kadencji, udzielając przy tym bardzo ostrego wywiadu.
I nagle, nieoczekiwanie, okazuje się że paktu nie będzie. Powód? Zapowiedź kieleckiej prokuratury o zamiarze postawienia Prezydentowi zarzutu że nie powiadomił o korupcyjnej propozycji, złożonej kilka lat temu. Hmm... Sprawa znana była dużo wcześniej - i nie tylko ta sprawa, jak wspomniałem w kampanii samorządowej atakowano Majchrowskiego wyciągając mu bardzo różne rzeczy. Jakoś to "młodym" wtedy nie przeszkadzało... A tu nagle okazuje się - są zasady, których nie można złamać.
Albo po prostu - że są korzystniejsze opcje. Bo dwa tygodnie po fiasku "kontraktu dla Krakowa" nagle okazuje się, że PO przejmuje władze w Sejmiku. To właśnie sławetny "transfer" Nawary i jego czterech Małopolan. No, trochę bzdur w krakowskiej prasie na ten temat napisano, w czym celował niejaki Kuraś z GW... Powiem szczerze, że w mojej ocenie, cała operacja wyglądała tak, że PO najpierw wypuściła PiS, proponując mu koalicję, a następnie, kiedy skuszony tym PiS cofnął poparcie dla Nawary jako Marszałka - podprowadziła mu Nawarę. Tak czy owak, PO ma teraz obu wicemarszałków i jednego członka zarządu Województwa, a PiS nie ma nic... I o kontrakcie dla Krakowa zrobiło się dziwnie cicho... I nawet pani Jantos jakoś tak chyłkiem powróciła do klubu PO w Radzie Miasta i została nawet szefową tej komisji, co ją tak bardzo chciała.
Pora wrócić do apelu z tekstu Pani Profesor przytoczonego na początku wpisu. Szukam tej "wizji" i szukam tego "sposobu myślenia" u naszych młodych wilków... I jakoś ciągle mi wychodzi, że ich wizja, to usadowić się najbliżej miejsca, z którego spadają darmowe laptopy. Był dobry układ w poprzedniej kadencji z Majchrem, więc go poparli w wyborach. Okazało się, że do wzięcia jest jeszcze lepszy układ w Sejmiku, no to go wzięli. Od Majchra zawsze będzie można coś podkupić przy poszczególnych głosowaniach w Radzie - tak jest w sumie bardziej opłacalnie i do tego jeszcze może uda się zachować w oczach wyborców dystans do Prezydenta, który kompromituje się jednak coraz bardziej i na trzecią kadencję pewnie już nie wejdzie. Obecna wojna o ludzi Rokity na liście - no przecież wiadomo, że "gdy mam co chcę, wtedy więcej chcę". A Rokita jest słaby i wilki to czują. I prą do przodu.
* Pewną wskazówką w tej materii może być złożone przez Fijaka zawiadomienie do prokuratury o próbie korupcyjnej - prowadzone w tej sprawie postępowanie zakończyło się skazaniem wskazanego przez Fijaka przedsiębiorcy, a sprawa ta jest jednym z wątków badanych przez prokuraturę w związku z oskarżeniami wysuniętymi wobec J. Majchrowskiego. Szczegóły tutaj.
** Być może były też jakieś ciche układy PO z Sojuszem na szczeblu centralnym, dotyczace poparcia HGW przez Borowskiego. Ale poparcie udzielone zostało półgębkiem i w ostatniej chwili, a w dodatku - jeżeli nawet takie rozmowy były - to raczej nic się o nich pewnego nie dowiemy.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)