Nasz-parlament gromi właśnie na SG ministra Ziobrę za sądy 24-godzinne które "skończyły się klapą" bo skazywały głównie kierowców przyłapanych na jeździe "w stanie nietrzeźwości". Tylko czy rzeczywiście była to klapa?
Pewien mój znajomy, żeby było śmieszniej prawnik z wykształcenia, został w lecie złapany przez stróżów porządku na rowerze. "W stanie nietrzeźwości", tzn zawartość alkoholu w jego krwi przekroczyła ustawowo dopuszczalną granicę. O bodajże kilka miligramów (wypił 1 duże i 1 małe piwo). Było to już w czasach panującej nam miłościwie miłości, nie został więc brutalnie zawleczony przed sąd, który wymierzyłby mu karę, co to to nie - teraz żyjemy przecież w państwie prawa. Zamiast tego pozbawiony został prawa jazdy, telefonu komórkowego (tylko aparatu, kartę SIM pozwolono mu zatrzymać) oraz rzeczenego roweru. Za co? Za jaj... znaczy "na poczet przyszłej grzywny". Sporządzenie aktu oskarżenia zajęło prokuratorowi zaledwie dwa miesiące, zaś złożone bezpośrednio po zdarzeniu zażalenie na postanowienie o zatrzymaniu ww. przedmiotów przekazane zostało do rozpatrzenia przez sąd... Efekt? Minęły cztery miesiące - facet jest dalej bez prawa jazdy (i bez roweru, komórka to najmniejszy kłopot w tym wszystkim). Właśnie dowiedział się, że pierwsze posiedzenie w jego sprawie odbędzie się... w styczniu. Wtedy też sąd raczy rozpatrzyć jego zażalenie na zastosowane środki tymczasowe (ale być może je podtrzyma, he he).
Gdyby trafił przed sąd 24h, byłby już po wszystkim w ciągu doby. Kara - surowa czy łagodna - ale byłaby już dawno orzeczona, ewentualna grzywna uiszczona.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)