201 obserwujących
1303 notki
1170k odsłon
  939   1

Trudne sąsiedztwo (2)

Podnoszenie przez władze komunistyczne w Polsce zagrożenia niemieckiego miało na celu pozyskanie poparcia społecznego.


       Po 1956 roku pojawiały się nieśmiałe oznaki rozluźnienia w stosunkach polsko-niemieckich. Jednak niechętna postawa Władysława Gomułki oraz trzymanie się przez Konrada Adenauera  założeń tzw. doktryny Hallsteina (nieutrzymywanie stosunków dyplomatycznych z krajami bloku socjalistycznego z wyjątkiem ZSRS) nie pozwoliły na faktyczną poprawę sytuacji.


      W czasie wizyty w Moskwie w październiku 1958 roku Gomułka stwierdził: „Rząd Niemieckiej Republiki Federalnej zdobył palmę pierwszeństwa w torpedowaniu wszystkich pokojowych inicjatyw”. Rozpoczął się okres największego napięcia na linii Warszawa–Bonn.


      W 1958 roku Bundestag przyjął uchwałę dopuszczającą możliwość posiadania przez Niemcy Zachodnie taktycznej broni atomowej. Rząd Adenauera (a od 1963 roku Ludwiga Erharda) podjął starania o włączenie RFN w obręb wielostronnych sił jądrowych NATO.


       Jednocześnie Polska Ludowa wysunęła – uzgodniony z Moskwą - propagandowy projekt utworzenia strefy bezatomowej w Polsce, Czechosłowacji i obydwu państwach niemieckich, którzy przyjął nazwę tzw. planu Rapackiego (od nazwiska ówczesnego szefa peerelowskiej dyplomacji).


      Od 1959 roku kraje demokracji ludowej zaangażowane były też w promowanie idei traktatu pokojowego z obydwoma państwami niemieckimi, którego projekt przygotowano w ZSRR. Intensywna kampania na rzecz tego pomysłu trwała do 1963 roku, z okresem szczególnego natężenia w związku z drugim kryzysem berlińskim (budowa muru dzielącego Berlin - sierpień 1961 roku).


      Wydarzenia te stały się podstawą do powrotu w PRL gwałtownej propagandy antyniemieckiej. Do obiegu weszły lub wróciły pojęcia: „niemieccy militaryści”, „rewizjoniści” czy „odwetowcy”.


      Od 1957 roku trwały przygotowania do przypadającej w 1960 roku 550. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Kampania propagandowa miała m.in. ukazywać polskość tzw. Ziem Odzyskanych, prezentować naród polski jako siłę zdolną do powstrzymania rewizjonistycznego Drang nach Osten oraz umacniać peerelowski patriotyzm.


       Centralnym punktem były obchody na polach grunwaldzkich, w których planowano udział ponad 60 tys. osób. Podobną celebrę powtórzono rok później w związku z 630. rocznicą bitwy pod Płowcami. Bitwa ta miała rozbić mit o niepokonanych Krzyżakach oraz ukazać jedność społeczeństwa polskiego wokół idei zjednoczeniach ziem polskich przez Łokietka.

      Obchody rocznic bitew z Krzyżakami miały więc pokazać, że zagrożenie niemieckie jest wciąż takie samo, zmieniają się tylko mundury – Gomułka pewnego razu mówił zresztą o „wilczej naturze imperializmu niemieckiego, który nie zmienił się od czasu Ulricha von Jungingena do czasu K. Adenauera”.


       Niesamowitym prezentem dla propagandzistów było zresztą zdjęcie kanclerza Adenauera w krzyżackim płaszczu.


       W takiej atmosferze w 1964 roku zorganizowano obchody 25. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Uroczystości rozpoczęły się już w poniedziałek 31 sierpnia apelem poległych przy Grobie Nieznanego Żołnierza. W Bytomiu na Placu Thaelmanna odbył się wiec mieszkańców miasta i przedstawicieli ludności Śląska i Zagłębia. Uroczystości zorganizowano także w innych dużych miastach (Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu).


      „W czasie manifestacji, - podsumowała „Trybuna Ludu” - które odbyły się w tym dniu, społeczeństwo dało wyraz nieugiętej woli walki o trwały pokój. Manifestacje stały się ostrzeżeniem przed konsekwencjami polityki odradzania militaryzmu zachodnioniemieckiego, protestem przeciwko uzbrajaniu Bundeswehry w broń nuklearną”.


       1 września na Starym Mieście w Warszawie odbył się wiec z udziałem najważniejszych dostojników partyjno-państwowych, w tym Władysława Gomułki. Jak donosiła „Trybuna Ludu”, w tłumie pojawiły się transparenty z hasłami: „Pokój ludom”, „Świat bez wojny”, „Wrzesień nie powtórzy się nigdy”, „Precz z zachodnioniemieckim militaryzmem”, „Niech żyje przyjaźń ze Związkiem Radzieckim – niezawodną rękojmią bezpieczeństwa Polski”.


      W wygłoszonym przemówienie premier Cyrankiewicz podkreślił, iż „ Hitler nie taił zbójeckiego charakteru swej napaści. Pouczał swych generałów: „Dam wam propagandowy pretekst do rozpoczęcia wojny. Nie troszczcie się, czy będzie wiarygodny czy nie. Zwycięzcy nikt nie będzie pytał, czy mówił prawdę czy kłamał, w wojnie decyduje nie słuszność, lecz zwycięstwo. Zapomnijcie o litości. Bądźcie bezwzględni i brutalni. Racja jest po stronie silniejszego...”. Mieści się w tych słowach cała filozofia, cała istota niemieckiego imperializmu w jego wszystkich postaciach – od Bismarcka do pogrobowców Hitlera w NRF”.


      Równocześnie wskazując na zagrożenie pokoju przez imperialistyczny antykomunizm, stwierdzał: „ Jest takie miejsce w środkowej Europie, gdzie antykomunizm urósł do roli naczelnej idei politycznej, stał się wyznaniem zasadniczej wiary politycznej kół rządzących. Nie przypadkiem miejscem tym jest to państwo niemieckie, które uważa się za spadkobiercę rzeszy przedwojennej i wojennej – to Niemiecka Republika Federalna, gdzie antykomunizm określa w ostatniej instancji politykę jej rządu. I nie przypadkiem zbiega się on z antypolską postawą, z atakiem na nasze granice, a tym samym atakiem na pokój. Odwet, rewizjonizm, antykomunizm – trójhasło polityczne, które czyni z NRF ognisko zapalne w samym środku Europy”.


        W numerze „Trybuny Ludu” z 1 września 1964 roku w artykule pt. „Wrzesień” autor podpisany inicjałami B.W.  przekonywał, iż „Polityka kół rządzących w Niemieckiej Republice Federalnej uparcie zdąża, jak dotychczas, do przekreślenia terytorialnych i politycznych skutków II wojny światowej rozpętanej – i przegranej – przez III Rzeszę; do wchłonięcia Niemieckiej Republiki Demokratycznej, pierwszego w dziejach Niemiec państwa szczerze pokojowego, bo uwolnionego od władzy kapitalistycznych monopoli; do wydarcia Polsce jej ziem zachodnich i północnych, dźwigniętych z ruin naszym trudem, zagospodarowanych i zamieszkałych przez 8 milionów Polaków, z czego prawie połowa już na tych ziemiach urodzonych [...]. Jakże znamienne jest, że właśnie w przededniu 25 rocznicy napaści Hitlera na Polskę przywódcy trzech głównych partii zachodnioniemieckich uznali za niezbędne raz jeszcze przypomnieć swe bezczelne roszczenia terytorialne! [...] Nawet dziecko rozumie, że jakakolwiek próba zmiany granicy – czy to nad Łabą, czy nad Odrą, czy w Sudetach – oznaczałaby wojnę”.


      Obok zaś umieszczono krótką notatkę PAP pod tytułem Imprezy rewizjonistów, w której pisano o zlotach organizacji niemieckich przesiedleńców, tzw. ziomkostw, na których przedstawiciel FDP miał stwierdzić, że układ monachijski z 1938 roku... nadal obowiązuje.


      W kontrze informowano o obchodach rocznicy wybuchu wojny w NRD. 31 sierpnia na prestiżowej berlińskiej alei Unter der Linden została zaprezentowana wystawa Niemcy 1933–1945, którą otwierało wielkie zdjęcie przywódcy niemieckich komunistów Ernesta Thaelmanna z jego słowami „Hitler to wojna”. Jak podkreślano, na wystawie znalazły się liczne elementy polskie: mundur, ślady terroru hitlerowskiego i oporu narodu, a w części dotyczącej niemieckich antyfaszystów pokazano odznaczenia dla dwóch Niemców walczących w polskiej partyzantce na Górnym Śląsku.


      1 września we Frankfurcie nad Odrą, Goerlitz/Zgorzelcu i Kołbaskowie odbyły się wspólne polsko-niemieckie wiece antywojenne.


      Nakręcany przez peerelowską propagandę strach przed Niemcami miał pewne pokrycie w poglądach Polaków. Zagrożenie niemieckie dawało więc szansę znalezienia przez rządzących płaszczyzny porozumienia z rządzonymi. Kwestia niemiecka i mit zwycięzcy hitlerowskiego okupanta na swój sposób legitymizowały działania władzy ludowej. Jednocześnie od zakończenia wojny podział Polacy–Niemcy mógł w prosty sposób łączyć Polaków, odsuwając inną linię podziału: na zwolenników i przeciwników systemu komunistycznego.


       Zupełnie inne było też podejście Polski Ludowej do NRD – kraju „dobrych Niemców”. Granica tego państwa na Odrze w myśl relacji prasowych nie oddzielała nieprzyjaciół, a dobrych sąsiadów, upamiętniających wspólnie rocznicę wybuchu tragicznej wojny.


       Paradoksalnie, codzienne stosunki między obydwoma krajami były napięte, o czym świadczy brak ruchu turystycznego pomiędzy nimi. Wśród Polaków uznanie znajdował też pogląd, że sowietyzacja Niemiec Wschodnich po wojnie była zasłużoną karą za wywołanie wojny światowej.


CDN.



Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura