Źródło: https://www.flickr.com/photos/bjornmeansbear/4851655249, licencja CC
Źródło: https://www.flickr.com/photos/bjornmeansbear/4851655249, licencja CC
Maciej Sobiech Maciej Sobiech
248
BLOG

Czas dziwnych wyborów

Maciej Sobiech Maciej Sobiech Polityka Obserwuj notkę 32

Jeszcze może ad vocem obecnej sytuacji politycznej po eurowyborach (bo dlaczego by nie?). I nie tylko euro-; ponieważ w naszych czasach, podobnie zresztą jak w każdych innych, trzeba nam wybierać właściwie nieustannie; problem w tym, że w naszych czasach, w odróżnieniu od innych (chyba?) te wybory mają to do siebie, że są... no, dziwne. I o tym jest ten tekst.

Co mam na myśli mówiąc "dziwne wybory"? To, że właściwie one nigdy nie mogą być dobre. Mam naturalnie usposobienie arystoteliczne i nie lubię skrajności. W 99% procentach dobry wybór to wybór umiarkowany, unikający ekstremów. Tymczasem, obecnie właściwie wszystkie wybory są skrajne. Weźmy taką kwestię, jak prawa mniejszości seksualnych. To jest dla mnie temat ważny, bo znam takich ludzi i wiem, z czym muszą się borykać w naszych nietolerancyjnych społeczeństwach -- no i z czym się borykać musieli w przeszłości, ponieważ sposób ich traktowania to jedna z najczarniejszych kart w historii Europy. Dlatego jestem zwolennikiem pełnej wobec nich tolerancji i zapewnienia im rozwiązań prawnych (obojętnie jakich), które pozwoliłyby im ich związki sformalizować i wieść normalne, spokojne życie, na które zasługuje każdy człowiek, który nie krzywdzi innych. Gdyby zatem pojawiła się jakaś opcja polityczna, która by coś takiego postulowała, bardzo bym się ucieszył i ją poparł, bo choć ustrój reprezentatywny mi nie odpowiada w podobnym stopniu, co wszystkie inne, funkcjonuję w określonym systemie i dopóki on trwa, mam prawo grać według jego reguł. Niestety, najwyraźniej tak się nie da -- i zazwyczaj gdy przychodzi do tych spraw, muszę decydować między albo skrajną homofobią i ludźmi wyzywającymi homoseksualistów od p*łów, albo dziwacznymi ideologiami do tolerancji wobec innych orientacji seksualnych dorzucającymi w pakiecie dziwne pomysły dotyczące "genderowania", "MIS-genderowania", "płynności genderowej", edukacji seksualnej od przedszkola, programowego rozwalania normalnej rodziny, afirmacji drag queens, sadomaso, a czasem nawet oswajania ludzi z pedofilią (jak ktoś jest zainteresowany, to może sobie wyguglać, co się wydarzyło w tej kwestii niedawno np. w Niemczech). Tertium, jak się okazuje (i ku memu wielkiemu zdziwieniu) non datur.

Czemu? Odpowiedź: bo nie ma dżemu. Idźmy dalej.

I tak na przykład w kwestii ekologii pojawia się kolejna zagwozdka. Dla mnie ekologia również jest bardzo ważna -- ważna z antropologicznego punktu widzenia, bo człowiek pozbawiony kontaktu z żywą i względnie dziką przyrodą mutuje i staje się maszyną; ale i ważna w sensie bardziej przyziemnym, bo bez czystych wód, powietrza i gleb (a co za tym idzie -- żywności) po prostu wyginiemy, albo będziemy chorować. I znów: czy to naprawdę tak wiele liczyć, że pojawi się jakaś opcja, która byłaby po prostu, normalnie proekologiczna i głosiła umiarkowany, racjonalny program ochrony przyrody? Najwyraźniej tak, ponieważ żyjemy w czasach dziwnych wyborów: i możemy sobie wybrać albo między ludźmi, którzy negują w czambuł istnienie kryzysu ekologicznego, pieją z zachwytu nad przemysłem samochodowym i postulują rozwój w modelu chińskim, albo takimi, którzy do ekologii dodają w pakiecie jeszcze swoisty świecki millenaryzm, oczekują końca świata, domagają się radykalnych reform tu i teraz, choćby to oznaczało ogólny kryzys ekonomiczny (który zresztą chyba nadchodzi), i przyklejają się do obrazów.

Kolejno -- kosmopolityzm. O, tutaj to jest największe jajo. Ponieważ mam wrażenie, że nie tylko popadamy w skrajności, ale nikt nie rozumie, o co w tym chodzi. Jak wiadomo, ja z ducha jestem kosmopolitą i nie przepadam za instytucją państwa narodowego, która się zresztą historycznie kompletnie nie sprawdziła. Dlatego też jak najbardziej popieram wszelkie inicjatywy polegające na rozmontowywaniu różnych sztucznych rodzajów tożsamości i skupieniu się przede wszystkim na ideałach takich jak ludzkość i świat -- bo to jest właśnie horyzont godny rozumu, który jest duchowy, a zatem przekracza materialne ograniczenia, w tym etniczne, rasowe, językowe i kulturowe. Natomiast obecnie praktycznie nikt (znowu) czegoś takiego nie głosi. Z jednej strony mamy szeroko rozumianych "nacjonalistów", myślących w archaicznych kategoriach "własne państwo dla każdego narodu i jeden naród na każde państwo" (bardzo często w polskich warunkach podszytych jeszcze coraz bardziej jawnym rasizmem), a z drugiej -- no właśnie; ludzi, którzy NOMINALNIE głoszą konieczność odejścia od mentalności państwa narodowego, ale faktycznie budują po prostu... nowe państwo narodowe, tylko trochę większe -- takie, na przykład, jak cała Unia, z nowym "narodem" europejskim, tak samo sztucznym jak każdy inny, z własną tożsamością i dominującą ideologią tudzież językiem, który się właśnie na naszych oczach próbuje wyprodukować (niestety -- ze znacznymi sukcesami). W tym przypadku sytuacja różni się nieco od poprzednich, ponieważ nie mamy właściwie do czynienia z dwiema przeciwstawnymi skrajnościami, ale z jedną, tylko urzeczywistnianą na inne sposoby, ale nie zmienia to właściwie tak wiele -- i tak jest dziwnie.

Co zatem począć, panie kochanku, co robić, jak żyć?

Odpowiadam: nie wiem. Ale chyba jakieś kroki można podjąć, o czym napiszę chyba nareszcie w następnej notce, jak się w końcu odkleję od polityki, co mnie na pewno, a temu blogowi chyba też, na dobre wyjdzie. Acz kiedy mnie dajmon puści, tego przewidzieć nie potrafię.

Tak czy inaczej na dziś to wszystko. Pozdrawiam wszystkich, którzy również nie lubią dokonywać dziwnych wyborów.

Maciej Sobiech

"People have called me vulgar, but honestly I think that's bullshit". - Mel Brooks "People think I'm crazy, 'cause I worry all the time -- if you paid attention you' d be worried too". - Randy Newman

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka