106 obserwujących
765 notek
1236k odsłon
  1648   0

Gadomski "polemizuje" z Janke: Orban jest głupkiem i basta!!

Po ostatnim zwycięstwie Platformy Obywatelskiej i przejęciu przez nią pełni władzy, wśród "wolnych Polaków" zapanował zrozumiały pesymizm. Wzmogły go informacje o wyjściu z partii ziobrystów. Powróciły demony lat 80., kiedy niesnaski na prawicy ułatwiały postkomunistycznej zarazie opanowanie polskiego organizmu. Dziś również padają słowa, że Michnikowszczyzna ma się świetnie (, jak wówczas), że nie ma szans na zmianę tego beznadziejnego stanu rzeczy. Skoro udało się IM zneutralizować tak donośne, kompromitujące salon wydarzenia, jak afera Rywina, afera hazardowa, wreszcie katastrofa smoleńska, wydaje się, że nic nie jest w stanie naruszyć istniejącego status quo.

W ostatnich miesiącach akolici Nadredaktora opanowali resztki "przyczółków wolności" - najpierw publiczne radio i TVP, ostatnio "Rzepę". Proces ten ma, co gorsza, charakter publiczny, otwarty: na oczach społeczeństwa wywala się z pracy tych niepokornych wobec władzy przyzwyczając w ten sposób naród do ww. zjawisk, "unormalniając" je. Prorządowa propaganda, dominująca w przekazie medialnym także stała się czymś jakby oczywistym, oczekiwanym. Przyjaciele Tuska z Fundacji Batorego specjalnie nie kryli się z publikacją wyników swoich badań nt. prezentacji poszczególnych polityków w mediach. Wynikało z nich niezbicie, iż negatywne informacje nt. działalności premiera to rzadkość, że mainstreamowi dziennikarze skupi są przede wszystkim na krytyce (, a więc kontroli) opozycji w postaci Prawa i Sprawiedliwości, nie rządu i partii władzy. Zdrowa demokracja to system, w którym funkcjonuje społeczna kontrola władzy. Jak społeczeństwo ma kontrolować rządzących, skoro media nie chcą rzetelnie poinformować je o przedsięwzięciach premiera i poszczególnych ministrów?

Nie jest jednak tak beznadziejnie, jak mogłoby się z wyżej zakreślonego obrazu wydawać. Monopol Maleszków, Orcholskich, Urbanów, Lisów, etc. nie ma dziś postaci na modłę smutnych lat 90. Pewność siebie sługusów Michnika (, a i samego bossa) to tylko poza. Po powtórnym wyborczym zwycięstwie Tuska popłoch na pokładzie został co prawda opanowany, nie oznacza to jednak trwałej poprawy nastrojów. Nadredaktor spałby spokojnie, gdyby udało się ostatecznie stłamsić - jak po 1989 r.- naród, a ściśle jego świadomą dziś kilkumilionową część. Przed dekadą tych uświadomionych była garstka: wówczas komunista z krwi i kości L.  Miller wygrywał w cuglach wybory parlamentarne; jego kolega z PZPR A. Kwaśniewski cieszył się największym społecznym zaufaniem, "Wyborczą" redagował niepokojony specjalnie "Ketman", a willę Jaruzela w kolejne rocznice wprowadzenia stanu wojennego niepokoiły garstki "chłopaków" z Ligii Republikańskiej.

Dziś sytuacja wygląda jednak nieco inaczej. Te kilka milionów Polaków popierających (wciąż) PIS to ludzie zahartowani, świadomi, wolni, odpowiedzialni, skorzy do wysiłku, czynu. Nauczyli się egzystować w warunkach salonowej dominacji, propagandy: potrafią docierać do rzetelnej informacji, czerpać wiedzę z niezależnych źródeł. Zauważmy, że poważną publicystyczną dysputę nie prowadzi się już w telewizji czy radio; ona zasadniczo odbywa się w internecie, który zdominowała prawica. Czy Michnikowszczyzna może poszczycić się inicjatywami na kształt salon24 czy wPolityce? Oczywiście, że nie. Michnik nie potrafi zainteresować obywateli prawdziwą debatą o polityce; z resztą w cale mu na tym nie zależy. Wszak taka debata pobudzałaby jej uczestników do myślenia, toczenia bitew na argumenty, a na tym polu salonowy konsument nie ma najmniejszych szans. Prostackim, acz skutecznym pomysłem Nadredaktora na "zagospodarowanie" "swoich" internautów było otwarcie dla nich forów na popularnych, kolorowych portalach np. na gazeta.pl czy onet.pl, gdzie rywalizuje się w konkurencji głupoty i chamstwa. "Wolni Polacy", w przeciwieństwie od lemingów, mają też czas, ochotę, siły, by się organizować. Kluby "Gazety Polskiej" działają prężnie niemal w każdy polskim mieście, ich liczba rośnie. Portale internetowe: blogmedia, blogpress, rebelya, NowyEkran, to również oddolne inicjatywy powstałe w proteście przeciwko papce produkowanej przez mainstream. Kiedy dodamy do tego fakt powstania po 10 kwietnia 2010 r. różnego rodzaju stowarzyszeń, grup wsparcia, nieformalnych organizacji zaangażowanych w odkłamywanie wizerunku poległego Prezydenta RP- L. Kaczyńskiego oraz wyjaśnienie kulis śmierci członków polskiej delegacji katyńskiej, zrozumiemy narastającą agresję salonu.

Michnik nie dysponuje takim zapleczem. Mimo olbrzymich pieniędzy, wsparcia ze strony władzy i mediów, trudno mu zorganizować kilkutysięczną demonstrację, kontrmanifestacje, wydarzenie obrazujące społeczne dlań (a więc jego poglądów) poparcie. Jeśli nawet się uda zebrać takich ludzi w jednym miejscu - to szybko okazuje się, że to "podnajęta", niezorganizowana hołota, kompromitująca się samym swym jestestwem (vide: komando D. Tarasa czy ostatnio niemiecka Antifa). Zaangażowanie przeciętnego leminga po stronie "oświeconej Polski" wyczerpuje chamski komentarz spłodzony na portalu gazeta.pl lub wyrażenie poparcia dla "postępowej", modnej inicjatywy stworzonej "oddolnie" na....facebooku. To wszystko. Słabiutki to oręż, zwłaszcza gdy nadejdzie chwila prawdy i zamiast ciepłej wody z kranu popłynie lodowata, albo w ogolę nie popłynie...

Dlatego też media tak zaciekle zwalczają wszelkie inicjatywy patriotyczne, pisowskie, radiomaryjne, narodowe. Ludziom, którzy nie wstydzą się wykrzyczeć swój brak aprobaty wobec polityki rządu oraz zachowania mediów przyklejana jest łatka antysemity, faszysty, chuligana, podpalacza Polski, spokoju publicznego. Skąd to znamy. Wszak felietoniki ukazujące się na wyborcza.pl w szeregu przypadków to kalki z propagandowych sesji Urbana z czasów stanu wojennego. Próżno szukać tam argumentów. Pojawiają się inwektywy i nieskrywane obrzydzenie wobec części nieprawomyślnego społeczeństwa.

Przykłady z dziś:

Witold Gadomski recenzując duży tekst I. Janke o rządzie Orbana stwierdza (pisownia oryginalna):

"(...)Orban prowadzi politykę niewiarygodną. Najpierw zerwał z MFW, potem poprosił ponownie o pomoc, ale podczas negocjacji prężył swoje wątłe muskuły i doprowadził do zerwania. Nie chodzi o ty, czy jest nacjonalistą, konserwatystą, czy obrońcą narodowego kapitału. Jest głupkiem."

Gadomski, stary wyga, nie bawi się w zbędne subtelności. Z kimś, na kogo powołuje się Kaczyński (, "kiedyś w Warszawie będziemy mieli Budapeszt") choćby był przywódcą znaczącego państwa UE, trzeba "po wojskowemu". Jesteś głupkiem - tyle do powiedzenia mają tuzy "Wyborczej" wobec politycznego adwersarza. Gadomski widać pozazdrościł finezji samemu Wałęsie. Noblisty biedak niestety w tej konkurencji nie prześcignie...

Jarosław Kurski próbuje również zawstydzić prostotą. Który to już raz z kolei wspomina o swym słynnym odruchu wymiotnym, będącym skutkiem ...tego samego co zwykle?

"Wybuchła nam debata o suwerenności. Jak w stanie wojennym, 13 grudnia pod pomnikiem Piłsudskiego pisowski lud śpiewał: "Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie". Bo kraj - wiadomo - w niemieckiej niewoli. Pachołek Sikorski oddał Angeli Merkel hołd berliński. Swojsko, aż mdli."

Jak wspominałem wyżej, wściekłość jaką wywołują na Czerskiej patriotyczne eventy, niereformowalne narody, które nie wstydzą się mówić o silnym państwie, niepodległości, szacunku do bohaterów, rozliczeniu komunistów, jest przeogromna. Na ulicach Warszawy sznur biało-czerwonych flag, na stadionach olbrzymie transparenty z hasłami "Szechter przeproś za brata", pod willą przyjaciela-generała gęstniejące tłumy, różne środowiska. To wszystko potęguje paniczny strach, że wreszcie nastąpi tąpnięcie. Że unijne urzędasy, przyjaciele w Moskwy i Berlina nie ustanowią zapory przez wzrastającym gniewem społeczeństwa. Kiedy lemingom zakręcą kurek z ciepłą wodą, michnikowska bańka mydlana pęknie. Salon czuje, że to nieuchronne, że to kwestia czasu. I o ten czas toczy się dziś walka. Jeśli do Warszawy uda się przed erupcją nastrojów narodu sprowadzić Niemca, Rosjanina, Francuza, Belga, który będzie zainteresowany obecnym status quo, być może uda im się przetrwać, znajdą protekcję, ochronę. Dlatego Sikorski, ku uciesze salonu, bredzi o federacji - choć ostatnie okoliczności (kryzys strefy euro) pokazują, czym sztuczny rozkład państwowości może tak naprawdę grozić.  
 

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale