67 obserwujących
69 notek
441k odsłon
  258   0

Gruzińska lekcja dla Polski - coraz bardziej aktualna

Wojna w Gruzji pokazała ponownie, że w obliczu rosyjskiej agresji Zachód nie potrafi wypracować wspólnej polityki. Największe kraje Unii Europejskiej wykazały się filorosyjskością bardziej lub mniej jawną. Byłe sowieckie satelity i państwa-spadkobiercy po ZSSR podzieliły się na demonstracyjnych romantyków (m.in. Polska) oraz na pragmatycznych kapitulantów (m.in. Czechy). Stany Zjednoczone ograniczyły się do werbalnych deklaracji potępienia, pomocy humanitarnej, oraz demonstracji militarnych w małej skali. W żadnym wypadku nikt nie wsparł zbrojnie Gruzinów. W obliczu rosyjskiej agresji można liczyć tylko na siebie.             

 

Co z tego wynika dla Polski? Co może uczynić Polska aby zapewnić sobie bezpieczeństwo? W jakim systemie kolektywnego bezpieczeństwa powinna pozostać czy znaleźć się? Polska jest słaba i mało się liczy. Nawet jeśli Polska chciałaby się dogadać z Rosją, to nie mogłaby, bowiem po pierwsze, nie ma wiarygodnej pro-rosyjskiej partii nad Wisłą. Jest post-komunistyczna agentura, do cna zdyskredytowana. Co więcej, Rosji nie zależy na strategicznych przymierzach długofalowych. Rosja lubi dominować i kontrolować, a nie ma zwyczaju traktować nikogo jak równorzędnego partnera. Rosja pozwala na przymierza taktyczne jeśli jest to w moskiewskim interesie. Na przykład, Kreml łaskawie zgodziłby się pewnie na sojusz z Polską przeciw Ukrainie i państwom bałtyckim. Ale byłoby to samobójstwo dla Polski bowiem po wchłonięciu tych krajów, Moskwa połknęłaby też i Polskę.  

 

Tymczasem Polska jest związana widocznie bezużytecznymi – w sensie bezpieczeństwa – układami europejskimi. Jednocześnie próbuje bawić się w egzotyczny sojusz z USA. Polska ma problem. Nie wie czy uprawiać politykę jednobiegunowę (pro-UE) czy politykę równowagi (pro-USA i pro-EU).  

Bardziej logiczna jest polityka jednobiegunowa. W takim wypadku należy całkowicie wspierać niemiecko-francuskie przywództwo UE. Dotyczy to też rusofilizmu tej orientacji. W przypadku inwazji na Estonię trzeba robić to, co Berlin i Paryż, czyli albo siedzieć cicho, albo głośno udawać moralną dezaprobatę. Należy również marginalizować amerykańskie wpływy w NATO i jak najszybciej skoordynować Polskę militarnie z powstającą armią europejską. W tym kontekście nie należy kupować F-16 od USA, a tylko należy zabiegać o samoloty Mirage od Francji, no może SAAB od Szwecji. Zupełnie nie można wbrew UE towarzyszyć USA w jakichkolwiek wyprawach zbrojnych do Iraku czy gdzie indziej. Należy unikać jakiejkolwiek bliskiej współpracy z krajami podpisującymi się pod transatalntycyzmem, a w tym szczególnie z Wielką Brytanią i Irlandią. Należy – według wychodzącej już nawet z Unii Europejskiej mody – wyrażać troskę o Palestynę i ochłodzić nasze relacje z Izraelem. Należy zarzucić polskie partykularyzmy, a w tym w sprawach gospodarczych czy obyczajowych. To znaczy, że obronę polskich interesów ekonomicznych powinna zastąpić jak najszersza wyprzedaż dóbr społecznych kapitałowi rodem z UE. Z drugiej strony należy wprowadzić śluby homoseksualne czy aborcję na żądanie a zniwelować szczególną pozycję Kościoła Katolickiego, czyli wszystko to, co  Brukselę  denerwuje. Musi być pełne podporządkowanie się Brukseli i jej paryskim i berlińskim współhegemonom. Im bardziej upodobni się Polska kulturowo do nich, im bardziej będziemy spolegliwi, tym bardziej można liczyć, że będą RP bronić.

Przynajmniej w teorii jednobiegunowa polityka jawi się więc jako najbardziej optymalna.

Natomiast polityka równowagi – pro-UE i pro-USA -- działa tak długo jak obie strony nie dogadają się przeciw nam, porzucając Polskę na pastwę losu, czy wręcz atakując. Doświadczył tego już Józef Beck, którego polityka równowagi – i egzotycznych brytyjskich gwarancji – skończyła się Paktem Hitler-Stalin. Polaków poddano eksterminacji. I Polska straciła niepodległość na następnych 50 lat.

Trudno zatem mówić o sukcesie polityki równowagi. Bowiem polityka równowagi nie docenia geopolitycznego położenia Polski. Tutaj nic się nie zmieniło. Jesteśmy między Rosją i Niemcami. Ilekroć te kraje mizdrzą się do siebie bądź kłócą, zawsze traci Polska. I trudno się podłączyć pod Berlin czy Moskwę nie tracąc niezawisłości. Oba centra mają tendencję, aby Polskę traktować instrumentalnie. U żadnego nie można liczyć na partnerstwo, dopóki Polska jest słaba gospodarczo i militarnie.A pozostawanie w Unii Europejskiej gwarantuje Polsce taki właśnie stan peryferyjnej, wielopoziomowej miernoty. 

Czy można za to liczyć na USA? Ogólnie – nie. Stany Zjednoczone nie mają stałej polityki zagranicznej. Niechętnie również angażują się w zagraniczne przygody grożące wojną. Ale można stworzyć takie warunki, aby USA nie tylko chciały gwarantować niepodległość Polsce, ale również bezwzględnie przyszły jej na pomoc w chwili zagrożenia.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale