Andrzej Duda wycofuje się taktycznie z twardego stanowiska w sprawach in vitro, związków partnerskich. Szuka elektoratu, bo poczuł nad sobą sufit.
Może uda się kogoś nabrać, acz zapewnia twardy elektorat: „Jestem pewien, że Episkopat poparłby moje rozwiązanie”.
Musi być po rozmowie z hierarchami, którzy mogliby poprzeć Dudę i napisać homilię na 3. maja, iż „są pewni, że Duda poprze ich jakieś rozwiązania”.
Taka wzajemna adoracja wartości w sprawach in vitro i związków partnerskich.
Nie wiem, co ma Episkopat do prezydentury, do demokracji i do prawa polskiego? Nie muszę wszystko wiedzieć.
Wiem, że Duda chce się wydostać z syndromu bonsai, bo takie są wartości PiS, nierozwojowe, tkwią w donicy tradycji.
Duda chciałby je przesadzić, bo potrzebuje więcej niż 30% poparcia. Obawiam się, że ta roślina mu zemrze. Takie wartości przesadzone na liberalną glebę, więdną i obumierają.
Ciekawe, czy ciemny lud kupi akceptację Dudy dla in vitro i związków partnerskich?
Czy przed I turą zobaczymy jakiś spot wyborczy na te tematy? Obrazy mają większą siłę niż słowa, bo nie zawsze autor wie, co ma na myśli.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)