Rozmowa z prof. Markiem Chodakiewiczem, historykiem i dziekanem waszyngtońskiego The Institute of World Politics, stałym publicystą NCZ! rozmawia Marta Ziarnik (Nasz Dziennik)
Sytuacja dramatycznie się zmieniła od końca sierpnia. Wyglądało, że zwycięstwo Demokratów jest pewne. Teraz Republikanie mają dużą szansę.
Trudno zgadnąć. Na razie wygląda na to, że tandem McCain-Palin jest na fali, a Obama-Biden - traci. Wprawdzie Obama nadal jest gwiazdorem, ale traci swój blask, ponieważ pojawiła się nowa wschodząca gwiazda: Sarah Palin. Należy spodziewać się wzrostu fascynacji panią gubernator Alaski. W pewnym sensie mamy do czynienia z powtórką mechanizmów, które napędzały popularność Obamy, gdy wypłynął na scenie politycznej na poziomie narodowym około 19 miesięcy temu.
Ogólnie lud jest znużony starymi problemami i starym układem rzeczy, czyli porządkiem prezydenta Busha. Dlatego zachwycał się gwiazdorem, któremu na imię Barack Obama - obiecującym “zmianę”. Ten zachwyt nakręcała też liberalna i lewicowa elita medialna. Dla wielu było jednak jasne, że Obama nie ma wystarczającego doświadczenia politycznego. Ciążą mu rozmaite lewackie koneksje. Dlatego podsunięto mu Joego Bidena, starego wyjadacza z Waszyngtonu. Teraz “zmiana” ma mieć solidnego pilota, który pomoże kapitanowi Obamie. Tymczasem John McCain był przedstawiany przez przeciwników jako kandydat z serii “wszystko po staremu” (business as usual). Co gorsza, miał też kłopoty ze zdobyciem poparcia konserwatystów. Ze względu na osobiste preferencje i pozycję społeczną, jaką mu daje fortuna jego żony, McCain zalicza się do niezależnych, czyli jest bardziej liberalny w wielu sprawach, na przykład aborcji, niż mogłoby to się podobać konserwatystom. Poza tym uchodzi za członka waszyngtońskiego establishmentu od wielu lat. A to oznacza - według “postępowego” stereotypu - że jest z “układu starych chłopaków” (old boys network) i że - w związku z tym - nienawidzi kobiet i mniejszości. Stąd wybrał konserwatywną dziewczynę z zewnątrz. Tym jednym genialnym posunięciem odrzucił stereotyp mizoginisty. Pokazał, że jest gotowy do zmian i wprowadził straszliwe zamieszanie w szeregach demokratycznych.
Wybór Palin był wręcz genialną decyzją z punktu widzenia taktycznego. Jest ona konserwatystką w sprawach obyczajowych - szczególnie jeśli chodzi o aborcję i sprawy homoseksualistów. Jest libertariańska w sensie unikania nadmiernej ingerencji państwa. Jest zwolenniczką prawa obywatela do samoobrony - czyli do posiadania broni dla ochrony przed bandytami oraz w celach sportowych. Jest matką, co cieszy konserwatystów i wiele kobiet. Jest też kobietą startującą w wyborach do jednego z najwyższych urzędów w kraju, a więc znów wywołuje entuzjazm u elektoratu kobiecego i zamyka paszcze - do pewnego stopnia - szczekaczkom lewackim, że McCain jest “antykobiecy”. Palin jest też bardzo fotogeniczna, medialna, sympatyczna i przyjemna. W końcu - co najważniejsze - McCain, wybierając Palin, pokazał, że u władzy jest miejsce dla osób młodych i niedoświadczonych, ale na stanowisku zastępcy, nie zaś szefa.
Sarah Palin jest małomiasteczkową matką pięciorga dzieci, która swoje ostrogi zdobyła w samorządzie lokalnym. Jest osobą prawie całkowicie spoza układu i zbyt krótko była u władzy jako gubernator, aby dać się skorumpować. Powtarzam: jest to świetny przykład zaścianka - w jak najlepszym sensie, gdzie liczy się zaradność, samoobrona, wiara, własność prywatna, rodzina i patriotyzm.
Nie, bo od razu to wyszło ze strony rodziny i w nielukrowany sposób. Po prostu, rzeczywistość amerykańska jest taka, że ciąża u nastolatków jest bardzo częstym zjawiskiem. Inne religijne, tradycyjne amerykańskie rodziny doświadczają podobnych spraw. Współczują Palin i uważają, że najważniejsze, iż nie było aborcji. W końcu najbardziej liczy się życie.
Negatywna kampania jest częścią całości kampanii. Negatywne sprawy pomagają niekiedy niezdecydowanym przejść na tę czy inną stronę. W tym sensie ma skutek. Poza tym negatywne rewelacje zawsze są bardziej ekscytujące dla rozhisteryzowanych mediów niż spokojne i merytoryczne tłumaczenie.
Hipokrytycznie. Z jednej strony potępiają nadmierną dozę “dowalania”, z drugiej - ciekawie nadstawiają ucha, szczególnie jeśli dotyczy to przeciwnika ich ulubieńców. Lud zawsze chce mieć ciastko i zjeść ciastko.
To taki szczegół, że ci, którzy to widzieli, ekscytowali się przez 5 minut, ale teraz o tym zapomnieli. Naturalnie kampania McCaina będzie mądra i przypomni te zdjęcia, aby pokazać, w jak arogancki sposób lewicowo-liberalna elita medialna traktuje swoich przeciwników.
Demokratyczna konwencja była bardziej przekonująca dla Demokratów, a republikańska - dla Republikanów. Konwencje to ogromne zjazdy partyjne zorganizowane po to, aby zaktywizować działaczy. Dopiero entuzjazm tłumów i przemówienia kandydatów mają zainspirować telewidzów-wyborców.
Gospodarka wysunęła się na czoło palących spraw, które zdecydują o tej kampanii. Irak się uspokoił, ale w finansach jest huśtawka. Na szczęście inwestorzy zagraniczni pakują pieniądze w amerykańską gospodarkę, co uspokaja finanse i na razie zapobiegło poważniejszemu kryzysowi. Mimo to nastawienie elektoratu jest pesymistyczne. McCain ma tutaj gorszą pozycję, ponieważ łączy się go z administracją Busha, którą obwinia się o obecny, kiepski stan amerykańskiej gospodarki. McCain odniesie sukces, jeśli w sposób wiarygodny odetnie się od Busha i przekona elektorat, że jego program ekonomiczny jest lepszy od Obamy.
To jest temat na dysertacje. Teraz? Przez lata? Ogólnie Obama ewoluował od radykalnego, skrajnego lewaka do centrysty w Partii Demokratycznej. A McCain zawsze był sobą - niezależny, który maszerował w takt swojego własnego bębenka.
To są wybory. Obiecuje się wszystko. Nie ma więc granic obietnic. Możliwości są ograniczone stanem gospodarki oraz instytucjami politycznymi i kulturowymi USA. Czyli możliwości są dużo mniejsze niż obietnice.
Nie. Obama obiecuje obniżyć podatki “wszystkim” oprócz bogaczy. Kłopot polega na definicji bogacza. Według tej, każdy przeciętny przedstawiciel warstwy średniej jest bogaczem. Tymczasem prawdziwie zamożni ludzie znają kruczki prawne, aby podatków nie płacić, np. wykażą straty związane z prowadzeniem interesów, przepiszą fortunę na dzieci czy na fundację charytatywną, którą kierują, albo przerzucą pieniądze za granicę. Lepiej obniżyć podatki wszystkim, gdyż wtedy bogacze inwestują w kraju i zysk mają z tego wszyscy, również i państwo w formie podatków. Na przykład po obniżeniu podatków przez Busha wpływy fiskusa były dużo większe niż przy wyższych podatkach za Clintona.
Obama to intelektualna wydmuszka, typowy produkt amerykańskich uniwersytetów, zagubiona dusza, która odkryła w college’u, że jest Afroamerykaninem, i spełniła się w działaniach w kręgach radykalnych. Ograniczony brakiem sytuacji rewolucyjnej Obama za wszelką cenę starał się, aby legislacyjnie i organizacyjnie wprowadzić w życie swoje lewackie preferencje dotyczące spraw politycznych czy społecznych. Na przykład głosował przeciw legislacji mającej chronić życie dzieci, które przeżyły aborcję. Powtórzę: głosował, aby dobijać dzieci, które urwały się z aborcyjnej szubienicy (!!!). McCain natomiast ma bardzo wybuchowy - wręcz choleryczny - charakter. To jego największy minus.
Po izraelsku. Obaj zapewniają, że zrobią wszystko, co można, aby chronić Izrael. Różnice wśród kandydatów są jedynie taktyczne. Obama mówi, że nie zbombarduje, McCain powiada: “Bomb, bomb, bomb, bomb, bomb Iran!” - zaśpiewał to nawet na melodię słynnej piosenki The Beach Boys pt. “Barbara Ann”. Ale jak przyjdzie co do czego, to Obama też zbombarduje. Przecież sam jest wydmuszką, a jego doradcy w sprawach polityki zagranicznej w większości popierają izraelskie lobby, może za wyjątkiem prof. Zbigniewa Brzezińskiego, który jest jedynie nieformalnym doradcą.
Opublikowano 22 września 2008 r. w Najwyższym Czasie



Komentarze
Pokaż komentarze (21)