66 obserwujących
69 notek
437k odsłon
  959   0

Polska - nacjonalizm wyobrażony (dokończenie)

Jest to dokończenie mojego eseju polemicznego z książką Briana Portera na temat genezy polskiego poczucia narodowego : "Gdy nacjonalizm zaczął nienawidzieć" Książka nie ukazała się dotąd po polsku. Część pierwsza i druga - patrz poprzednie dwa  wpisy. 

(Cz. III, dokonczenie)

 

 

Cz. III (ostatnia)

Publicystyka narodowców dotycząca esencji polskości, jak również innych ważnych kwestii, była szalenie niekonsekwentna, eklektyczna. Czasami wyglądało na to, że w sprawach definicji podstawowych kwestii ideowych oraz najważniejszych zjawisk – tak jak naród czy honor – wśród endeków szalała eklektyka. Porter dostrzega to, lecz zjawiska te ignoruje argumentując o rzekomej nadrzędności “walki o przetrwanie” w retoryce endeckiej. Porter potrafi więc odnotować rozmaite przykłady pluralizmu w praktyce, jeśli nie teorii endecji, lecz upiera się w ultraredukcjonistyczny sposób, że jedyną siłą, która zespajała narodowców była “nienawiść…, która usprawiedliwiała wszystko.”[1] Stąd endecy popierali polski kolonializm, imperializm, oraz inne formy agresji: przeciw Żydom, Ukraińcom, oraz wszystkim innym.

Po prostu Porter upiera się przy preferowanym przez siebie modelu metodologicznym, mimo jego widocznych niespójności logicznych. Wypada poświęcić też kilka innych szczegółowych uwag innym mankamentom Gdy nacjonalizm zaczął nienawidzieć. Na przykład, autor tłumaczy, że „protestancki” punkt widzenia oznaczał „antyklerykalizm.”[2] W polskim, XIX wiecznym kontekście „protestancki” punkt widzenia to nie antyklerykalizm, a raczej poparcie dla rewolucji zapoczątkowanej przez Lutra, którego spadkobiercy od XVI wieku mieli na celu zniszczenie Kościoła Katolickiego. Poza tym przed Vaticanum II bardzo trudno było odróżnić antyklerykalizm od antykatolicyzmu bowiem Papieże uczyli, że nie ma zbawienia poza Kościołem. Ergo, każdy atak na Kościół był traktowany jako potencjalnie anty-katolicki, a nie po prostu antyklerykalny.

Następnie, opisując strajk i pogrom w Żyrardowie w kwietniu 1883 r. Porter nadmienia o “fascynującym nakładaniu się czynników płci, klasy, narodu i rasy.”[3] Stosowanie do mniejszości żydowskiej miana “rasy” jest nietrafne. Wystarczy porównać cechy antropologiczne Żydów skandynawskich z afrykańskimi falasze czy chińskimi potomkami krypro-judaistów. Dużo celniej jest chyba odnosić się do żydowskości jako zadeklarowanej przynależności do świata pewnych norm kulturowych. Zresztą czasami autor to czyni, odnosząc się do “Żyda” jako kulturowo “Innego”. Poza tym dziwne jest, że Porter głębiej nie ustosunkował się do pogromu antyżydowski, który zaczął się spontanicznie od strajku wywołanego przez żyrardowskie kobiety, chrześcijanki, potencjalne Polki. Jak wydarzenie to pasuje do modelu prześladowanego „Innego”? Czy wyzyskiwane przez „obcy” kapitał kobiety były ofiarami, mimo, że brały udział w pogromie? A może fakt nawet potencjalnej przynależności do „polskości” dyskwalifikuje kobiety z kategorii „Innego” czy też „ofiary”?

Pisząc o proponowanej przez pozytywistów asymilacji Żydów, Porter patronizująco stwierdza: “utopia ta przypominała dużo bardziej ich własny świat niż społeczność żydowską, lecz prymat uniwersalizmu był ważnym elementem, mimo, że jego substancja oparta była na europejskich i chrześcijańskich normach [podkreślenie MJCh].”[4] Autor zdaje się zpominać, że “europejskie i chrześcijańskie” normy są głównym źródłem tolerancji, uniwersalizmu i pluralizmu na świecie – nawet w jego obecnej zsekularyzowanej formie.

Dziwią niektóre sztuczki retoryczne autora. Porter pisze: “w sumie Narodowi Demokraci nie kochali Polski tak bardzo jak nienawidzili jej wrogów. Ich patriotyzm obarczony był nie tylko przesłaniem antagonizmu międzynarodowego – był właściwie zdefiniowany przez nienawiść.”[5] To pasuje do publicystyki, a nie pracy naukowej. No bo jakby autor zareagował na następujące zdanie: „w sumie międzynarodowi socjaliści nie kochali ludzkości tak bardzo jak nienawidzili jej wrogów. Ich socjalizm obarczony był nie tylko przesłaniem antagonizmu klasowego – był właściwie zdefiniowany przez nienawiść.” Prawda?

Irytujące są anachronizmy w odniesieniu do nazw własnych. Dlaczego w angielskojęzycznej pracy pisać o Wilnie w 1863 r. jako Vilnius? Przecież było to miasto polskie oraz do mniejszego stopnia żydowskie. Podobnie sprawa się ma ze Lwowem. Czy Porter napisał by w swojej książce o mieście niemieckim Breslau jako Wrocław? Wątpliwe. Dziwactwem też jest używać takich nazw wymiennie, chyba, że cytuje się dokumenty z tamtego okresu.[6]

 

          W dyskusji polskiego “kolonializmu” na Kresach Wschodnich Porter zapomina o polskim osadnictwie na Ukrainie, Rusi Białej i Litwie trwającym kilkaset lat. Zapomina też o tym, że wiele lokalnych rodów bojarskich dokonało wyboru: spolonizowało się, stało się częścią polskiej elity. Czy moi przodkowie, którzy od zawsze siedzieli w okolicach Mścisławia byli kolonizatorami tylko dlatego, że w XVI wieku z prawosławia przeszli na katolicyzm? Poza tym nietrafne wydaje się stwierdzenie Portera, że Polacy chcieli traktować Ukraińców jak “amerykańskich Indian”.[7] Chyba raczej – jeśli wogóle i in extremis – jak Anglicy Irlandczyków: zakooptować elitę, a resztę permanentnie schłopić, oraz spolonizować, pozbawiając języka ojczystego. W Polsce aż do przejęcia władzy przez komunistów Ukraińców nikt nie chciał masowo mordować ani deportować.

Porter twierdzi, że Wędrówki umysłowe Henryka hr. Rzewuskiego są “w większości splagiatowane bezpośrednio od de Maistre.”[8] Nie można zaprzeczyć wielkiego wpływu Joseph’a de Maistre’a na hr. Rzewuskiego. Ale do zarzut plagiatu powinien odnieść się Jacek Bartyzel.

A co z szerszym kontekstem? Porter zaledwie kilka stron poświęcił terrorowi zaborców w stosunku do polskich patriotów. Konfiskaty, egzekucje, wywózki, wynarodawnianie były polską rzeczywistością od 1772 r. Czyżby byt nie kształtował świadomości? Przecież człowiek zwykle uczy się z doświadczenia. Dotyczy to i endeków. Jaki wpływ miał terror na ofiary i ich spadkobierców?

Jaką alternatywę do nacjonalizmu endecji maluje Porter? Autor zaledwie nadmienił, że istniał alternatywny nacjonalizm polski. Prawie zupełnie ignoruje on asymilacyjny narodowy socjalizm Józefa Piłsudskiego i jego towarzyszy. Czy można sobie wyobrazić jednak polski nacjonalizm (i.e., masową mobilizację) bez telosu postępu ale również bez nienawiści do „Innego”? Z telosem chrześcijańskim, na przykład? Dla Portera takie pytania nie istnieją.

Właściwie całkowicie autor pominął też kwestię łagodzącego wpływu chrześcijaństwa i instytucjonalno-personalnych związków z Kościołem Katolickim na neo-pogańskie zapędy wczesnej endecji. Na przykład autor dostrzegł rozterki Stanisława Kozickiego rozrywanego między nacjonalizmem a chrześcijaństwem ale nie potrafił się do nich odpowiednio odnieść. Fałszywie stwierdził tylko, że Zygmunt Balicki “rozwiązał ten dylemat” swoją pracą Egoizm narodowy wobec etyki.[9] Ignorowanie kontekstu chrześcjańskiego jest niedopuszczalne u badacza intelektualnej historii Polski i Polaków.

A co z ludem polskim? Czy katolicyzm wpłynął na rozwój świadomości narodowej chłopstwa? Jak miało się to do przesłania endecji? Czy przesłanie to obecne było w powstającym współcześnie ruchu ludowym? Czy może wiara chrześcijańska również odzwierciedlała fałszywą świadomość mas?

Porter prawie zupełnie zignorował potrzebę opisania społeczności żydowskiej. Pominął szczególnie stosunki wewnętrzne tej mniejszości jak również nastawienie do chrześcjańskiego otoczenia przez rozmaite środowiska żydowskie. Brakuje też bardzo porównania nacjonalizmu endecji z innymi współczesnymi nacjonalizmami w Europie. Ponadto nie jest jasne dlaczego autor ograniczył się głównie do lewicowych autorytetów jako do interpretatorów historii Polski, a w tym do stalinisty R.F. Leslie’go.

Dziwi również bardzo, że Porter okazał się niekonsekwentny w swojej metodologii. Nie zastosował swego ulubionego modelu „Innego” do endeków. Przecież oni też byli ofiarami. Możemy twierdzić, że żarłoczność ich retoryki na przełomie wieków XIX i XX odzwierciedlała przecież beznadziejność położenia społeczeństwa polskiego, które padło ofiarą kolonizujących Polskę zaborców. Przecież wszystkie inne metody walki: od mistycyzmu romantycznych uniesień aż do pracy organicznej Polacy już byli wypróbowali. „Walka o przetrwanie” stała się jeszcze jedną metodą w długiej batalii o wolność. Czyż w samoobronie ofiary czasami nie naśladują katów? Endecy jako rozpaczliwie broniące się ofiary, jako „Inny” – można nawet porównać ich do bojowych Afro-Amerykańskich współpracowników radykalnych abolicjonistów. A że Endecy zaprzeczali, że byli ofiarami?[10] Toż to przecież kliniczny przykład samookłamywania się, fałszywej świadomości. Aż się prosi aby do tego konstruktu zastosować post-modernistyczny model foucaultowski. Wtedy w kontekście retoryki antyżydowskiej można dyskutować o sprzeczność zderzenia endeckiego „Innego” z żydowskim „Innym”: oba odzwierciedlenia „Innego” jako ofiary kolonializmu, kapitalizmu, patriarchatu i innych przypadłości nowoczesności, reagujące fałszywą świadomością nacjonalistyczną, rezygnującą z telosu postępu – przynajmniej w wypadku endeckim oraz części prawicy syjonistycznej żydowskiej (i.e., syjonistów-rewizjonistów). Można partykularyzować, pochylając się z troską nad losem polskich kobiet, nadsłuchując głosu prześladowanych dzieci, podążając samotnymi szlakami księży-narodowców, czy rabinów ortodoksyjnych. Możliwości są niewyczerpalne. Trzeba tylko chcieć wznieść się poza preferowaną przez Portera ograniczoną aplikację „Innego”, trzeba ją zuniwersalizować, trzeba być otwartym.

W końcu widzimy, że to intelektualna metodologia Portera okazała się największą przeszkodą w kompleksowym pokazaniu tematyki nacjonalizmu endeckiego. Opierając się niewolniczo na Foucaultowskiej wizji świata, autor związał sobie ręce tak jak wcześniej czynili to naukowcy sparaliżowani rzekomą potęgą intelektualną marksistowskiej dialektyki. Mimo dotarcia do większości ważnych źródeł Porter po prostu nie dał sobie rady z tematem. Nie udało się autorowi wyczerpująco udowodnić tezy o tym, że endecki nacjonalizm był po prostu przypadkiem intelektualnej samospełniającej się przepowiedni (self-fulfilling prophecy).

Odruchowe dostosowanie się do mód intelektualnych u inteligentnego przecież naukowca może dziwić. Przecież odrzucając badawczą eklektykę, sami zakładamy na siebie metodologiczny kaftan bezpieczeństwa. Dostosowanie się do obowiązujących lewicowych wizji rzeczywistości powoduje, że nasze tezy i wnioski są przewidywalnie zdyscyplinowane. Hierarchie są złe (oprócz tych tworzonych przez liberalno-lewicowych profesorów). “Inny” jest prześladowany. “Nacjonalizm” to nienawiść. Socjalistyczni rewolucjoniści chcieli dobrze, mimo, że na razie im nie wyszło. Aby dojść do takich wniosków nie trzeba badać w archiwach. Wystarczy nie spać na wykładach w amerykańskich uniwersytetach.

Ale przecież tak nie musi być. Możemy łatwo czerpać z arsenału metodologicznego obecnie obowiązujących form akademickiej ekspresji. Nie musimy jednak maszerować karnie w szeregach politycznej poprawności. Wystarczy porównać projekt Portera z pracą Ewy M. Thompson. Wybitna badaczka ta zachowuje wszelkie metody nowoczesnej gry akademickiej; z powodzeniem stosuje dyskurs post-modernistyczny, post-kolonialny i feministyczny. Zna doskonale argumenty czołowych przedstawicieli tych szkół. Jednak jej przemyślenia są błyskotliwie głębokie i znacznie odbiegają od rządzących amerykańskim życiem intelektualnym stereotypów. I w polskim naturalnie też.[11]

Porter miał potencjał i środki aby zaskoczyć nas w podobny sposób. Nie udało jednak mu się w pełni wyemancypować z obowiązujących, liberalnych norm. Zjawisko to sugeruje, że liberalne środowiska akademickie tworzą system naczyń zamkniętych. Z jednej strony wielość pochwał jakie zebrała praca Portera sugeruje bezkrytyczną samoadorację nieprzemakalnych na idee odbiegające od telosu postępu. Z drugiej strony, wśród chwalących znalazły się grupy solidnych naukowców polonijnych oraz emigracyjnych starszego pokolenia. Wyrażona przez nich aprobata pracy Portera odzwierciedla powszechne pragnienie aby tematy polskie były badane na Zachodzie. Pragnienie to jest tak wielkie, że wybitni specjaliści gotowi są przymknąć oczy na intelektualne dziury w gotowym produkcie. W końcu nie tylko mamy coś o Polsce, ale praca ta odbiega od ekstremistycznej normy interpretacyjnej, który dominuje na Zachodzie, szczególnie w nawiązaniu do polskiego nacjonalizmu. I tylko w tym kontekście możemy zrozumieć dlaczego Adam Michnik uznał swego czasu książkę Portera za “obiektywną.”

 

 

Marek Jan Chodakiewicz

 

_______________________________

Brian Porter, When Nationalism Began to Hate: Imagining Modern Politics in Nineteenth-CenturyPoland(Oxford andNew York:Oxford University Press, 2000).



[1] “For our own purpose, the most important implication of the Endecja’s doctrine of struggle was not that it led to violence (though it certainly could, and later did), but that it helped constitute a vision of the nation based on hatred of all those outside the community and on authority and discipline toward all those whithin. This was the gule that held National Democracy together, the justification for everything else they believed in.” Porter, When Nationalism Began to Hate, 218.

[2] Porter, When Nationalism Began to Hate, 70.

[3] ”“its fascinating intersection of gender, class, nation, and race.” Porter, When Nationalism Began to Hate, 140.

[4] “This utopia resembled their own world much more closely than the Jewish society, but the assertion of universality was significant, even if its substance was grounded in European, Christian norms.” Porter, When Nationalism Began to Hate, 163.

[5] “In the end the National Democrats did not lovePoland as much as they hatedPoland’s enemies. Their patriotism was not merely burdened by a message of international antagonism: it was virtually defined by hate.” Porter, When Nationalism Began to Hate, 212.

[6] Porter, When Nationalism Began to Hate, 81, 176, 190.

[7] Porter, When Nationalism Began to Hate, 187.

[8] “much of which was directly plagiarized from de Maistre.” Porter, When Nationalism Began to Hate, 33.

[9] Porter, When Nationalism Began to Hate, 207.

[10] Porter, When Nationalism Began to Hate, 216.

[11] Ewa M. Thompson, Imperial Knowledge: Russian Literature and Colonialism (Westport,Conn.:Greenwood Press, 2000).Po polsku praca ta ukazała się jako Trubadurzy imperium: Literatura rosyjska i kolonializm (Kraków: Universitas, 2000).


 

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura