Zamiast wstępu
Dobiegające właśnie końca rytualne bicie piany w związku z europejskim dniem przeciwko karze śmierci przyniosło - z mojej perspektywy - jeden wymierny efekt, a mianowicie zmobilizowało mnie do popełnienia niniejszego wpisu ;) Tak naprawdę jednak nie dotyczy on samej kary; jest tylko zebraniem do kupki kilku myśli na temat śmierci i jej współczesnego postrzegania, które łaziły za mną od pewnego czasu. Zbliżające się urodziny również odegrały pewną rolę motywacyjną; jak wiadomo z każda wiosną grób otwiera się nieco szerzej... ;)
Przejęcie z jakim postępowe europejskie elity gęgają przeciwko karze śmierci jest tylko jednym i bynajmniej nie najważniejszym z przejawów znacznie szerszego zjawiska, jakim jest wypieranie przez współczesną kulturę myśli o śmierci w ogóle. Główną cechą epoki postnowoczesnej jest hedonistyczna afirmacja życia. Na refleksję nad śmiercią nie ma tu miejsca, co więcej - staje się ona niepożądana i niebezpieczna. W przeciwieństwie do epok wcześniejszych, oswajających śmierć i próbujących się pogodzić z jej nieurchonnością poprzez zapakowanie jej w pewien kulturowy kostium my - ludzie XXI wieku - próbujemy udawać że śmierci nie ma w ogóle... Jest to zjawisko - jak wiele innych elementów postnowoczesności - w dziejach ludzkości jakościowo nowe. I wydaje mi się, szczerze mówiąc, dziwne i niepokojące...
Małpa która wie że umrze
Świadomość tymczasowości naszego istnienia od zawsze była składnikiem tego, co filozofowie określali jako conditio humana. Homo sapiens powstał nie dlatego, że małpa stanęła na wyprostowanych nogach; powstał ponieważ małpa zyskała świadomość własnego bytu. A wraz z nią - świadomość że byt ten ma kres w czasie. Jak dokładnie się to stało to jedna z najbardziej frapujących zagadek antropologicznych; faktem jest że tylko przedstawiciele naszego gatunku z całą pewnością wiedzą że istnieją i że istnieć przestaną1. Kultura - to tajemnicze "coś" odróżniające nas od pozostałych zwierząt powstała jak sądzę, nie tylko jako prosta konsekwencja naszej fenomenalnej zdolności do komunikowania się, powstała również jako odpowiedź na problem którego zwierzęta nie mają - na świadomość śmierci i wynikający z niej strach. Stworzenie które nazywamy "człowiekiem pierwotnym" posiadało potrzeby metafizyczne i zaspokajało je poprzez sztukę i religię. Te zaś były właśnie próbą znalezienia odpowiedzi...
Ze śmiercią im do twarzy
Przez tysiąclecia nic się w tej zasadniczej koncepcji natury ludzkiej nie zmieniało. Człowiek był istotą śmiertelną. Zdawał sobie z tego sprawę i gnębiły go w związku z tym wciąż te same pytania. Religia udzielała odpowiedzi, które w podstawowym wymiarze nie były kwestionowane. Choć mogły się mocno różnić w szczegółach, jednak na metapłaszczyźnie realizowały ten sam cel. Sztuka - będąca początkowo środkiem przekazu religijnego - emancypowała się co prawda stopniowo, jednak zawsze pozostawała sferą zbliżoną do sacrum. Wyprostowana małpa zdążyła się w międzyczasie odziać i wynaleźć mnóstwo zabawnych narzędzi wciąż jednak stała bezbronna wobec Śmierci i związanej z nią Wielkiej Tajemnicy.
Jednocześnie Śmierć była też cały czas śmiercią przez małe "ś", codziennym zjawiskiem, doświadczanym i obserwowanym bezpośrednio od bardzo wczesnego wieku do starości. Choroby, wojny, wypadki i egzekucje dostarczały aż nadto dowodów że jednakowy koniec czeka każdego, i to raczej wcześniej niż później2. Co więcej, zdecydowana większość ludzi (a przynajmniej męskiej części populacji) przechodziła też przez doświadczenie własnoręcznego zadawania śmierci innym. W takiej na przykład Europie dopiero pokolenie urodzone po roku 1930 ominęła przyjemność wzięcia udziału w wojnie3. Wcześniej było to doświadczenie każdej generacji. Powtarzam - w każdym europejskim pokoleniu do drugiej wojny światowej większość mężczyzn wiedziała jak to jest, wbić komuś kawałek żelaza w brzuch albo poderżnąć gardło... I - jak podejrzewam - nikomu nie wydawało się to dziwne. Śmierć i zadawanie śmierci innym były zjawiskiem powszechnym i naturalnym.
For Their Tomorrow, We Gave Our Today4
Paradoks jakim wydaje się być w świadomości ludzi wcześniejszych epok powszechna i oczywista obecność śmierci przy jednoczesnym powszechnym dążaniu do nadania jej - poprzez religię i sztukę - wzniosłości i sensu, jest tylko pozorny. W rzeczywistości to drugie wynikało z tego pierwszego. Śmierć, namacalna i obserwowana bezpośrednio, była nie do uniknięcia, ale jej nieuchronność domagała się uzasadnienia. W życiu, w którym niemal każdy dzień konfrontował jednostkę z pytaniem "Co będzie po?..." kultura musiała dostarczać odpowiedzi. I dostarczała, zaś - pozornie paradoksalnie - czym brutalniejsza i nieuchronniejsza wydawała się śmierć na co dzień, tym wznioślejsza musiała być odpowiedź na pytanie dlaczego tak jest. To nie przypadek, że najwspanialsze wytwory europejskiej sztuki i europejskiej myśli powstawały w czasach najbardziej okrutnych5...
Oprócz zasadniczego, metafizycznego uzasadnienia dla kruchości ludzkiego istnienia - jakie oferowała religia, oraz uwznioślenia tegoż istnienia - jakie oderowała sztuka, kultura tworzyła szereg pomniejszych mechanizmów służących oswojeniu śmierci i zaakceptowaniu jej nieuchronności. Jednym z ciekawszych było zastąpieniem pytania "dlaczego" pytaniem "po co?" Przekonanie że są wartości, dla których warto zginąć (lub zabić) pozwalało nie tylko łatwiej przyjąć nieuchronność śmierci, ale dawało też poczucie kontroli nad nią - i nadawało jej sens. Człowiek był śmiertelny ale nieśmiertelna mogła być jego dusza lub pamięć o nim - jeżeli na to zasłużył.
Nie myślę, więc nie umrę
Oprócz zasadniczego, metafizycznego uzasadnienia dla kruchości ludzkiego istnienia - jakie oferowała religia, oraz uwznioślenia tegoż istnienia - jakie oderowała sztuka, kultura tworzyła szereg pomniejszych mechanizmów służących oswojeniu śmierci i zaakceptowaniu jej nieuchronności. Jednym z ciekawszych było zastąpieniem pytania "dlaczego" pytaniem "po co?" Przekonanie że są wartości, dla których warto zginąć (lub zabić) pozwalało nie tylko łatwiej przyjąć nieuchronność śmierci, ale dawało też poczucie kontroli nad nią - i nadawało jej sens. Człowiek był śmiertelny ale nieśmiertelna mogła być jego dusza lub pamięć o nim - jeżeli na to zasłużył.
Nie myślę, więc nie umrę
Ten przedstawiony powyżej stosunek człowieka do śmierci trwał - jak mi się wydaje - w swoim podstawowym kształcie przez tysiąlecia. Zaczął ulegać zmianie dopiero niedawno, przede wszystkim na skutek rozwoju cywilizacyjnego. Wynalezienie szczepionek i podniesienie poziomu życia zlikwidowało masową śmiertelność dzieci. Rozwój medycyny wydłużył życie, zaś od lat pięćdziesiątych z doświadczenia Europejczyków zniknęła wojna. Człowiek Zachodu koncentruje się przede wszystkim na przyjemnościach jakie oferuje życie. Życie dostatnie, zdrowe i... długie. Śmierć przestała być zjawiskiem wszechobecnym i namacalnym. W związku z tym potrzeba wyjaśnienia, dlaczego śmierć istnieje znacznie osłabła. Nie potrzebujemy zaprzątać sobie głowy metafizyką i takimi tam, zbyt pochłaniają nas telewizja, zakupy i seks.
Jednak śmierć istnieje nadal. Tyle tylko że teraz stykamy się z nią bardzo okazjonalnie. Burzy to naszą beztroskę egzystencji i domaga się jakiegoś szybkiego i skutecznego rozwiązania (w naszej epoce tylko takie rozwiązania się liczą). Skoro rozwiązania polegającego na rzeczywistej eliminacji śmierci wciąż nie ma (choć pracujemy nad tym), to cóż... najlepszym rozwiązaniem okazuje się zaprzeczyć istnieniu problemu (to też specjalność naszej epoki). To bardzo niesprawiedliwe, że żyjemy sobie tak miło i tak wiele mamy z tego frajdy, a tu nagle ni stąd ni z owąd ktoś umiera! Ale jeżeli nie będę oglądał tego całego umierania, to nie będę też o nim myślał. A jeżeli nie będę o nim myślał to...
Żyjemy w świecie, w którym śmierć stała się czymś nie tylko złym (tym wydawała się zawsze) ale również... czymś głęboko nienaturalnym. Nie oswajamy jej już poprzez religię i rytuał - my ją wyrzucamy poza obręb naszej świadomości. Stworzyliśmy całą infrastrukturę która skutecznie odgradza nas od śmierci: domy starców, hospicja, krematoria... Nie domagamy się wyjasnień dlaczego ona jest, tylko robimy wszystko, żeby jej nie było. Nie celebrujemy już pamięci o naszych zmarłych6. Walka z karą śmierci to - patrząc z szerszej perspektywy - tylko mała potyczka na szerokim froncie kulturowej walki ze śmiercią w ogóle. No przecież niedopuszczalne jest, żeby państwo - a więc struktura której celem istnienia jest obecnie zapewnienie nam korzystania z uroków życia - oficjalnie deklarowało, że kogoś tego życia pozbawi...
To całkowite przewartościowanie stosunku człowieka do śmierci i skuteczne usunięcie metafizyki ze współczesnej kultury rodzi rozliczne konsekwencje. Jednak - ponieważ wpis ten jest już tak długi, że mało kto go doczyta do końca - zajmę się nimi następnym razem.
Jednak śmierć istnieje nadal. Tyle tylko że teraz stykamy się z nią bardzo okazjonalnie. Burzy to naszą beztroskę egzystencji i domaga się jakiegoś szybkiego i skutecznego rozwiązania (w naszej epoce tylko takie rozwiązania się liczą). Skoro rozwiązania polegającego na rzeczywistej eliminacji śmierci wciąż nie ma (choć pracujemy nad tym), to cóż... najlepszym rozwiązaniem okazuje się zaprzeczyć istnieniu problemu (to też specjalność naszej epoki). To bardzo niesprawiedliwe, że żyjemy sobie tak miło i tak wiele mamy z tego frajdy, a tu nagle ni stąd ni z owąd ktoś umiera! Ale jeżeli nie będę oglądał tego całego umierania, to nie będę też o nim myślał. A jeżeli nie będę o nim myślał to...
Żyjemy w świecie, w którym śmierć stała się czymś nie tylko złym (tym wydawała się zawsze) ale również... czymś głęboko nienaturalnym. Nie oswajamy jej już poprzez religię i rytuał - my ją wyrzucamy poza obręb naszej świadomości. Stworzyliśmy całą infrastrukturę która skutecznie odgradza nas od śmierci: domy starców, hospicja, krematoria... Nie domagamy się wyjasnień dlaczego ona jest, tylko robimy wszystko, żeby jej nie było. Nie celebrujemy już pamięci o naszych zmarłych6. Walka z karą śmierci to - patrząc z szerszej perspektywy - tylko mała potyczka na szerokim froncie kulturowej walki ze śmiercią w ogóle. No przecież niedopuszczalne jest, żeby państwo - a więc struktura której celem istnienia jest obecnie zapewnienie nam korzystania z uroków życia - oficjalnie deklarowało, że kogoś tego życia pozbawi...
To całkowite przewartościowanie stosunku człowieka do śmierci i skuteczne usunięcie metafizyki ze współczesnej kultury rodzi rozliczne konsekwencje. Jednak - ponieważ wpis ten jest już tak długi, że mało kto go doczyta do końca - zajmę się nimi następnym razem.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)