...czyli maleńki przyczynek do odpowiedzi na pytanie dlaczego PiS ma kiepski PR wśród przedstawicieli tej profesji.
Z dniem 1 stycznia 2007 weszła w życie nowa ustawa o opłacie skarbowej. OK, to nie Ziobro jest za nią odpowiedzialny. Projekt wypichciło Ministerstwo Finansów jeszcze za czasów premierostwa Marcinkiewicza. Przeszło toto przez Sejm niezauważone wraz z dużym pakietem zmian podatkowych, a reprezentujący MinFin podsekretarz stanu coś tam bąknął, że zmiany dotyczące opłaty skarbowej mają "charakter porządkujący". A "generalną tezą zmiany" (ach ten język) ma być "uproszczenie poboru podatku". Poseł Bubula podkreśliła nawet podczas debaty że likwidacja znaków opłaty skarbowej jest korzystna dla podatnika...
Tja... uproszczenie poboru to może nastąpiło. Dla urzędów skarbowych. Natomiast w kancelariach prawnych zapanował trwający mniej więcej pół roku burdel. I przez te pół roku w każdej większej kancelarii przynajmniej jedna osoba przynajmniej raz dziennie miała okazję żeby sobie bluznąć na temat tej "porządkującej zmiany" i jej autorów... Istne marzenie speca od reklamy negatywnej - mieć w całym kraju sporą grupę ludzi, której dzień po dniu utrwala się negatywne skojarzenie z marką...
Ale po kolei. O cóż to chodziło? Otóż jest moi drodzy taka forma podatku jak opłata skarbowa. Mniejsza o to od czego się ją płaci (akurat w tym zakresie nastąpiły korzystne zmiany), ważniejsze JAK. Otóż tradycyjnie płaciło się ja tzw. znakami opłaty skarbowej. Pamiętacie może takie znaczki, co się naklejało np na umowę sprzedaży, zanim wprowadzono podatek od czynności cywilnoprawnych? To właśnie to. A dlaczego to takie ważne dla prawników? Ano, bo prawnicy reprezentują innych ludzi ww różnych sprawach. A żeby kogoś reprezentować trzeba mieć pełnomocnictwo. A od pełnomocnictwa płaciło się - i po reformie płaci się nadal - opłatę skarbową.
Tyle że reforma z początku 2007 r. wprowadziła do systemu płacenia za pełnomocnictwo dwie, jakże znaczące zmiany:
- po pierwsze - teraz płaci się nie od udzielenia pełnomocnictwa, tylko od złożenia pełnomocnictwa w sądzie lub urzędzie - od przedłożenia go jakiemukolwiek organowi państwowemu;
- po drugie - teraz nie ma już znaków opłaty skarbowej, które można nakleić na dokument pełnomocnictwa, tylko należy każdorazowo przy złożeniu przelać odpowiednią kwotę na rachunek - uwaga - organu podatkowego właściwego ze względu na miejsce złożenia dokumentu...
Wiecie co to oznacza w praktyce? Że do 1 stycznia 2007 adwokat, radca czy ktokolwiek kto otrzymał pełnomocnictwo naklejał na nie po prostu znaczki opłaty skarbowej (których zapasik przechowywał w sekretariacie) i za każdym razem, kiedy potrzebował je gdzieś złożyć - po prostu kserował dokument, poświadczał za zgodność z oryginałem i szlus. Teraz natomiast musi każdorazowo przed złożeniem dokumentu: 1) sprawdzić który urząd skarbowy jest właściwy 2) ustalić jaki jest rachunek bankowy tego urzędu 3) wykonać przelew 4) dołączyć do dokumentu pełnomocnictwa dowód przelewu.
No ja naprawdę chciałbym wiedzieć który geniusz to wymyślił...
A proszę jeszcze pamiętać, że w kancelariach bynajmniej nie każdy ma dostęp do konta bankowego i możliwość wykonywania przelewów... I sekretarki często też nie... Tzn. że kiedy prawnik potrzebuje pilnie złożyć pismo w imieniu klienta do jakiegoś urzędu - oczywiście z pełnomocnictwem - musi angażować do tego osobę dysponującą dostępem do konta. A jeżeli jej akurat nie ma pod ręką, to jest to kolejna sprawa, której trzeba dopilnować i nie zapomnieć. I poziom wk... wszystkich zaangażowanych w n-ta już danego dnia operację pt. "zapłacić tę zafajdaną opłatę od pełnomocnictwa Iksińskiego" rośnie...
Ileż to było zabawnych zabiegów na tym tle... wykłócanie się rad adwokackich z urzędami skarbowymi, czy aplikanci od substytucji (pełnomocnictwa delegowanego) też mają płacić opłatę, czy też substytucja jest "konsumowana" przez opłatę główną... Konferencję zorganizowano na ten temat... Ktoś błysnął intelektem i nagle w obiegu pojawiła się cała masa pełnomocnictw wystawionych z datą grudzień 2006 - no bo przecież coś trzeba było zrobić z upchanymi po szufladach zapasami znaczków... No kupa śmichu... Nikt się nie nudzi. A przecież trzeba jeszcze zbierać te papierki (dowody wykonanych przelewów) i przedstawiać klientowi żeby zwrócił poniesione opłaty. Wszyscy przeklinali ten wymysł i wszyscy zachodzili w głowę po co to było. No bo przecież jeżeli chodziło o to, żeby podnieść podatek (taki jest ekonomicznie efekt płacenia za złożenie zamiast za udzielenie), to niechby podnieśli tę przeklętą opłatę nawet do 200 zł... Byleby zostawili nasze poczciwe, wygodne i bezproblemowe znaczki...
Po pół roku wszyscy się w miarę przyzwyczaili... Niektórzy to se nawet pozakładali specjalne konta, tylko do opłat skarbowych za pełnomocnictwa. Stare znaczki wykorzystano na antydatowanych pełnomocnictwach, sekretarki porobiły sobie listy z numerami kont urzędów skarbowych w całej Polsce... W końcu do wszystkiego można się dostosować. I wtedy... Wtedy, w lipcu 2007 Sejm uchwalił nowelizację. Że można dalej płacić znaczkami. Do grudnia.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)