67 obserwujących
69 notek
438k odsłon
  1060   0

Czerwony ulubieniec Białego Domu

Kreml dyktował chińskim towarzyszom jak zdobyć władzę.

Droga była pokrętna. Najpierw przymierze z nacjonalistami. Potem komuna w Kantonie, gdzie komunistyczna rewolucja po raz pierwszy rozbiła tradycyjne społeczeństwo w Chinach – znaczący eksperyment. Połała się krew, rżnięto tradycyjne elity, „panów,” „krwiopijców.” To w Kantonie Mao odkrył podnietę sadyzmu. „Wrogów ludu” zarzynano publicznie nożami. Jak przyznał sam w 1927 r., „to był rodzaj ekstazy jakiej nigdy przedtem nie doświadczyłem” (s. 42). Również tam odkrył, że dobrą formą kontroli totalnej jest regulacja stosunków seksualnych. Zakazał ich przeciętnym towarzyszom, a pozwalał dogadzać sobie nomenklaturze. (Potem te zakazy wprowadzono dla całej ludności, a dotyczyło to również masturbacji -- s. 332-33).

 

Mao i Nixon

 

Chiński przywódca komunistyczny był też pionierem w dziedzinie rewolucyjnej odpowiedzialności zbiorowej. Nie chodzi tutaj li tylko o wyrzynanie całych rodzin „panów.” Chodziło o to aby jak najwięcej ludzi wmieszać w czerwone zbrodnie. „Mao nie wymyślił publicznych egzekucji, ale dodał do tej strasznej tradycji nowoczesny wymiar: zorganizowane masówki. W ten sposób spowodował, że zabijanie stało się obowiązkowym spektaklem dla dużej części ludności. Przymuszał wszystkich do stawienia się w formie tłumu, który nie miał możliwości ucieczki z miejsca egzekucji; przymuszał ich do przyglądania się zabijaniu w ten krwawy i przewlekły sposób, gdy ofiary ryczyły z bólu. To wszystko paraliżowało strachem przyglądających się zbrodni” (s. 54). (Niemieccy narodowi socjaliści nauczyli się tej metody od komunistów, jak pokazuje, e.g., sprawa Jedwabnego). Nawet przymuszano aby dzieci biły „małych paniczyków”. Nagminnie stosowano tortury, na przykład w grudniu 1930 r. w Szanghaju komuniści torturowali i zamordowali 4 000 „panów.” Czasami grzebano nieszczęśników żywcem. W Futian ujęto również żony „wrogów ludu”. Zerwano z nich ubrania, następnie „ich ciała, a szczególnie ich pochwy, zostały podpalone pochodniami, a ich piersi zostały obcięte małymi nożami” (s. 93). W ten sposób w ciągu kilku lat (1931-1935) tzw. „Czerwone Dżiangksi,” pierwszy matecznik komunistów, wykazał spadek ludności o 20% co znaczyło  kilka milionów ofiar (s. 109). Trudno się dziwić. Mao przecież oświadczył, że „władza wyrasta z lufy karabinu” (s. 50).

Był pionierem w latach dwudziestych i trzydziestych strategii i taktyki chińskiego komunizmu. Narzucił on go Chinom na wielką skalę podczas Wielkiego Marszu (który wyzyskał do potężnej czystki wśród własnych towarzyszy), w okresie II wojny światowej (gdy głównie walczył przeciw nacjonalistom, a unikał Japończyków), a szczególnie po zdobyciu władzy w 1949 r. (co osiągnął do dużego stopnia dzięki amerykańskiej indolencji i sowieckiej pomocy).

           Od razu przystąpiono do masakry starych elit. Zginęło przynajmniej 3 miliony ludzi, a miliony zapełniły Laogai – chiński Gułag (który pochłonie w sumie około 27 milionów ofiar, s. 324-25). Potem kontynuowano rzezie innych „wrogów ludu”, a w tym i czystki wewnątrzpartyjne w takt hasła „Niech rozkwitnie tysiąc kwiatów!”. W ramach dehumanizacji Mao chciał zastąpić ludzkie imiona numerami. Szalało donosicielstwo i terror komitetów blokowych i wioskowych. Katolików prześladowano na przykład na podstawie oskarżeń o „kanibalizm” („Oto ciało moje”). Największe żniwo śmierci przyniosła przymusowa kolektywizacja i „Wielki Skok Naprzód”: 38 milionów ofiar. Tylko w 1960 r. „22 miliony ludzi zmarły z głodu.” Mao dialektycznie skomentował 9 grudnia 1958 r.: „Śmierć przynosi korzyści... [Ciała chłopów] mogą użyźnić glebę” (s. 434, 438-39, 452). Potem zabijano i prześladowano w ramach „rewolucji kulturalnej.” Prześladowania dotknęły 100 milionów osób, z czego zginęło 3 miliony (s. 547). Tymczasem enigmatycznie uśmiechający się Mao błogosławił tym przedsięwzięciom i dalej uśmiecha się do nas na Placu Niebiańskiego Spokoju. Jego kult nadal legitymizuje komunę w Chinach. Nadal też imponuje wielu ludziom na Zachodzie.

           Czy może dlatego, że miał czarujące maniery? „Mogę dużo jeść i dużo srać,” napisał w liście do towarzysza (s. 73). Zresztą „plagą życia Mao było zatwardzenie – i obsesja defekacji” (s. 34). Z higieną też było u Mao na bakier. Choć uwielbiał pływać dla zdrowia, nie używał wanny ani nie brał pryszniców przez 27 lat. Nie lubił też myć zębów. Straszył wszystkich czarnymi pieńkami zepsutych zębów, co zauważył nawet Richard Nixon. I – zgodnie z postępowym savoir vivre – Mao ewoluował w stronę pedofilii. U szczytu władzy otaczał go harem nieletnich dziewczynek. W ogóle żył w wielkim stylu. Wręcz wzorował się na chińskich cesarzach. Naturalnie było to wzorowanie się tylko do takiego stopnia do jakiego zdolny jest nieobyty cham. Ale od samego początku miał najlepsze jedzenie, najmłodsze konkubiny, najwygodniejsze kwatery, najprzedniejsze ubrania i najwygodniejszy transport (e.g., „w czasie Długiego Marszu podróżowałem sobie leżąc w lektyce. No wiec co robiłem? Czytałem dużo,” s. 139). Naturalnie o tych sprawach dziś w Chinach nikt nie wie. „Historia została przepisana i często postawiona na głowie” (s. 269).

Chang i Halliday z powodzeniem przebili się przez hagiograficzną mgłę czerwonych biografów oraz pro-komunistyczne apologie zachodnich sympatyków, czy też liberalne wygibasy relatywizujące potworności chińskiej komuny. Na przykład, Simon de Beavoir, s. 460, chwaliła rzekome unikanie przemocy u Mao (s. 460), a jej kochanek Jean-Paul Sartre jednocześnie podziwiał „rewolucyjną przemoc” Mao jako „głęboko moralną” (s. 571). W tym sensie praca Mao: The Unknown Story jest bardzo cennym uzupełnieniem empirycznej nauki i konserwatywnej publicystyki.

Praca powstała w oparciu o wciąż niedostępne źródła, w tym dokumenty regionalne, wspomnienia, oraz wywiady ze świadkami. W trakcie zbierania materiałów władze komunistyczne nabrały podejrzeń, że Chang i Halliday sa zdecydowanie inni niz  Anita Dunn i zaczęły piętrzyć kłopoty, aby następnie zupełnie zabronić badań i wstawić pracę autorów na indeks ksiąg zakazanych. Ale mimo tego ukazała się!

 

 

 

Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura