To nie S-M-Show był PO "Ttrzech kumplach", tylko "Trzej kumple byli" byli PRZED Majewskim...
Co to zmienia? Ano, moim zdaniem trochę. Część komentatorów szuka drugiego dna w decyzji TVN o emisji. Zmiana linii, próba uwiarygodnienia czy wypadek przy pracy? W to ostatnie nie wierzę. Takie materiały nie są puszczane przypadkowo. Takie materiały, powiedzmy sobie szczerze, w III RP najczęściej w ogóle nie są puszczane. A jeżeli już, to późną nocą. Bez kontynuacji w postaci lidów na stronach głównych portali. Bez przywracania do przestrzeni publicznej tych co pokąsali karmiącą ich rękę - a taką postacią jest Roman Graczyk. I dla ewentualnej próby uwiarygodnienia się to by przecież chyba wystarczyło? Zwłaszcza stacji, która nie próbowała umizgnąć się do "oszołomów" nawet wtedy gdy rządzili.
Ale ten film został puszczony w bardzo szczególnym czasie. W czasie przeznaczonym dla określonego targetu - a mianowicie dla wielbicieli Szymona M., czyli osób raczej ograniczonych, acz nie bez aspiracji. Nazwijmy ich tu umownie "wykształciuchami", choć do dyskusji na temat tego czym jest wykształciuch i jakie są jego subtelne podgatunki wracać już nie chcę. Wykształciuchy, zwłaszcza te z młodszego pokolenia charakteryzują się przede wszystkim tragicznym brakiem wiedzy na temat własnych dziejów najnowszych - czego konsekwencją jest brak świadomości i podatność na manipulację. To dla nich właśnie przeznaczony jest wujek Szymon, który w nieskomplikowany sposób objaśnia im świat, zarazem wytyczając granice przeznaczonego dla nich horyzontu poznawczego.
Otóż "Trzech kumpli" znacząco ten horyzont poszerza. Bardzo wielowymiarowo. Daje wiedzę o historii - przytaczając fakty o których mało który z wielbicieli S-M słyszał. Pokazuje istnienie estetyki - zupełnie innej, niż ta której uczy na codzień telewizja. Wreszcie - pokazuje że polityka i życie mają głęboki wymiar moralny. Wcale nie polegają na podskakiwaniu, przedrzeźnianiu i potrząsaniu cyckami. A ponieważ "Trzech kumpli" są filmem bardzo dobrym - to przekazywana przez nie wiedza, estetyka i etyka zapadają w pamięć. Myślę że nie tylko ja nie byłem w stanie oglądać Majewskiego dłużej niż pięć minut, mając wciąż przed oczami sceny z filmu Pań Stankiewicz i Ferens.
Ten film zmienia świadomość. A TVN pokazała go tak, jakby rzeczywiście chciała zmienić świadomość ludzi, których do tej pory sama pieczołowicie kształtowała wg zupełnie innego modelu. Nie doszukuję się w tej chwili przyczyn, dlaczego to zrobiła, stwierdzam tylko że tak, a nie inaczej emisję tego filmu interpretuję...
PS. Bodziec do napisania tego nieco chaotycznego posta dała mi znajoma - doktorantka prestiżowego wydziału i laureatka prestiżowego stypendium, niewątpliwa młoda gwiazda polskiej nauki. Zapytała mianowicie "Jakiego Pyjasa?" kiedy kilka dni temu przechodząc Szewską zatrzymałem się przed bramą nr 7 i mruknąłem "To tu go zabili", a widząc jej zdezorientowane spojrzenie dodałem: "No - Staszka Pyjasa". Zaproponowałem żeby obejrzała pewien film...


Komentarze
Pokaż komentarze (9)