Kurz po zwycięstwie Viktora Orbana opada. Już lepiej widać triumf Fideszu w tym prowincjonalnym kraju Europy.
Orban osiągnął nieco lepszy wynik niż Leszek Miller w 2001 roku. Orban powtórzył zwycięstwo, Miller zjechał na aferze Rywina. Więc porównanie jest nietrafne, bliższe byłoby do Donalda Tuska, który tak mocno się nie trzyma, ale kończy drugą kadencję i przymierza się do triumfu w trzeciej.
Polska ma jednak inne gabaryty i problemy do rozwiązania o wiele większe, trudniejsze. Polska walczy o wzrost PKB większy niż średnia europejska, Węgry chcą do tej średniej doszlusować.
Węgry to 4-5 razy nasze Podkarpackie i z takim programem populistyczno-nacjonalistycznym Orban też osiągnąłby podobny wynik we wschodniej Polsce.
Tak należy spojrzeć na Orbana, z tej perspektywy - Polski B, acz Węgry mają podmiotowość państwową, Polska B ma sympatie polityczne zbieżne.
Za Orbanem w Polsce B - za Budapesztem w Warszawie (a w istocie: Budapesztem w Rzeszowie) -tęsknią podobni Polacy do Węgrów głosujących na Fidesz.
Orban nie miałby problemów w Rzeszowie, aby be-Polacy powstali z kolan (bo to tylko hasełko, ale jak dowartościowuje), nie miałby problemów także z uchwaleniem nowej konstytucji, w wyniku której z państwa liberalnego uczyniłby aksamitną dyktaturę.
Orban nie miałby w Rzeszowie problemów z zamrożeniem kursu franka szwajcarskiego, opodatkowaniem zagranicznych firm, hipermarketów, banków, korporacji.
A nawet w chwilach wolnych od trudów rządzenia i zmagania się ze wstrętną Brukselą, mógłby usiąść na trybunach Stali Rzeszów, bądź Resovii, a kibice z łezką w oku (a nie: "Tusk, ty matole...", itd) wspomnieć, jakim to był napastnikiem w rezerwach miejscowej drużyny.
Orban tylko w perspektywie rzeszowskiej prezentuje się imponująco. I takim jest mężem stanu. Kurz nieco po jego triumfie opadł i nie mylić go z kurzem z puszty Bieszczad.
Takim go widzi Bruksela, a jego kontrakt z Putinem na 10 mld euro, też jest dla rozmiarów Podkarpackiego (x5) właściwy. Rzeszowianie rozgrzeszyliby go i z Putina, bo bardziej pamiętają banderowców i UPA.
Hm, mąż stanu z Rzeszowa. Czyż nie brzmi to dumnie?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)