Śnieg na noski,śnieg na czapki a mróz mrozi nasze łapki :)
Jeszcze jak mrozi!! Poniżej dziesięciu, zamarzła mi woda w szlaufie-i musze wiadrami dla konizny( Promilka i Pasterki)nosić, krowom zresztą też! Ale w tym roku i tak delikatnie i to dopiero 2 dzień takich mrozów!
Synkowi marzną też łapki bo do przeszkola co rano gnać musimy-a ostatnio nawet na saneczkach-trzeba wykorzystać ten śnieg bo nie wiadomo jak długo się nazimi ta zima i ta aura cała biała:) No bo te łapki mu marzną chociaż ma rękawiczki ponieważ Hasek (nasz foksterierkowy kundelek) tegoroczny szczeniaczek wygryzł mu dziurki w rękawiczkach-nie jedną i nie dwie ale z 10..ma ząbki jak igiełki, gryzie wszystko pasjami , do budy zwłóczy stare pudełka, rogi sąsiadowej kozy (cóż święta-jesć coś trzeba) i moje gumowce-to po prostu numer jeden, zostawiam je na ganku i co rano mam problem bo jednego nie ma -no czasem dwóch(zerknę do jabłek na szarlotkę bo znów przypalę ...-no juz prawie dobre-mniam, mam już babkę cytrynową i placka żywieckiego). Dostał już wciry tym gumowcem ale z uporem maniaka go wciąż atakuje-no lubi najzwyczajniej buty, jak dopadł domowego kapcia(mojego) to zostało po nim tylko różowe wspomnienie i kilka strzępęk!
Dziś obdzwoniłam pół znajomych , miałam kilka dni temu wysłąć kartki bo byłam przekonana, że mam ich całkiem spory zapas z tamtego roku(takie swojsko robione z kolorowych kartoników i dziurkaczy w kształcie choinki czy jelenia-no moze renifera?, no i miałam mieć ale okazało się, że mam ale wielkanocne..potem miałam robić i się nie zrobiło i koniec końców dzwoniłam i gadałam, gadałam-świątecznie i plackowo i karpiowo i śledziowo-całkiem też serdecznie i radośnie-jak na święta przystało.
Jeszcze 2 dni temu nie mieliśmy choinki-mąż sie zbuntował , powiedział że ja siedzę w domu i do leśniczego mogę pojechac i kupić..Prawdę mówiąc zeźliłam się bo faceci powinni załatwiac choinki na świeta! A w dodatku-pojedziesz sobie..-ta pojadę jak zmieniona skrzynia biegów i biegi już nie chodzą po H tylko inaczej bo biegów więcej-masakra jakaś, na dodatek na przeciwko piątki jest wsteczny i wchodzi lekko-a wiadomo, że jak lekko to łatwo popsuć ino zgrzyt będzie! Ale ten śnieg...no spadł sobie tak z nienacka bielutki i aż wierzyć mi się nie chciało, że przetrwa z pół dnia. Po dziecko do szkoły pognałam z sankami-i od razu poszliśmy po choinkę do leśniczego. Leśniczówka pod lasem kawał drogi a zawieja sie robi na całego mały na saneczkach albo trochę na nogach, śpiewaliśmy piosenki o śniegiu i rzucaliśmy sie śnieżkami-śnieg był mokry więc dobrze to działało! Synek chciał taką 3,5 metrową i za nic nie dawał sie przekonać, że za duża, że będzie jak w tamtym roku( maż upitolił czub -zamiast kawałek dołu-wiadomo łatwiej-i w efekcie był najpierw krzak...brrrr-a potem na atak mojej histerii dosztukował czub na jakąs taśmę srebrną z biedronki czy inne coś!). Koniec końców udało sie jakoś- i do domu wróciliśmy z piękną choinką , schowałam w składziku, przyjechał z pracy on i mówi -byłem u leśniczego-zmroziło mnie-ale jak wybierałem to powiedział, że chyba była moja żona z synkiem- tak tak rozgarniety leśniczy -bo mielibyśmy dwie choinki-haha-jedną do pokoju drugą do kuchni albo np dla babci. Drzewko musi czekać do Wigilii bo my zawsze wtedy ubieramy-dzieci i mąż ja pichcę wieczerzę choć co roku wychodzi tego tyle...rodzina sie zjeżdza ale mimo wszystko jakoś przesadnie się gotuje-i zawsze: w przyszłym roku to zrobimy mniej-no i tak co roku!
Święta jak szalone w tym roku się zbilżają i nie zważają że kafemat-(kawiarka)-popsuła mi się i nie mam mojego paliwa napędowego,że w piecyku poszła grzałka i trzeba na fula nastawiac górną żeby coś upiec...
Na horyzoncie za pastwiskami pojawiła się nowa rzecz...grzebali grzebali w poszukiwaniu tego gazu łupkowego i w sąsiedniej wiosce powstał maszt , jest oświetlony kolorowymi światłami i wieczorem jak tak mu sie przyjżeć to trochę jak choinka...taka metalowa, nowoczesna-co z tego wyniknie? Pytam siebie i nie wiem co o tym myśleć, na razie drogą mkneło dużo tirów z betonowymi płytami i częściami masztu do wiercenia, a ludziom w domach skaczą wersalki i drżą szyby, moje konie już przywykły-kulą tylko uszy i nawet nie uciekają za bardzo.
Wysypię sikorkom i wróblom miarkę owsa-jak i konikom-i czas dalej pichcić świąteczne specjały-i muszę uważać na garnki!!!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)