Napisałem krótki komentarz pod wpisem Piotra Wołejki, ale pomyślałem że warto rzecz trochę rozwinąć. Co będzie działo się dalej w Gruzji? Obawiam się że najbardziej prawdopodobny scenariusz jest mało optymistyczny:
1. Abchazja i Płd Osetia ogłaszają niepodległość, natychmiast uznaną przez Rosję.
2. Konflikt trwa jako 'proxy war' - Osetyńcy i Abchazi wsparci "ochotnikami" zajmują części terytorium rdzennie gruzińskiego. Rosyjska dominacja w powietrzu i blokada Morza Czarnego zapewnia im łatwe osiągnięcie sukcesu. Niewykluczone zresztą że następnego dnia po ogłoszeniu niepodległości okaże się że Osetia i Abchazja dysponują nowoczesnymi siłami lotniczymi...
3. W Gruzja grupa przeciwników Saakaszwilego organizuje gwałtowne protesty przeciw jego prezydenturze - jako człowieka skompromitowanego, który przez nieprzemyślany atak na Osetię doprowadził do utraty obu prowincji i zniszczenia kraju (kandydaci na liderów - zapewne Gachechiladze lub Gamkrelidze. Gdyby byli niesterowni lub nie uzyskali wystarczającego poparcia - zawsze w zapasie pozostaje w Moskwie Abaszydze...
4. W kraju narasta chaos, spowodowany falami uchodźców, blokadą ekonomiczną i bombardowaniami. Dodatkowo sytuację pogarszają rajdy mudżahedinów z Czeczenii, działających oczywiście "na własną rękę" (warto pamiętać, że w czasie wojny w Abchazji w l. 1992-1993 Czeczeni walczyli przeciw Gruzinom, a obecnie w Osetii Płd znajdują się bataliony sił specjalnych "Zapad" i "Wostok", złożone z bojowników czeczeńskich wspierających reżim Kadyrowa - zob. http://www.axisglobe.com/article.asp?article=1619
Podejrzewam że Rosja ma plan mniej więcej do tego miejsca. Wszystkie niezbędne do jego realizacji elementy są do jej dyspozycji. Ciąg dalszy? Zapewne wielowariantowy. Być może Saakaszwili zginie przypadkiem lub "przypadkiem". Na wypadek gdyby przeżył i gdyby nie udało się stworzyć "spontanicznego" ruchu na rzecz jego obalenia, przygotowywane są oskarżenia o zbrodnie wojenne - które wraz z deklaracją Ławrowa odrzucającą możliwość negocjowania z Saakaszwilim wskazują na prawdziwy, dalekosiężny cel operacji. Celem tym jest zwasalizowanie Gruzji i eliminacja alternatywnego do tras rosyjskich korytarza energetycznego.
Przeszkody dla realizacji tego celu są dwie: osoba Saakaszwilego oraz ewentualne włączenie się w rozgrywkę Zachodu. Eliminacja Saakaszwilego dokonania zostanie albo porzez "spontaniczne obalenie" (jeżeli uda się pozyskać na lidera ruchu opozycyjnego osobę która będzie w stanie pociągnąć za sobą choć w niewielkiej części Gruzinów) albo poprzez zamach i (w miarę możliwości) fizyczną eliminację (tak jak stało się ze Zwiadem Gamsachurdią).
Jeżeli chodzi o Zachód to propagandowo będzie trzymany w szachu prawem międzynarodowym, na czele z dopiero co stworzonym precedensem Kosowa (armia rosyjska oficjalnie wstrzyma operacje na terytorium Gruzji, reszta walk będzie "sprawą wewnętrzną" obydwu regionów separatystycznych oraz Gruzinów).
Czy coś w tej sytuacji może odwrócić bieg wydarzeń?
1. Sama Rosja - może poprzestać na oderwaniu od Gruzji Osetii i Abchazji, pokazując światu jak bardzo liberalny jest Miedwiediew i pozostawiając Gruzję osłabioną, zrujnowaną i zdestabilizowaną. Wasalizacja odłożona zostanie na czas późniejszy i odbędzie się bardziej "na mięko". Ten scenariusz zakłada że Rosja liczy się jeszcze w jakimkolwiek stopniu z opinią Zachodu.
2. Zdecydowana interwencja USA oraz ewentualnie kluczowych graczy UE - Francji i Niemiec. "Zdecydowana" oznacza np. postawienie na posiedzeniu Rady NATO wniosku o natychmiastową "interwencję humanitarną" w Gruzji plus podjęcie działań na rzecz stworzenia "koalicji chętnych" plus wysłanie w rejon Morza Czarnego okrętów NATO. Nie po to żeby tę interwencję rzeczywiście zrealizować, ale żeby pokazać Rosji zdecydowanie. Myślę że każdy z czytelników jest w stanie ocenić na ile prawdopodobne jest tego typu posunięcie...
Na uspokojenie mogę dodać jedynie, że nie spodziewam się fali uchodźców... Rosja nie zamierza robić w Gruzji ludobójczej pokazówki dla postraszenia Kaukazu, tak jak zrobiła to w Czeczenii. Nasi obrońcy praw człowieka mogą więc spać spokojnie - nie przybędzie im roboty... Już niedługo spokój zapanuje w Tbilisi.
PS. Można jeszcze zadać pytanie, czy w świetle takiej oceny sytuacji wyprawa Kaczyńskiego do Gruzji coś zmienia. Moim zdaniem - niewiele...
PS 2. I mam wielką nadzieję że jestem złym prorokiem...


Komentarze
Pokaż komentarze (1)