Chińska Republika Ludowa od kilkunastu lat konsekwentnie i w sposób systemowy militaryzuje przestrzeń kosmiczną, traktując ją jako nowy domenę konfliktu zbrojnego. Oficjalna narracja Pekinu mówi o „pokojowym wykorzystaniu kosmosu” (和平利用外层空间 – hépíng lìyòng wài céng kōngjiān), ale rzeczywiste działania wskazują na zupełnie inną strategię – budowanie zdolności do dominacji orbitalnej i neutralizacji systemów przeciwnika.
Najbardziej niepokojącym przykładem jest pogłębiająca się współpraca wojskowo-techniczna z Rosją. W listopadzie 2023 roku w Kantonie odbyło się tajne spotkanie w ramach China-Russia Military-Technical Cooperation Forum. Chińska strona przedstawiła wówczas prezentacje, w których proponowano konkretne metody walki z amerykańską konstelacją Starlink – od zakłóceń sygnału, poprzez cyberataki, aż po fizyczne niszczenie satelitów. Dokumenty, które wyciekły do mediów (The Insider, Der Spiegel, Le Monde w lipcu 2026), pokazują, że to Chińczycy byli inicjatorami i autorami tych koncepcji.
Kolejne, szóste spotkanie tego forum zaplanowano na koniec 2026 roku w Rosji. To nie są jednorazowe konsultacje – to systematyczna platforma wymiany wiedzy i koordynacji działań w zakresie 反卫星作战 (fǎn wèixīng zuòzhàn) – operacji antysatelitarnych. Chińczycy od lat rozwijają własne zdolności ASAT (Anti-Satellite), w tym broń kinetyczną, laserową i mikro satelity do „inspekcji” i niszczenia celów orbitalnych.
Według raportów amerykańskiego Space Force i think-tanków takich jak CSIS, Chiny w szybkim tempie budują konstelację wojskowych satelitów, rozwijają technologię rendezvous (zbliżania się do obcych satelitów) oraz testują systemy do zakłócania komunikacji. W 2025–2026 roku odnotowano szereg incydentów, w których chińskie satelity manewrowały w niebezpieczny sposób blisko amerykańskich i innych zachodnich obiektów. To klasyczny przykład 军民融合 (jūn mín róng hé) – strategii fuzji sektora cywilnego i wojskowego, w której cywilne firmy kosmiczne (np. powiązane z Chińską Akademią Nauk Kosmicznych) służą celom PLA (Ludowej Armii Wyzwoleńczej).
Chińczycy doskonale rozumieją lekcję z wojny na Ukrainie: konstelacja Starlink dała Ukrainie ogromną przewagę w komunikacji, rozpoznaniu i precyzyjnym rażeniu. Dlatego Pekin chce nie tylko zbudować własną alternatywę (Guowang i inne projekty), ale przede wszystkim wyeliminować lub poważnie osłabić zdolności przeciwnika w kosmosie. To podejście jest częścią szerszej doktryny „wojny wielodomenowej”, w której kosmos jest traktowany jako krytyczna domena przyszłego konfliktu z USA.
Chiny nie „badają kosmosu dla ludzkości” – one przygotowują się do jego militarnego wykorzystania i dominacji. Agresywna postawa w współpracy z Rosją, rozwój zdolności antysatelitarnych i systematyczne testowanie granic to fakty, które powinny budzić poważny niepokój w Warszawie, Brukseli i Waszyngtonie. To nie jest przyszłość – to teraźniejszość chińskiej strategii kosmicznej.
Dodatkowo, zarówno Rosja, jak i Chiny doskonale zdają sobie sprawę z katastrofalnych konsekwencji fizycznego niszczenia satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. Każdy taki atak generuje tysiące odłamków poruszających się z prędkością kilku kilometrów na sekundę, które mogą z kolei zniszczyć inne satelity, tworząc efekt domina znany jako syndrom Kesslera. W efekcie duża część orbity niskiej mogłaby stać się na dekady, a nawet dłużej, praktycznie nieprzejezdna dla jakichkolwiek obiektów. Oznaczałoby to nie tylko utratę Starlinka, ale także paraliż globalnego systemu GPS, komunikacji satelitarnej, prognoz pogody, obserwacji Ziemi i bezpieczeństwa lotniczego na całym świecie. Mimo tej świadomości Pekin i Moskwa kontynuują rozwój i testowanie broni antysatelitarnej, co stanowi jeden z najbardziej nieodpowiedzialnych i niebezpiecznych aspektów ich współpracy. To nie jest już tylko rywalizacja wielkich mocarstw – to zagrożenie dla całej ludzkości, które oba kraje traktują jako akceptowalny element swojej strategii.
Przykładem na to jest, że Rosja w 2021 roku zniszczyła swojego satelitę, tworząc ponad 1500 śledzonych odłamków. Chiny już w 2007 roku przeprowadziły duży test ASAT, który do dziś jest jednym z najgorszych wydarzeń pod względem zaśmiecenia orbity. Obie strony doskonale wiedzą o konsekwencjach, a mimo to kontynuują rozwój takich zdolności.
Chiny i Rosja regularnie blokują w ONZ propozycje Zachodu dotyczące zapobiegania militaryzacji kosmosu i zakazu testów ASAT, jednocześnie same rozwijając broń orbitalną. Pekin lubi mówić o „pokojowym kosmosie”, ale w praktyce sabotuje wszelkie sensowne regulacje.
Chińczycy nie ograniczają się do pojedynczych zniszczeń. Rozwijają cały łańcuch „kill chain” – od śledzenia i zbliżania się do celu. Pekin nie koncentruje się na czystej nauce czy badaniach dla ludzkości. Zamiast tego kradnie i adaptuje zachodnie technologie, a całą swoją energię kieruje na militarne zastosowanie kosmosu. To typowe zachowanie drapieżnika – przejmować cudze osiągnięcia, a rozwijać je wyłącznie w kierunku konfrontacji.
Chińska retoryka o „pokojowym rozwoju” i „wspólnocie losu ludzkości” (人类命运共同体 – rénlèi mìngyùn gòngtóngtǐ) coraz bardziej kłóci się z rzeczywistymi działaniami. Pekin konsekwentnie buduje wizerunek odpowiedzialnego mocarstwa, jednocześnie prowadząc politykę rewizjonistyczną i wspierając najbardziej destabilizujące siły na świecie.
Najbardziej jaskrawym przykładem jest bliskie partnerstwo z Iranem. Chiny są największym odbiorcą obłożonej sankcjami irańskiej ropy, w zamian dostarczają Teheranowi technologie militarne, komponenty do dronów i rakiet balistycznych. W czasie ostatnich eskalacji na Bliskim Wschodzie (ataki na Izrael i kraje arabskie) chińska dyplomacja i media państwowe przyjmowały postawę co najmniej pobłażliwą wobec Iranu. To nie jest neutralność – to świadome wzmacnianie osi antyzachodniej.
Podobnie wygląda współpraca z Rosją. Pekin nie tylko kupuje rosyjską ropę i gaz po atrakcyjnych cenach, ale także koordynuje działania w kosmosie, cyberprzestrzeni i na polu dyplomatycznym. Wspólne fora wojskowo-techniczne, o których pisałem w na początku, to tylko wierzchołek góry lodowej. Chiny świadomie budują blok państw rewizjonistycznych – Rosja, Iran, Korea Północna, niektóre reżimy autorytarne w Afryce i Ameryce Łacińskiej – przeciwko ustalonemu porządkowi opartemu na międzynarodowych regułach.
Największa hipokryzja leży w narracji. Oficjalnie Chiny potępiają „hegemonię” i „interwencjonizm”, a jednocześnie same prowadzą agresywną politykę na Morzu Południowochińskim (militarizacja sztucznych wysp), wobec Tajwanu (stałe groźby inwazji), w kosmosie (przygotowania do niszczenia satelitów) i poprzez ekonomiczną presję na kraje trzecie. To klasyczna strategia „głowy w dół, pięści w górze” – publicznie mowa o pokoju, a w praktyce budowa zdolności do konfrontacji.
Dla Polski i Europy takie zachowanie Chin ma konkretne konsekwencje. Uzależnienie od chińskich technologii, łańcuchów dostaw i rynku sprawia, że stajemy się podatni na szantaż ekonomiczny. Jednocześnie chińskie wsparcie dla Iranu i Rosji pośrednio wpływa na nasze bezpieczeństwo – od cen energii, przez destabilizację Bliskiego Wschodu, po zagrożenia hybrydowe.
Chińska polityka zagraniczna i wojskowa w ostatnich latach stała się znacznie bardziej asertywna i agresywna. Pod płaszczykiem pokojowej retoryki Pekin konsekwentnie buduje narzędzia do dominacji – zarówno w kosmosie, jak i na ziemi. Hipokryzja jest tu ewidentna: potępiając „hegemonię” USA, Chiny same dążą do hegemonii regionalnej, a w perspektywie globalnej.
Czas przestać traktować Chiny jak partnera gospodarczego, a zacząć postrzegać je jako systemowego rywala, który nie zawaha się użyć wszelkich dostępnych środków – od satelitów po proxy na Bliskim Wschodzie – by osłabić Zachód. Im szybciej Europa i Polska to zrozumieją, tym mniejsze będą koszty w przyszłości.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)