Próbowałam kilka razy wkleić zdjęcia ale mi wywalało, wiec na razie coś napiszę skoro obrazów wkleić się nie da. Jak już się da to zobaczycie psie leżenie bykiem i mojego dobrego znajomego Bakusia któremu jestem winna marchewki za wspaniałe jazdy! Baki nie jest moim konikiem tylko Pani u której uczę się jazdy konnej, to dobry koń, bardzo wyczulony na każdy gest i nawet mały niuans jeźdźca, jest mądry i nie gwałtowny-w sam raz dla takich chmielek-raptusek jak ja:)
Już otrząsnełam sie ciut po niemiłych sprawach. Na dworze zimno i nadal buro-ale już się cieszę bo agrest wypuścił już malutkie listki, bo bzy maja pąki jakby miały zaraz wystrzelić z nich liście, forsycje nie zakwitną w tym roku-kwiatki przemarzły-ale to nic-będzie i tak biało na sadku wśród moich jabłonek grusz śliw i wiśni...
Na parapetach mam już las z pomidorów i papryk, ogórki po części mi jednak zmarzły-te które wyniosłam do folii a nie przykryłam włókniną. Bawełna jednak wzeszła i rośnie- też trzymam ją w domu, do świąt chyba jeszcze nie powynoszę reszty moich zielonych bazylii tymianków i selerów, szkoda żeby im sie coś stało-bo potem od nowa siać i podlewać trzeba by było.
Na dereniu za moim oknem -wiszą kropelki wody, pełno jej też mam w piwnicy . Wczoraj i przedwczoraj taki śnieg walił, rano można było bałwana lepić , wszystkie drzewa i krzewy poobklejane śniegiem-uginały sie pod tym ciężarem i dopiero słońce uwolniło je od tej lodowo-śnieżnej męki! U nas prozaicznie poszedł drut(nie było prądu) chyba od tego śniegu właśnie i lodówka mi popłyneła!-ale to nawet dobrze wymytą mam całą i gotową na mięskowe zapasy!
Mama dokarmia sikoreczki-dalej pasie ich ziarnami słonecznika-przylatują na parapet i cieszą nasze oczy swoimi ładnymi kubraczkami (zwykłe oliwkowe i modraczki z pieknymi błękitnymi czubkami-jak kapelusikami). Do stołówki są z rana kolejki i świetnie jest obserwować jak po kolei zlatują się do jadła i jak zwinnie i elganckie są przy tej czynności. A Kot Czarownicy (młody kocurek) jak jest w domu dostaje przysłowiowego oczopląsu i szmyrgla ,próbuje łapać je przez szybę, całe ranki babcia go strofuje i poucza że w domu ma być grzeczny-a on właściwie ciagle coś broi i nie usiedzi minuty na tyłku. Stary Kocuś to co innego on pan i władca kanapy z wyższością patrzy na te harce Czarnusia i z lubościa oddaje sie drzemce..
Po niebie lecą na łeb na szyję chmury-jak w jesieni, tyle tej szarości i burości za oknem-wszystko w kolorach moich koników, ale jeszcze tydzień i będzie tej najpiękniejszej świeżej zieleni moc..I robota w polu sie zacznie na serio-ale to po świętach, ten tydzien rezerwuje na babki i mazurki, mały juz od tygodnia jeczy że mają być 2 babki cytrynowe-jego ulubione. Tak , tak czas zacząć mielić orzechy i szykować inne bakalie:)
Pozdrawiam Was
chmielka


Komentarze
Pokaż komentarze (3)