Joachim Brudziński ma specyficzną pamięć. Można ją określić: resortową. Przymiotnik ten jest od pojęcia stworzonego przez przez tytuł wiekopomnego dzieła „Resortowe dzieci”.
Brudziński nie pamięta swojej przeszłości, bo raczej nie ma co pamiętać, ale pamięta o przeszłości innych. Ale nie przeszłość jako taką, lecz jej intepretację.
Np. Brudziński intepretuje podrzucenie samochodem jako przyjaźń.
Pamiętaj czytelniku. Jedziesz tramwajem, poznaj tramwajarza, bo to twój przyjaciel.
Brudziński powinien pracować jako psycholog, bo nie polityk. Nie mogę sobie przypomnieć, co on takiego stworzył w polityce. Gdyż gburowatości nie zaliczam do walorów politycznych, a przypadłości psychologicznych.
Poseł PiS* wykazał się resortową psychologią w programie Moniki Olejnik, która przytomnie zakończyła „Kropkę nad i” przed czasem.
Wszak ona jest dziennikarką, a nie politykiem, a Brudziński okazuje się, że nie jest politykiem, tylko znawcą resortu.
Ktoś taki jak Brudziński nie powinien ani być w Sejmie, ani zapraszany przez dziennikarzy (niedawno zaprosił go coraz bardziej ostatnio szwankujący w języku polskim Konrad Piasecki), bo poseł PiS ubliża inteligencji jako takiej. Niech otworzy gabinet psychologii, a nawet parapsychologii PiS: resortowej. I tam leczy pacjentów, czyli swoich przyjaciół.
A propos: Brudzińskiego nawet nie można nazwać przyjacielem prezesa, choć spędził z nim wspólnie wakacje, a nie z rodziną.
Po mediach i internecie krążyły zdjęcia, jak Brudziński z prezesem płyną Dunajcem i bynajmniej ten pierwszy nie był przełomem. To więcej niż pielęgniarz. To parapsycholog z kliniki PiS. Taki też mój wpis resortowy, bo taki mój resort mać.
—
* Brudziński zasugerował, że Monika Olejnik jest przyjaciółką Jerzego Urbana. – Jerzy Urban nie jest moim przyjacielem. Podwożenie nie oznacza przyjaźni.
– Kończymy tę rozmowę. Dziękuję panu bardzo, jest pan bardzo niegrzeczny, bardzo nieelegancki – powiedziała Olejnik do posła PiS.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)