I Mickiewicz i Słowacki próbowali jakoś usprawiedliwić nieszczęścia dotykające nasz kraj. Wymyślili sobie, że w tych cierpieniach Polski jest jakiś większy sens, że my się w tym cierpieniu odradzamy... I myśl to piękna, ale jak patrzę na swoich rodaków to nie umiem w nią wierzyć...
Nasza inteligencja była sukcesywnie i dość regularnie mordowana, a to za czasów rozbiorów, a to Wojen Światowych (wystarczy wspomnieć o ofiarach Powstania Warszawskiego), później ogłupiała nas komuna, teraz ta tragedia... I skutki tych śmierci widać bardzo wyraźnie: społeczeństwo mamy po prostu głupie. Zwłaszcza moje pokolenie, a na kolejne wolę nie patrzeć, bo to gorsze od oglądania horrorów. Strach mieć dzieci, bo zwyczajnie ich szkoda.
Jechałam dziś do Pałacu Prezydenckiego autobusem linii 520, koło Parku Moczydło na Kole, gdzie stoi figura Jezusa Miłosiernego, wokół której zgromadzili się modlący. Obok mnie jakaś para z dzieckiem:
- Ty, patrz, nawet jakiś oficer jest! Idziemy popatrzeć?! Chodź, wysiadamy, he, he.
No, szlag mnie trafia. Ale, ok., jakoś tam panuję nad sobą.
Wysiadam przy Feminie, bo już korek się tworzy i idę pieszo do Bankowego, gdzie obserwuję co się dzieje.
Tłumy? Tak. Znicze? Tak. Kwiaty? Tak. Kebab, ciastka, herbata? Jak najbardziej! Nie mają gdzie i kiedy jeść??? "Ty, patrz, ławki z muzyką!" (z utworami Chopina).
-Ej, idziemy dalej?
- Co ty, popier*** cię? Tam nic nie będzie widać.
Cholera. Po co oni tu przyszli?! Już wiem skąd się wziął termin "gapie".
Przykłady można by mnożyć. Ok. 3 w nocy na którejś ze stacji pokazali młodą dziewczynę: "No, zapytała mnie mama czy słyszałam co się stało. To jej odpowiadam, że brat prezydenta nie żyje, a ona na to, że nie brat, ale 93 osoby. No to ja, że co, jakiś zamach był?". No jasny gwint! Ja wiem, że w naszym kraju, a zwłaszcza w stolicy roi się od kretynów, ale po co ich w telewizji jeszcze pokazywać?!
Jak mi ktoś jeszcze powie, że nie ma podziałów, że trzeba się jednoczyć, itd. to klnę się na Boga: uduszę! Nie identyfikuję się z tymi matołami i identyfikować się nie będę nigdy. Na studiach miałam koleżankę, która nie umiała odpowiedzieć na pytanie o datę wybuchu II Wojny Światowej, a studia ukończyła. To o czym tu w ogóle mówić?!
Kocham Polskę, moją Polskę, tą za którą tyle wspaniałych ludzi oddało życie, którą tak umiłował Papież, wyrwany z niej i nawet pozbawiony pochówku w Ojczyźnie, mimo że go pragnął. Tę Polskę zroszoną krwią Powstańców, których niektórzy nazywają głupcami. ęą Polskę tak piękną, bo zróżnicowaną od morza po Tatry. I byłabym gotowa oddać za nią życie. Ale jak patrzę na dzisiejsze, dorastające pokolenie to zastanawiam się czy jest jakikolwiek tego sens? Bo, kiedy my-patrioci pójdziemy oddać za nią życie to rozszarpią i oplują ją te bałwany wyglądające zza każdego rogu. Tego nie chcę.
Mogłabym uciec do mojej "drugiej ojczyzny" - do Francji, przecież tam się urodziłam i tam mam połowę rodziny. A jednak gdyby zawaliła się wieża Eiffela, gdyby upadła cała ich gospodarka i Francja zniknęłaby z mapy nie przejęłabym się zbytnio, bo tylko Polskę mam w sercu i ono mi się kraje, gdy widzę ten "kwiat młodzieży", ani nie znający poprawnej polszczyzny (nawiasem mówiąc od kogo mają się uczyć, skoro coraz częściej i dziennikarze robią błędy?), ani nie szanujący tej ziemi, powtarzający, że "kto ostatni w Polsce gasi światło". I może dobrze by się stało, gdyby oni wszyscy wyjechali w cholerę i zostawili tę ziemię samą sobie.

Może już czas na żałobę po Polsce?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)