W tańczących drobinkach szronu przeglądało się rano słońce. Bardzo mocne-ma siłę, bardzo mocno grzeje-to czuje się w domu, za szybką w aucie ale gdy mróz jest taki jak dziś to jednak wypada blado. Z drzew osypywał sie szron, mróz tysiącami roziskrzonych lśnień dodawał uroku- i tylko zimno aż palce grabieją i odmawiają posłuszeństwa-a ja z wiaderkami do zwierząt...
Koty trzymam jak najwięcej w domu bo i pchają się do drzwi balkonowych i pukają w szybkę-nie można odmówić szczególnie Kocusiowi-Płaczusiowi. Psom wymościłam w budach dobrze słomą a małemu Haskowi dałam polarowy kocyk (jakiś z niemowlęctwa mniejszej mojej latorośli), który to wyciąga przy każdej okazji a ja z uporem maniaka wpycham go z powrotem do budy. Hasek ponadto roprawił sie z różami babci-no i z rododendronami,ona bardzo starannie okręciła je starymi swetrami i kawałkami włókniny, a Hasio uważał to za super wyzwanie!! Porozkręcął wszystkie chochoły pougryzał sznurki co nie mógł wydrapał, babcia rano wstała i dostała nerwicy i parę chodaków poleciało za Haskiem! On uwielbia psocić-może nie tak jak kiedyś nasze pieski Rajmund czy Brek one z kwiatkami w pysku przychodziły z ogródka-co było dla mnie urocze a babcię przyprawiało o atak histerii!
Co do psów są więc zaopatrzone jako tako na mrozy ponadto dostają dodatkowo regenerujący dodatek -czyli gotuję im dodatkowo ciepła zupkę -i kotom też zresztą bo na taki ziąb trzeba dodatkowej energii.
Krowom musiałam poutykać wszytkie dziury w oborze-do tej pory uważałm że to doskonały wywietrznik . Tak było gdy temperatura w nocy spadała do -5 ale teraz nie jest już tak lajtowo. Zauważyłam że gdy ma być naprawdę zimno krowy odmawiają picia wody-to znaczy napiją się odrobinę ale nie tak normalnie tylko ciut dla zasady.
Pani K. ma 2 świnki dzwoniła do babci i rozpaczała, że umarzną jej , że mróz taki, babcia doradziłą jej żeby zrobiłą im sweterki-świnki są dwie więc pani K. powiedziąła że jak by była jedna to może a tak jedna drugiej ściągnie:) Babcia ostatecznie doradziła 3 wiązki słomy i po sprawie, dziki w lesie, sarny, bażanty, zające i cała ta menażeria też jakoś muszą sobie dać radę-to i świnki w chlewiku przetrwają-aż tak zimno przecież nie jest. Na razie nie ma -30..choć wszystko jeszcze przed nami...
Koniki mają się dobrze, wypuszaczane na dwór codziennie, futro tylko jakby trochę mocniej stoi na nich-takie nastroszone, ale i wróble a nawet nasz bażant( wtym roku jest tylko jeden i to Pan bażant) nastroszony i przez to wydaje sie większy (izolacja przed chłodem). Dziś nawet sójkę złodziejkę widziałm na dereniu-przyleciała do okna i stroszyła piórka (błękitny jest prześliczny na tym jej kubraczku!!).. oczywiście otworzyłam balkon i wyrzuciłam kilka usłych pokruszonych chlebków i trochę swarków pozostałych z wczoraj...lubi skwarki sója bardzo lubi to było widać!!
Boli mnie serce-z przyczyn gazowych...W gminie już jedna wiertnia, ponadto szykują się puścić tu również rurę z ropą-rurociąg ropowy... Było czysto było dobrze...nic tu nie mieliśmy trochę lasków , trochę podmokłych łąk..nic specjalnego.To był mój kawałek świata . A teraz gaz łupkowy-syf totalny się szykuje, a teraz ropa w rurze....matko i córko jak teraz tu żyć...?Sprzedam gospodarstwo i wyniosę się w bieszczady...albo będę walczyć!
hej nie tak gromko jak zwykle ale jednak-hej
Wasza Chmielka


Komentarze
Pokaż komentarze (2)