67 obserwujących
69 notek
441k odsłon
  289   0

Gruzja, tarcza, strategia


 

 

 

Wojna w Gruzji ujawniła rozmaite uniwersalne mechanizmy, o których wiedza przydałaby się polskim mężom stanu. Przyjrzyjmy się owym zjawiskom.

 

 Wojna wybuchła jako prowokacja. Po kolejnym ostrzale stanowisk gruzińskich z Osecji nadeszła gruzińska odpowiedź i próba siłowego rozwiązania kwestii osetyńskiego separatyzmu.

Tu można spytać Tbilisi: kto zaczyna wojnę bez możliwości jej wygrania? Ktoś infantylny, czy dający się sprowokować? Bowiem odpowiedź Kremla była błyskawiczna: w ciągu 8 godzin gruzińską ekspedycję torpedowała rosyjska pięść pancerna i lotnictwo. Niemożliwe, że zmobilizowano i przerzucono tyle rosyjskiego wojska – pomijając może siły szybkiego reagowania – chyba, że było one na stopie wojennej na długo przed gruzińską ofensywą. Zastanawia też obecność pokaźnej grupy rosyjskich dziennikarzy – około 50 osób – na dwie doby przed wojną w stolicy Południowej Osecji.

Synchronizacja wojny z Olimpiadą w Chinach była wręcz modelowym przykładem sztuki uprawiania polityki. Synchronizacja własnych posunięć z innymi wydarzeniami na skalę światowymi powoduje rozproszenie uwagi opinii publicznej. Osłabia też reakcję adwersarzy innych potęg.

Tak było w czasie inwazji Libanu przez Izrael w 1982 r. (stan wojenny w Polsce) czy w czasie Kryzysu Suezkiego jesienią 1956 r. (sowiecka inwazja na Węgrzech).Inne ciekawe zjawisko podczas wojny w Gruzji to symbolika solidarności. Bałtowie i Ukraińcy jako post-Sowieci oraz Polacy jako jedyna była satelita pokazali solidarność z Gruzją. Brak solidarności ze strony innych byłych satelitów można tłumaczyć kombinacją pragmatyzmu (Czechy) i post-komunizmu (Węgry). Czesi myślą, że można dyskretnie przeczekać. Polacy, że należy symbolicznie dać przykład.

Jak pokazuje historia, chociaż pragmatyczna postawa pozwala ograniczyć ofiary do minimum, ani jedno ani drugie podejście do polityki zagranicznej nie gwarantuje niepodległości, o ile rosyjscy czy niemieccy sąsiedzi zdecydują się na atak.Podkreślmy, że spolegliwość nie jest gwarantem bezpieczeństwa bez imperialnej woli udzielenia takowego. Ale aby ich udzielić, trzeba mieć z kim się dogadać.

Sytuacja wewnętrzna Polski jest dość przejrzysta. Mamy post-komunistyczną agenturę. I występuje brak pragmatycznej partii pro-rosyjskiej, której patriotyzm nie ulegałby wątpliwości (jak np. endeków na początku wieku XX, czy konserwatystów, np. takich jak w Finlandii w latach czterdziestych).

Agentura po prostu wypełnia rozkazy – świadomie czy nieświadomie. Po imperialnym podboju dostaje rozmaite pozycje namiestnikowskie, a nawet – z czasem – autonomię, jak na przykład w PRL po 1956 r.

Bardzo ważnym zjawiskiem w kontekście gruzińskiej wojny jest postawa Uniii Europejskiej. Ujawnił się po raz kolejny brak solidarności ze wschodnimi obrzeżami, brak wewnętrznej jedności. Wielka Brytania zachowała się jak USA, mniejsze kraje jak Hiszpania raczej siedziały cicho. Włochy reklamowały się jako jednoznacznie pro-rosyjskie. Niemcy początkowo były otwarcie pro-moskiewskie, potem dyskretnie popierały Kreml, zdając sobie sprawę, że głośne deklaracje poparcia wywołały fatalne wrażenie na świecie. Francja podobnie filomoskiewska, wymusiła na Gruzji podpisanie kremlowskiego ultimatum pod pozorem zawieszenia broni, a zaraz potem odmówiła zbojkotowania Rosji podczas wspólnych manewrów marynarki wojennej na Pacyfiku.

Tymczasem Stany Zjednoczone robią dla Gruzji niewiele. Na razie są pomruki, gesty, symbole, pomoc humanitarna, oraz minimalna demonstracja wojskowa, głównie marynarki wojennej USA.

Z największych partnerów Gruzji, Izrael zachowuje się jak inne małe kraje. Mimo, że dwóch ministrów, a w tym i minister obrony Gruzji, to Izraelczycy MSZ Izraela naciska MON Izraela o ograniczenie pomocy do Gruzji. Chodzi o ocalenie dużo bardziej lukratywnych kontraktów w Rosji. Tymczasem Turcja stosunkowo najwięcej zrobiła dla Gruzji, przepuszczając przez cieśniny pomoc zagraniczną drogą morską. Życzliwy też jest Azerbejdżan, gdzie wspólnota interesów opiera się głównie na ropie oraz strachu przed powrotem post-Sowiecji.

 Bardzo ważnym zjawiskiem w wojnie w Gruzji odgrywała propaganda. Moskwa podkreślała analogię z należącym do niedawna do Serbii Kosowem. W tym kontekście Kreml natychmiast ogłosił wyzwolenie i pomoc prześladowanym mniejszościom: Osetyńcom i Abchazom. To stary schemat. W Polsce w 1939 r. Moskwa zredukowała przecież swoją agresję do „udzielenia internacjonalistycznej pomocy” bratnim Ukraińcom i Białorusom. Część opinii publicznej na Zachodzie kupiła to zarówno w 1939 jak i teraz. Dlaczego? Dlatego, że niewiele wiedzą o tej części świata. I nie należy wydziwiać nad ich naiwnością, bo przecież Zachód nie płaci za to wielkiej ceny. Odwrotnie niż Polska i inne kraje między Niemcami a Rosją.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale