Argumenty i retoryka Brauna są nie do przyjęcia dlatego, że porównuje ze sobą dwa okresy, w których filozofia władzy obejmowała zupełnie różny zakres ingerencji w życie codzienne obywateli.
Przed wiekiem XX, w całej Europie zapisywane w kolejnych ustawach prawo obejmowało nieporównywalnie mniej dziedzin życia, niż zaczęło obejmować w okresie powstawania kolejnych państw demokratycznych. Od blisko stu lat aparat władzy ustawodawczej z dekady na dekadę ingeruje w coraz głębsze rejony codzienności zwykłego obywatela, a ostatnie dwie dekady w Unii Europejskiej (jeśli porównać to do wieku XVIII i XIX) to już poziom „ustawowej tyranii”.
To właśnie mieści się w pojęciu o mniejszym zakresie suwerenności, gdy Braun stwierdza, że w Królestwie Kongresowym było o stokroć więcej suwerenności, niż jest to pod jurysdykcją Unii Europejskiej. Polska jako członek UE podlega tej „tyranii”, która rości sobie prawo do kontrolowania ustawą niemal każdej sfery życia zwykłego człowieka. I tutaj teza Brauna ma po prostu pokrycie w faktach – jeśli dobrze rozumiemy, co w szczegółowym jej ujęciu się w niej stwierdza.
Ale i tak jako argument jest nie do przyjęcia, bo taka sytuacja jest wynikiem tego, że filozofia władzy w Europie kompletnie się zmieniła. Jej interwencjonizm osiągnął poziom, który w umysłach elit XIX wieku był nie do wyobrażenia. Myślę, że nawet ci, którzy tak głośno dezawuowali przestrogi Frederica Bastiata, byliby zdumieni, widząc, dokąd w tej sferze dotarła Unia Europejska.
Łatwo jest zatem wygrywać tego typu argumentacją Braunowi, bo w swojej tezie koncentruje się na szczegółach praktyki władzy, a zapomina o jej filozofii, która w wieku XX – w umysłach elit intelektualnych, a potem ogółu – podniosła niewyobrażalny zakres interwencjonizmu do rangi normy. To już wymiar bez szans na jakikolwiek istotny odwrót – bo choć praktyka władzy wciąż podlega zmianom, filozofia, która ją uzasadnia, jest już nieodwracalnie osadzona w umysłach. Braun myśli tu rozumem dziewiętnastowiecznym i stara się narzucać normy tego okresu, jeśli nawet nie jako wzór do zastosowania w wieku XXI, to przynajmniej jako działającą na wyobraźnię retorykę, której celem jest bunt przeciwko przyjętemu powszechnie porządkowi. To jest pozbawione sensu.
Krytycy Grzegorza Brauna głośno pomstują, przywołując głównie zakres represyjności Królestwa Kongresowego pod panowaniem Moskali. To też nieco anachroniczny argument.
W wieku XVIII i XIX, represja odciskała swoje piętno w dziedzinach, którymi w XXI wieku 95% ogółu nawet się nie zajmuje – aktywności politycznej i niepodległościowej. Bo typu represyjności, którą tworzy „tyrania ustawowa” z wieku XXI, po prostu nie było.
Z tego powodu wszelkie odniesienia do historycznego stosowania represji w wiekach XVIII i XIX dotyczą kwestii politycznych, a więc szczególnie wrażliwych dla każdej panującej wówczas w Europie władzy, która z kolei – w porównaniu do dzisiejszego standardu – była w praktyce autorytarna (np. w wyobrażeniach lewicy nawet totalitarna). To w konsekwencji kończyło się znacznie większą bezwzględnością stosowanej represji, co powoduje, że w stosowanych obecnie odwołaniach historycznych, dzisiejszą rzeczywistość stawia jako niemal „oazę szczęśliwości”.
Dzisiaj ludzie dobrowolnie oddali się pod okupację (legislacyjną) władzy zewnętrznej, więc opór „wywrotowy” praktycznie nie istnieje – nie ma więc zatem podłoża pod stosowanie tak brutalnej siły.
Zatem argument, który kreśli, że o większym braku suwerenności za Królestwa Kongresowego miały świadczyć represje za działalność wywrotową, nie są argumentem, który cokolwiek obala. Bo w XXI w. wspomnianego podłoża pod ich stosowanie nie ma - ale to nie znaczy, że suwerenności zarówno w sferze funkcjonowania państwa, jak i jednostki mamy więcej. Nie mamy, bo w naszych czasach (już dawno temu) ten zakres braku suwerenności stał się akceptowaną przez społeczeństwa normą.
Oczywiście to nie powód, by "tyranię ustawową" akceptować lub co najmniej tolerować, ale w mentalności dzisiejszego "Europejczyka" istnieje już pewien zakres zgody na kontrolę ustawami naszej codzienności, którego nie da się z jego map mentalnych wyeliminować. Siłą rzeczy jesteśmy więc zmuszeni w jakieś formie go tolerować, a ta i tak będzie dalece przekraczać te granice, których przekraczanie kilka wieków temu było nie do pomyślenia. Grzegorz Braun najwyraźniej nie chce przyjąć tej konieczności – dlatego z uporem sięga po nawet tak egzotyczne odniesienia historyczne, widząc w nich jedną z metod walki ze wspomnianą „tyranią ustawową”.



Komentarze
Pokaż komentarze (43)