claroklara claroklara
110
BLOG

300

claroklara claroklara Polityka Obserwuj notkę 15

10 minut przed planowanym zbieraniem podpisów pod Pałacem Prezydenckim byłam na Placu Bankowym. Z każdym krokiem zbliżającym mnie do Pałacu ogarniał mnie większy niepokój. Żadnych oznak poruszenia, nic nadzwyczajnego. „A jeśli będzie nas tylko garstka? Jeśli spóźnię się te 5minut (z Bankowego to jednak kawałek, zwłaszcza jak się jest dziewczyną 1,60m wzrostu) i nikogo już nie będzie? Nie zdążę się podpisać?”. Miodowa, przyspieszam kroku. Gorąco mi z powodu narzuconego sobie tempa i nagle: „O cholera! Gdzie oni te podpisy zbierają? Taki tłum, że nic nie widzę!”. Ulga.

Pierwsze co rzuca mi się w oczy to stropiona reporterka Polsat News. Jakiś wzburzony człowiek krzyczy do niej: „TVN kłamie!”, a ludzie biją mu brawo. Ktoś podchodzi do niego i mówi, „ale to nie jest TVN, tylko Polsat”, „Tak? A co za różnica?”. Mnie zdziwiło to, że dziewczyna sama nie umiała tego powiedzieć. Nie wie z jakiej jest stacji?

 

Zdziwionix

 

Pod flagą z napisem „Grupy Oporu Solidarni” ze znakiem Polski Walczącej mignęła mi znajoma twarz. „Zaraz, zaraz czy to nie jakiś znajomy dziadków z Ursusa. Z Solidarności? Hmm...”, nagle olśnienie „O rany, przecież to Jan Pietrzak! Wychowałam się na jego piosenkach!”.

mohery

Próbuję dojrzeć miejsce, w którym mogą zbierać podpisy, ale nawet kiedy staję na palcach to widzę tylko nieprzebrane morze ludzi. Ktoś wspina się na latarnię i odczytuje treść naszego apelu do premiera. Krzyczy ile sił w płucach, bo nie ma mikrofonu, ani megafonu, a ludzie co chwila zaczynają śpiewać hymn i „Boże, coś Polskę” (ze słowami, których zawsze uczono mnie w domu: „Ojczyznę wolną, racz nam wrócić Panie”, bo jak mawiała babcia „my wciąż nie mamy wolnej Ojczyzny”). W końcu udaje się uciszyć rozśpiewane tłumy i organizator spotkania może kontynuować swoje wystąpienie. Podchodzi do mnie starsza kobieta ze łzami w oczach i mówi: „To jest Polska! Ze słupa, bez mikrofonu. To jest Polska!”, odpowiadam jej: „nareszcie...”. Obok słyszę kobiety około 40-tki:

  • To by się Bolek zdenerwował, jakby to zobaczył!

  • E tam, jego już od dawna nic nie rusza.

 

Wbrew temu, co by można było sądzić atmosfera tłumu była wesoła, ludzi rozpierała energia. Co jakiś czas tłum wybuchał śmiechem na kolejne hasła rzucane w eter. Większość z nich była podchwytywana, jednak stojący obok mnie 20-kilkulatek próbował namówić nas do krzyczenia „Precz z pospólstwem!”, jednak jego podział na sylaby: „No, co? Po-spól-stwo” nie wydał nam się dobry do skandowania, za to wywołał ogólną wesołość.

Oczywiście były i chwile wzruszeń. Kiedy drugi organizator wspiął się na latarnię i poprosił o minutę ciszy, ludzie po kolei zaczęli unosić ręce w znaku zwycięstwa (V), a on się wzruszył. Wzruszony mężczyzna i to młody to chwytający za serce widok.

Przyszedł i Mariusz Bulski to ten niby-aktor, co to go nikt wcześniej nie znał. „Mówiłem prosto z serca! Nikt mi nie zapłacił!”, tłum chórem: „wiemy!”, Bulski: „Wszyscy jesteśmy aktorami tej wielkiej tragedii!”. Ludzie z radością zaczęli mu machać, po czym rozległo się: „Nie jesteśmy aktorami!”.

Przemówił do nas także Andrzej Melak, brat Stefana Melaka: „Bóg, Honor, Ojczyzna!” - ostatnie słowo wykrzyknął cały tłum.

Melak

W międzyczasie ludzie składali podpisy, użyczali sobie nawzajem pleców, długopisów, uśmiechali się do siebie. Obok mnie kobieta w średnim wieku odebrała telefon:

  • Słuchaj, jestem teraz pod Pałacem, trafiłam przypadkiem na manifestację. Złożę podpis pod rządaniem powołania międzynarodowej komisji i biegnę do teatru na próbę, bo się spóźnię. Za ciebie niestety nie mogę się podpisać – rozłączyła się. - Przepraszam, czy nie wie Pan może czy można złożyć podpis przez internet?

  • Można: www.ruch10kwietnia.org tam jest lista.

  • Dziękuję.

 

Półtorej godziny zleciało jak z bicza strzelił. Na własne oczy tego nie widziałam, ale z relacji znajomych wiem, że w pewnym momencie policja zaczęła spisywać ludzi. Podszedł do nich Redaktor Pospieszalski i zgłosił na ochotnika – żeby jego pierwszego spisali, zanim ludzie ustawili się w ogonku, żeby i ich spisali. Policjanci, nieco stropienie, zrezygnowali.

Dostrzegłam, że stoję blisko Marka Króla (znanego z felietonu „Nie polezie Orzeł w GW-na", po którym wyrzucono go z „Wprost”) i jakoś tak spontanicznie podeszłam do niego i uścisnęłam go za rękę:

  • Chciałam pogratulować Panu odwagi.

  • Dziękuję – on też mnie uścisnął i tak staliśmy przez cały czas rozmowy.

  • Widzi Pan, ja skończyłam dziennikarstwo i widzę, że nie ma dla nas miejsca...

  • Nie ma...

  • Ale ważne, że nawet robiąc coś innego, możemy myśleć to, co myślimy...

Język mi się zaczął plątać i pewnie jak zwykle się zarumieniłam. Jeszcze raz podziękowałam i poszłam do domu. „Nie, mylę się. Właśnie teraz możemy sobie to miejsce wywalczyć!”.

 

Marek Król

 

Następnego dnia moja ulubiona gazeta gadzinowa „GW” napisała, że przed Pałacem znalazło się 300 fanatyków. Napisała cztery zdania, na 9. stronie.

  • Gówniana pisze, że nas 300. było! - mówię do mojego znajomego.

  • To tak, jak Spartan.

 

I tym zakończę, choćby i nas było 300., a nie 3 tysiące to i tak bylibyśmy jak Ci Spartanie – niezłomni i groźni.

 

 

Żeby Polska, żeby Polska

Żeby Polska była Polską

claroklara
O mnie claroklara

Polka, choć francuskiej krwi. Katolik. Prawicowiec. Żona. Matka, rodząca w domu. Dziennikarz. "O-filozof". Oszołom na wielu płaszczyznach.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka