0 obserwujących
31 notek
18k odsłon
1531 odsłon

Paszportowa rzeczywistość PRL według Leskiego

Wykop Skomentuj37

            Z rzadka polemizuję z takimi płodnymi luminarzami czerwonej części Salonu, jak na przykład Pan Krzysztof Leski, który swoimi postami zajmuje znaczną część przestrzeni dyskowej portalowego serwera. Ale tym razem nie zdzierżyłem. Powodem był przegląd polityki paszportowej realizowanej na przestrzeni lat w PRL-u, począwszy od Bieruta na Gierku skończywszy. Autor postawił dość śmiałą tezę, że za czasów Gierka nie widać było drutów kolczastych na granicach, a swoboda przemieszczania się zwykłych obywateli była prawie tak powszechna jak dzisiaj, bo liczona w milionach. Jako, że z Panem Leskim jesteśmy w dość podobnym wieku, przynajmniej sądząc po fotografii (bez urazy, dla faceta, to żaden przytyk), pozwolę sobie przytoczyć parę przywołanych z pamięci zdarzeń właśnie z okresu gierkowskiego, kiedy to rzekomo można było wyjechać na zachód prosto i bez problemów.

            W drugiej połowie lat siedemdziesiątych, w Szwecji zmarła przebywająca tam na emigracji moja ciotka. Jako, że obyczajem chrześcijańskim należało pojechać na pogrzeb, moja matka udała się do siedziby SB w S., aby dokonać formalności paszportowych. Razem z nią pojechali kuzyni, synowie zmarłej, którzy pech chciał byli oficerami Ludowego Wojska Polskiego w służbie czynnej. No i tutaj zaczęły się schody. O ile moją matkę z biedą SB zgodziło się puścić, to synom odmówiono, sprawa oparła się o dowództwo dywizji, w której obaj służyli. Jako, że kuzyni wobec odmowy zgody na wyjazd na tą skądinąd rodzinną uroczystość natarczywie domagali się zmiany decyzji od miejscowego SB i dowództwa wojskowego, stali się przedmiotem, że tak delikatnie powiem niechęci swoich przełożonych oraz wojskowego aktywu partyjnego (a w tamtych czasach wojskowi MUSIELI należeć do PZPR jeżeli chcieli być wojskowymi. Na skutek różnych nacisków jeden z braci zrezygnował z wyjazdu, drugi zaś w rozpaczy dostał nagłego ataku szczerości (szczerość w wyrażaniu poglądów nie była mile widziana w tamtych czasach) i powiedział, co myśli o swoich przełożonych, którzy starali się uniemożliwić mu wyjazd.

            W końcu na pogrzeb pojechał ten bardziej uparty i moja matka, której wyjazd na Zachód z racji, że nie pracowała będąc na utrzymaniu ojca, nie zagrażał integralności państwa socjalistycznego. Drugi z braci po przemyśleniu zrezygnował z wyjazdu składając stosowną samokrytykę w pułkowej organizacji partyjnej, stwierdził, że nie musi  jechać na pogrzeb, albowiem droższa niż własna matka, jest mu socjalistyczna ojczyzna.

            Obydwaj ponieśli konsekwencje swoich czynów. Ten, który wyjechał, po dwudniowej indoktrynacji przedstawicieli aktywu partyjno służbowego, wróciwszy stracił stanowisko szefa sztabu batalionu znanego zresztą pułku, którym dowodził kiedyś Wojciech Jaruzelski i możliwości awansu. Zakończył służbę rozgoryczony po kilku latach. Drugi awansował na pułkownika za właściwą postawę partyjną i też poniósł konsekwencje – my jako rodzina wyrzekliśmy się go i ten stan trwa do dzisiaj.

            Żeby nie przynudzać przydługim wpisem, pominę jeszcze kilka innych zdarzeń, których doświadczyłem. Były mniej interesujące.

            Dzisiaj jak jesteśmy w Schengen rodzina po otrzymaniu takiej smutnej wiadomości po prostu wzięłaby urlop, przystroiła się w żałobne szaty zakupiła wieńce, wsiadłaby do samochodu i pojechałaby do Świnoujścia, a stamtąd promem do Ystad. Bez tych upokorzeń, rozmów z SB i innych „przyjemności”. Zapomniałem dodać, że taki wyjazd na Zachód często był okazją dla SB do werbowania Polaków w charakterze agentów i zlecania im różnych zadań wywiadowczych. Z polityką paszportową PRL-u Innstytut Pamięci Narodowej ma obecnie pełne ręce roboty.

            I to właśnie jest cudowne Panie Leski, wsiąść i pojechać.

Wykop Skomentuj37
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale