Clark Nova Clark Nova
613
BLOG

mieszkania szefów ABW- dziennikarze do roboty!

Clark Nova Clark Nova Polityka Obserwuj notkę 9

     W swoim liście W. Sumliński opisuje konflikt miedzy obecnym wiceszefem ABW Jackiem Mąka a szefem lubelskiej delegatury ABW Tomaszem Budzyńskim. 

Przyjaźń skończyła się na przełomie 2007/ 2008 roku, gdy Mąka złożył Budzyńskiemu propozycję – ten ostatni miał zeznać przed komisją ds. służb specjalnych, że jego spotkania z ministrem Wassermannem miały charakter nieformalny, że minister spotykał się na nieformalnych naradach z dziennikarzami, że Budzyński i inni funkcjonariusze ABW podlegali naciskom ludzi PiS, itd.

Budzyński odmówił złożenia nieprawdziwych zeznań. Między dwoma oficerami ABW, niegdyś przyjaciółmi, doszło do ostrej wymiany zdań. W efekcie Budzyński zagroził, że w razie dalszych nacisków ujawni prawdę o aferach ludzi z kierownictwa ABW.

Jako przykład podał ponad stumetrowe mieszkanie wiceszefa ABW Jacka Mąki na ulicy Kazimierzowskiej w Warszawie (warte ponad milion złotych), które ten otrzymał bezprawnie za kadencji Andrzeja Barcikowskiego, przed wyborami parlamentarnymi w roku 2005. (Barcikowskiemu zrewanżowano się później zatrudniając go w radzie programowej ośrodka szkoleniowego ABW).

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wystąpiła wówczas do Urzędu Miasta o lokal na cele operacyjne. Po otrzymaniu lokalu ABW wykorzystała go jednak na cele nieoperacyjne, konkretnie przekazała Jackowi Mące, który odnowił otrzymane mieszkanie przy pomocy pracowników Agencji, a następnie zameldował w nim siebie, żonę i syna.

Mieszkaniem tym niechętnie chwali się zresztą do dziś – nie wykazał go np. w deklaracji majątkowej za rok 2007. Na koniec ostrej wymiany zdań zastępca szefa ABW miał zagrozić Budzyńskiemu, że i on i jego kolega dziennikarz (chodziło o mnie) „pożałują 

Jak się okazuje, Mąka wziął twórczy przykład ze swoich szefów i protektorów. Wklejam tekst o nielegalnie przejętych mieszkaniach przez obecnego szefa ABW Bondaryka oraz o capo di tutti obecnego Uzbekistanu Wojciechu Raduchowskim vel Brochwiczu. Tekst pochodzi z SuperExpressu sprzed kilku lat: 

MARIUSZ DUC-OSTAŁOWSKI, ZBIGNIEW NOWICKI, ROBERT ZIELIŃSKI  

Jak dostać za darmo i dożywotnio luksusowe mieszkanie? Trzeba zostać wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji. Tak jak Wojciech Brochwicz i Krzysztof Bondaryk.

 W Warszawie za takie mieszkanie zwykły człowiek musi zapłacić przeszło 350 tys. zł. Obaj wiceministrowie dostali z resortu w 1998 r. ponad 80-metrowe mieszkania na warszawskich Kabatach. Mieszkają na jednej klatce obok siebie w nowoczesnym bloku przy ul. Zaruby. Mimo że nie są już rządowymi urzędnikami, lokale należą im się dożywotnio. Darmowe luksusy Normalnie mieszkanie na Kabatach o podobnej powierzchni kosztuje ok. 350 tys. zł.

Stołeczni policjanci mieszkający w sąsiednich blokach przy tej samej ulicy opowiadają, że w bloku byłych wiceministrów lokale zajmują prawie same VIP-y z MSWiA. Czynsz za takie mieszkanie wynosi ok. 360 zł.Dlaczego Brochwicz i Bondaryk dostali je dożywotnio i za darmo? Mieli do nich prawo jako wiceministrowie.

Przepisy nakazują jednak opuszczenie służbowego mieszkania po odwołaniu ze stanowiska. Znaleziono jednak sposób, by je obejść. Obaj wiceministrowie, pełniąc funkcję w resorcie, byli jednocześnie funkcjonariuszami straży granicznej. A funkcjonariuszom tym przysługują dożywotnio m.in. mieszkania służbowe.

Opisywaliśmy już, jak obaj wiceministrowie pobierają po kilka tysięcy złotych miesięcznie, mimo iż nic nie robią. Po odsunięciu ich ze stanowiska trafili do tzw. rezerwy kadrowej komendanta głównego SG Marka Bieńkowskiego. A ten do tej pory nie wyznaczył im żadnych zadań. Jak ustaliliśmy, w rezerwie wiceministrowie mogą znajdować się bez końca, nawet dożywotnio.

O przydzieleniu luksusowych mieszkań zadecydował komendant SG, który bezpośrednio podlegał służbowo wiceministrowi Brochwiczowi. Pikanterii dodaje fakt, że w resorcie Brochwicz nadzorował straż graniczną, której jednocześnie był funkcjonariuszem. Włodzimierz Warchoł, rzecznik prasowy SG, utrzymuje, że mieszkania politykom przydzielił były minister spraw wewnętrznych Janusz Tomaszewski. Jednak z dokumentów MSWiA jasno wynika, że decyzję taką wydał komendant SG.- Do widzenia panu, proszę więcej nie dzwonić - odpowiedział Brochwicz, gdy zapytaliśmy go, na jakich zasadach dostał mieszkanie przy ul. Zaruby. Na to samo pytanie nie odpowiedział również Bondaryk.- Nie będę nic komentował dla "Super Expressu". Do widzenia - odparł i odłożył słuchawkę.

Marcin Trzciński, rzecznik prasowy, tłumaczy MSWiA, że mieszkania na Kabatach były w tzw. puli ministra. Oznacza to, że to minister Tomaszewski decydował, ile służbowych mieszkań dostaną poszczególne służby. Ich komendanci decydowali tylko, którym pracownikom je przyznają.- Przyznanie mieszkań panom Bondarykowi i Brochwiczowi odbyło się zgodnie z prawem. Ale ponieważ moralnie nie jest to już tak jednoznaczne, obecny minister spraw wewnętrznych Marek Biernacki zrezygnował z uprawnień przydzielania mieszkań służbowych. Przekazał je szefom policji i straży pożarnej - mówi Trzciński. Rzecznik wyjaśnił, że decyzja ministra trwale zmienia sposób rozdawania służbowych mieszkań. Od marca policja, straż pożarna, straż graniczna i BOR budują mieszkania za pieniądze z własnego budżetu. - Nie ma już "puli ministra". Teraz każdy komendant sam decyduje, komu dać lokal - zapewnia Trzciński.

Obydwaj ministrowie odeszli z MSWiA oraz z życia publicznego w atmosferze skandalu. Krzysztof Bondaryk był podejrzewany o gromadzenie w specjalnej kartotece tzw. haków obyczajowych na znane osobistości. Po kilku tygodniach od odsunięcia go z zajmowanego stanowiska sejmowa komisja oczyściła go ze stawianych publicznie zarzutów. Natomiast Wojciech Brochwicz miał być odpowiedzialny za bałagan w GROM-ie. Jednym z powodów zdymisjonowania go przez premiera Jerzego Buzka był fakt, że jako wiceminister nadzorował straż graniczną, w której sam pracował. 

Po odsunięciu ich od stanowisk w MSWiA trafili do tzw. rezerwy kadrowej komendanta głównego straży granicznej. Jak nam tłumaczyli, czekają na przydzielenie im zadań służbowych. Komendant straży granicznej nie odpowiedział, kiedy ministrom wyznaczy te zadania. Jak ustaliliśmy, luka w prawie pozwala być "w rezerwie" bez końca - nawet dożywotnio. Prawo nie reguluje okresu przebywania w rezerwie kadrowej. Komendant główny zapowiedział zmiany odpowiednich przepisów.

Tego typu zjawiska absolutnie nie powinny mieć miejsca. Urzędnik spoza Warszawy może dostać mieszkanie, ale tylko na czas sprawowania swojej funkcji. Sytuacja, że może zajmować je dożywotnio, jest niedopuszczalna. Zwłaszcza jeśli decyzję o przyznaniu mieszkania podejmuje osoba mu podległa. Przyznam, że to dość niezwykła kombinacja i myślę, że powinna się nią zająć jakaś komisja sejmowa - uważa prof. Antoni Kamiński, szef polskiego oddziału międzynarodowej organizacji antykorupcyjnej Transparency International. 

 No to, panowie żurnaliści, do dzieła. Sprawy opisane konkretnie, tropów do dziennikarskiego śledztwa mnóstwo, pytania do Julii „Raport” Pitery narzucają się same.

Ciekawe tylko czy znajdzie się odważny. Śmiem twierdzić, że się nie znajdzie. Co dowodzi słuszności tezy, że zaszczucie Sumlińskiego  ma dla ABW wymiar prewencyjny. Żeby żaden pismak, zwłaszcza niezależny, nie mieszał się do nie swoich spraw.

Bo takimi Jasiami Osieckimi albo tymi z TVN24, GW czy innych tzw. mainstreamowych mediów nie ma co się przejmować. Twarda szkoła walterowska wykształciła w nich zdolność rozpoznania śmierdzących spraw na odległość. A jak wiadomo, gówna lepiej nie tykać. Gówno znakomicie się czuje w swoim smrodku i tylko tumany pokroju Tuska i jego Platformy wierzą, że to perfumeria a nie bagno.  

 

Clark Nova
O mnie Clark Nova

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka