Taka wiosna sie zrobiła, drzewa już pąkczyście soczyste, sadek zaraz zakwitnie a my zmartwienie mamy.
Zachorował nam Paragon. Azurro został ukradziony-no ale mam nadzieję że gdzieś tam sobie żyje ale Paragon to biedaczek zachorował strasznie. Wczoraj wróciłam z pracy a pieska nie ma, pytam co, gdzie, jak?? Kto u nas był-okzało się że baba za żytem(siewnym) i jakiś wygalancony facet po złom--no a bramka oczywiście nie zamknięta. A psina w podskokach mógł se czmychnąć gdzie chciał. Ale psiak był tak słaby gdy znalazłam go między bukszpanami że uciekać to nie mógł racze, oj nie...Tyle ostatnio było zamieszania tyle spraw różnych...A psinka zachorowała i to poważnie. Owinełam go w frottową szmatkę i jak tyko M z pracy przyjechał razem z córka i małym chorym psem pojechaliśmy do weterynarza. Ale nie wiem co z tego będzie, zanoszę go i ..:
-A co mu jest?
-Jest chory.
-A na co?
-No..nie wiem ma 3 miesiące wymiotuje jest odwodnionyi leci przez łapki..
-A sika jak ?
-Mieszka na dworze, nie wiem .
-No tak no tak, dużo psów teraz choruje..
I tu nastąpiła akcja iniekcyjna- psina dostał tyle zastrzyków że szokuś-pewnie z 11...(w celu nawodnienia organizmu..-zawsze myślałam że to jakaś kroplówka powinna być), potem do pyska napój witaminizujący, po którym pan lekarz natychmiast kazał psa zabrać z leżanki-bo Paragon zaraz zwymiotował owe paskudztwo wzmacniające i najwyżej moja kurtka sie nieco wzmocniła..
Zostałam wezwana do zapisania danych pobrania kasy, stwierdzenia że o ile pies żyć będzie to będzie a o ile zdechnie to wiadomo....
1000 nieszczęść tak wyglądał Paragon, zaciśnięte szczęki zapadnięte oczka brak sił na cokolwiek....
Dopiero sama byłam poważnie zaniemognięta-o szpadlu -podpierając sie nim wracałam z folii bo mi strzykło w kręgosłupie i potem ani stać ani iść ani nic-wiadomo..-a tu nowe kłopoty.
A koń-znaczy kobyłka -nie źrebi się jakoś taka mi nie wygląda na źrebną po terminie już sto lat..może kupiłam ją nieźrebną po prostu.
Lecę do Paragona. Córka ma dziś test kompetencji mały z tej okazji ma wolne, a nwet i mi w drukarni dali wolne bo przestoje takie że co trzy dni jakaś większa robota sie trafia. Mam jechać do Wa-wy z tym, moim kgosłupem ale póki co Paragonka trzeba leczyć...o ile to jeszcze możliwe..


Komentarze
Pokaż komentarze